Mieliśmy minionej niedzieli podwójne święto demokracji. Po pierwsze, frekwencja – która wyniosła 53,88% – jest najwyższa w historii trzecio-czwartej Rzeczypospolitej. Widać potrzeba było kryzysu w postaci dwuletniego rządu PiS, byśmy docenili mechanizm demokratycznych wyborów i tak licznie z niego skorzystali. Po drugie, tak wyraźne zwycięstwo Platformy Obywatelskiej (PiS uzyskało wynik bardzo dobry, jak na partię, która wyrządziła przez minione dwa lata tak wiele szkód Polsce, ale trzeba pamiętać, że „wchłonęła” wyborców LPR i Samoobrony, a biorąc to pod uwagę, wynik PiS nie jest już tak imponujący) oznacza, że Polacy zdecydowanie opowiedzieli się PRZECIW wizji państwa ścigającego, zastraszającego, wojującego, dzielącego, zakompleksionego i podsłuchującego, zdecydowanie ZA państwem wolnym, demokratycznym, otwartym, rozmawiającym, rozsądnym i ambitnym.
Polacy odkupili „grzech zaniechania” sprzed dwóch lat, kiedy to „odpuścili sobie” głosowanie na PO, sądząc, że i tak wygra. Znamienny jest sondaż PBS DGA dla TVN, TVN24 i dziennika „Polska”, zgodnie z którym 58% wyborców PO nie poszło na wybory 2 lata temu! Oznacza to, że dziś naprawdę zmobilizował się elektorat Platformy Obywatelskiej, nauczony katastrofą z roku 2005, kiedy to wielu ludzi „odpuściło sobie” wierząc, że PO wygra nawet bez ich głosu. Wtedy odwrotnie postąpił elektorat „radiomaryjny”, zmobilizowany do głosowania na PiS. Gdy przyjrzymy się frekwencji według wieku, dostrzeżemy, że ludzie w wieku ponad 60 lat głosowali tym razem najmniej licznie spośród grup wiekowych – mniej niż młodzież w przedziale 18-19 lat. Nie pierwszy raz sprawdziło się porzekadło „Polak mądry po szkodzie”. Lepiej późno, niż wcale.
Wyniki
Wyniki wyborów parlamentarnych 21.X.2007, ogłoszone wczoraj oficjalnie przez Państwową Komisję Wyborczą, wyglądają następująco: PO uzyskało 41,51% głosów, PiS 32,11%, LiD 13,15%, PSL 8,91%. LPR i Samoobrona nie wchodzą do sejmu, nie przekraczając – nawet wspólnie – progu 3%, niezbędnego do uzyskania refundacji kosztów kampanii z kasy Państwa. Mandaty sejmowe rozdane zostaną w następujących proporcjach: PO 209 posłów, PiS 166, LiD 53, PSL 31, mniejszość niemiecka 1. Do Senatu weszły tylko dwie partie: PO będzie mała 60 senatorów, PiS 39, ostatni mandat zdobył jedyny senator niezależny – Włodzimierz Cimoszewicz. Frekwencja wyniosła 53,88% i powtórzę to - jest to wynik rekordowo wysoki w historii trzecio-czwartej RP (w porównaniu z rekordowo niskim sprzed dwóch lat, naprawdę robi wrażenie!).
Co z tym LiD-em?
LiD powinien pozostać w opozycji i grać na zdeprecjonowanie PiS (które będzie opozycją trudną), starając się być łagodną i kulturalną, lecz realną alternatywą dla PO, by mieć szansę przejąć władzę za 4 lata (a w każdym razie – mieć większą szansę, niż PiS, bo do powtórki z rozrywki nie można dopuścić).
Pocieszają mnie słowa Olejniczaka, że LiD będzie konstruktywną opozycją, zaś wykluczona jest koalicja z PO. LiD to nie PSL, który od zawsze pełnił (z całym szacunkiem dla tej partii) rolę „przystawki” – oczywiście nie chcę porównywać tutaj Polskiego Stronnictwa Ludowego z LPR czy Samoobroną; chcę jedynie wskazać, że PSL nie miał, nie ma i raczej nie będzie miał w najbliższej przyszłości szans na wygranie wyborów, więc pozostaje mu rola słabszego koalicjanta. LiD natomiast jest w innej sytuacji i ma szanse na zwycięstwo w następnych wyborach, więc lepiej, by nie „spalali” się w koalicyjnym rządzie, w którym i tak byliby znacznie słabsi, niż PO. Poza tym, lewicowo-prawicowy rząd oznaczałby rozmycie programów, z których powstać musiałby jakiś dziwny, kompromisowy twór. LiD natomiast będzie Platformie niezbędny do odrzucania ewentualnego weta prezydenta, więc PO powinna zadbać o jego poparcie.
Dziękuję premierowi Kaczyńskiemu
Premierze Kaczyński! Dziękuję Panu bardzo, że poddał się Pan po 2 latach skrajnie nieudolnego rządzenia i umorzył Pan połowę wyroku, na jaki Polacy (trzeba uderzyć się w pierś z tego powodu) sami siebie skazali w wyborach a.d. 2005. „Zakiwał” się Pan J
Nie chciałem zapeszać, ale przewidywałem, że PO zwycięży, potem PiS i PSL przed LiD (bo PSL przejmie elektorat Samoobrony i częściowo PiS), Samoobrona i LPR poza sejmem. Przeliczyłem się (na szczęście tylko w tym jednym) co do PSL i LiD jest trzeci.
Premier powiedział po ogłoszeniu wyników: „Bardzo zmieniliśmy Polskę, ale przerwano nam w połowie drogi”. Owszem, zmieniliście Polskę: zmobilizowaliście ją, by dała Wam nauczkę. Sami sobie przerwaliście (co premier dodał w dalszej części swojej wypowiedzi, powołując się na „zasady”, zgodnie z którymi musiał zakończyć koalicję), bo premier, decydując się na przedterminowe wybory i licząc na ponowne zwycięstwo, przeliczył się. Mimo to, brawo za odwagę, bo była to naprawdę ryzykowna rozgrywka. Swoje uznanie za podjęcie ryzyka przegranej chciałbym jednak skonfrontować z uznaniem dla taktyki premiera, który – gdy przyjmę inne założenie – być może w pełni liczył się z przegraną, sądząc jednak, że jest to ostatni moment na uzyskanie w miarę przyzwoitego wynik w wyborach a nowy parlament stworzy Prawu i Sprawiedliwości szansę na zwycięstwo – tym razem z wygodnej pozycji opozycji – w następnych wyborach, nie mówiąc już o wyborach prezydenckich dla jego brata. Mam rację, Panie Jeszcze Przez Chwilę Premierze?
Kolejna wczorajsza wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego powinna skłonić do myślenia na temat jego woli sprzed dwóch lat do wejścia w koalicję z PO: „Koalicja z PO nie wchodzi w grę”. Wyszło szydło z worka! Można wyciągnąć dwa wnioski: albo premier nigdy nie chciał tej koalicji, albo chciał jej jedynie przy wiodącej roli PiS, które miałoby znaczącą przewagę nad Platformą-koalicjantem, chociaż dwa lata temu rozpowiadał wszem i wobec, że proponuje PO koalicję na równych zasadach – „pół na pół”!
Przystawkom dziękujemy
Dziękuję Prawu i Sprawiedliwości również za wchłonięcie „przystawek”! Zmiecenie z polskiej sceny politycznej Ligi Polskich Rodzin a także takich ekstremistów-fundamentalistów, jak Marek Jurek czy Artur Zawisza, jest wielką zasługą (i chyba jedyną) Jarosława Kaczyńskiego dla Polski. Wybory były tego warte. Podobnie pozbycie się z sejmu Samoobrony należy uznać za sukces tego dwuletniego rządu. Oczywiście elektorat tych dwóch partii nigdzie się nie zapodział, tylko przepłynął do Prawa i Sprawiedliwości, ale tutaj poglądy dawnych wyborców LPR i Samoobrony, chcąc nie chcąc, będą musiały ulec ewolucji, zderzając się z realiami w postaci programu PiS, a przez to złagodzeniu – na co liczę. Krótko mówiąc, być może naiwnie, myślę, że wchłonięcie „przystawek” przez PiS zaowocuje nie tylko zniknięciem choroby (partii), ale również samego wirusa ją powodującego (poglądów wyborców – jak nacjonalizm, strach przed „obcymi”, ksenofobia, antysemityzm, walka z aborcją, homofobia) a przynajmniej, że poglądy te nie będą miały możliwości realizacji i przez to zaczną zanikać lub schodzić na dalszy plan, nie mając oparcia w żadnej parlamentarnej partii.
Prof. Kik zwrócił uwagę na to, że PiS jest „partią kryzysogenną”, ponieważ – po „wchłonięciu” wyborców LPR i Samoobrony – stało się partią o niejednolitym elektoracie. Wierzę w to głęboko i liczę na jakiś szybki kryzysik wśród prawicowej opozycji! J
Komisje śledcze?
Tak, jestem za, o ile nie będą miały służyć odwróceniu uwagi od realnego rządzenia. Katastrofą byłoby powołanie wszystkich trzech sejmowych komisji śledczych naraz (ds. akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa, ds. prowokacji CBA wobec posłanki Sawickiej, ds. akcji CBA wobec Barbary Blidy). Wtedy bowiem mielibyśmy w TV nieustanne „reality show” i mogłoby to być dobrą zasłoną dymną dla realnego rządzenia. Komisje powinny być jednak powołane – proponowałbym postępować chronologicznie, czyli od Blidy przez Leppera po Sawicką.
Jeden senator niezależny
Niezależnemu komitetowi wyborczemu Włodzimierza Cimoszewicza, jako jedynemu, udało się wprowadzić swojego kandydata do Sejmu. Osobiście bardzo mnie cieszy ponowna obecność byłego marszałka sejmu, premiera, ministra sprawiedliwości i ministra spraw zagranicznych w jednej osobie, w życiu publicznym. Polityk tej klasy powinien mówić i być słyszanym, bo jest osobą, z której zdaniem powinniśmy się liczyć – zwłaszcza „my, lewicowcy”. Jest to również jego niewątpliwy, osobisty sukces – po dwóch latach politycznego niebytu, uzyskał w swoim okręgu ok. 175.000 głosów!
Premier Tusk, wicepremier Pawlak?
Po wczorajszej rekomendacji, jakiej Platforma Obywatelska udzieliła Donaldowi Tuskowi na stanowisko premiera, w tej kwestii nie powinno już być wątpliwości. Tusk może mieć powody do radości – w Warszawie (choć oczywiście warszawiakiem nie jest, w przeciwieństwie do Kaczyńskich) zdobył rekordową liczbę ponad pół miliona głosów! Jest to również niewątpliwie ogromna odpowiedzialność względem osób, które jemu zaufały.
Platforma podtrzymuje swoje zapowiedzi o chęci wejścia w koalicję z Polskim Stronnictwem Ludowym, co jeszcze dziś ma zaowocować pierwszym spotkaniem negocjacyjnym tych partii. W takiej sytuacji Waldemar Pawlak powinien zostać wicepremierem i ministrem – nie koniecznie rolnictwa (jak powiedział wczoraj Marek Sawicki, Pawlak może objąć dowolny resort, bo do wszystkiego się nadaje). Szykuje się więc Polsce rząd centroprawicowy, spokojny, zrównoważony psychicznie, rozsądny. Chciałbym i mam nadzieję, że taki właśnie będzie. Z całego serca życzę „im” oraz „nam” - czyli Polsce – powodzenia!
Jarosław Orłowski