NIECODZIENNIK.com

cała prawda i jeszcze trochę

złapano seryjnego zamachowca – samobójcę

Opublikował/a JAO w dniu styczeń 22, 2009

Turban okazał się słabym ogniwem w genialnym kamuflażu Sulejmana Bumbama.

Turban okazał się słabym ogniwem w genialnym kamuflażu Sulejmana Bumbama.

Tureckie służby wywiadowcze złapały Egipcjanina, podejrzewanego o udział w kilkudziesięciu zamachach samobójczych na Bliskim Wschodzie. „Już wielokrotnie próbowaliśmy go złapać, ale jeszcze nigdy nie udało nam się wyłapać wszystkich jego części. Przeważnie nie potrafiliśmy odnaleźć nogi, kolana lub ucha. Być może spadały wolniej od głowy i tułowia, a nie mieliśmy czasu na długotrwałe wystawanie i wpatrywanie się w niebo, czy coś jeszcze nie spadnie. Tym razem mamy go jednak całego, i to w jednym kawałku!” – nie kryje radości Dajan Kajdan, komendant policji stambulskiej.
Z uwagi na doniosłość tego wydarzenia, zezwolono Sulejmanowi Bumbamowi na zwołanie konferencji prasowej. Seryjny zamachowiec-samobójca w krótkim wystąpieniu oświadczył: „To wszystko przed to, że Allah za bardzo mnie polubił”. Jego adwokat, mecenas Talik Szalik, wyjaśnia: Mój klient nad wyraz sumiennie wykonywał swoje obowiązki. Do każdego zamachu bardzo się przykładał i profesjonalnie wysadzał w powietrze siebie oraz osoby znajdujące się w promieniu kilkudziesięciu metrów. To go zgubiło, bowiem był tak dobry w swoim fachu, że Allah postanowił nie umieszczać go w raju już po pierwszym perfekcyjnym zamachu, lecz zesłać go na ziemię ponownie w kolejnym wcieleniu. Niestety, okazało się, że i tym razem zamach się powiódł i Allah znów był dumny z Sulejmana, wyznaczył mu więc kolejną misję. I tak 44 razy.” W końcu jednak Sulejman Bumbam został schwytany, bo pochopnie założył ten sam turban, którego użył w trakcie dwudziestego siódmego zamachu. To go zgubiło, został rozpoznany. „Gdyby nie turban, nie bylibyśmy pewni. Mieliśmy bowiem prawie pół miliarda podejrzanych, którzy pasowali do portretu psychologicznego sprawcy: mężczyzna w wieku 5-100 lat, wyznania muzułmańskiego, lubiący materiały wybuchowe, molestowany w dzieciństwie przez księdza katolickiego z pobliskiej parafii.” – dodaje zastępca komendanta.
Źródła zbliżone do Allaha twierdzą, że powracanie Sulejmana Bumbama na ziemię w ponownych wcieleniach było możliwe dzięki tajnemu porozumieniu, zawartemu pomiędzy Allahem a Buddą. „Budda udostępnił Allahowi tajniki reinkarnacji, podarowując mu – nieco już wysłużony – egzemplarz koła samsary, w zamian Allah zapowiedział duchowe wspieranie Tybetańczyków”. – wyjaśnia anonimowo Ruh-ul-Qudus, z zawodu anioł.
Sulejman Bumbam twierdzi jednak, że to właśnie pechowe boskie porozumienie było przyczyną jego schwytania. „Od początku czułem, że ten cały Budda coś kręci. Nie ufam facetom, którzy noszą bordowe sukienki i w dodatku łączą je z sandałami w niemodnym kolorze. Źle mu z oka patrzyło i dziwnie się uśmiechał przy każdym przecinku. Musiał dać nam jakieś wybrakowane koło.” Nie traci jednak hartu ducha i zapewnia, że jeszcze tu wróci, i to nie raz. Zapewnia też, że ponownie nie da się złapać, bowiem tym razem – dla niepoznaki – będzie używał tęczowego turbanu. Do raju mu nie śpieszno. „Dziewice nie zające, poczekają. Allah obiecał mi nawet premię – dodatkowe dziesięć ośmiolatek za każdy zamach z ilością powyżej pięciu ofiar, a każda kolejna ofiara premiowana będzie ośmioletnim chłopcem.” – rozmarza się.
Sulejman Bumbam – by jak najprędzej powrócić do koła samsary i znów działać w swym zawodzie – zapowiedział dobrowolne poddanie się karze śmierci. Prokuratura zapowiedziała, że w takim wypadku zabiegać będzie o natychmiastowe uwolnienie podejrzanego.

JAO

Opublikowany w ...i jeszcze trochę | Otagowane: , , | Zostaw Komentarz »

ruszyła budowa Doliny Rospudy przez sam środek Augustowa

Opublikował/a JAO w dniu styczeń 20, 2009

www.broszka.pl

Malownicze serpentyny obwodnicy Augustowa.

Niemal rok po zakwestionowaniu przez Komisję Europejską rządowych planów budowy obwodnicy Augustowa przez Dolinę Rospudy, rozpoczęto realizację nowego projektu. Zespół geografów, geologów, biologów, ekologów i teologów opracował trzeci wariant. Kompromis pomiędzy ekologami a augustyńczykami zakłada spełnienie postulatów obu stron. Zgodnie z najnowszym projektem, tak jak chcieli tego mieszkańcy Augustowa, obwodnica powstanie w granicach Doliny Rospudy. Zostanie spełniony również postulat ekologów, walczących o zachowanie unikalnych walorów przyrodniczych tego terenu. W tym celu Dolina Rospudy zostanie przeniesiona do centrum Augustowa.
Mieszkańcy już zacierają ręce, bowiem tyle zieleni w centrum miasta umożliwi stworzenie wielu nowych miejsc pracy w sektorze turystyki. „Zajebioza, otwieram tylko okno, śmigam kijem i czochram rekiny, co nie, ziomuś? Chawudepe!” – cieszy się czternastoletni Romuald, zapalony wędkarz. Zainteresowania nie kryją również kierowcy, dla których jazda po wodzie będzie zupełnie nowym doświadczeniem. Światowy kryzys finansowy wymusił bowiem rezygnację z kładzenia asfaltu, co byłoby kłopotliwym i kosztownym wyzwaniem technicznym na rzece. „Na dnie rzeki jest piasek, jednak nie możemy bagatelizować obecności warstwy wody, która znajduje się powyżej.” – wyjaśnia Edward Walec z Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. „Obwodnica nie będzie bowiem biegła w poprzek, lecz wzdłuż rzeki. Jak szaleć, to szaleć.” – dodaje Adam Dukt z Ministerstwa Infrastruktury. „W tym celu stworzymy specjalną skocznię o lekkim kącie nachylenia w miejscu, gdzie skończy się asfalt, a zacznie rzeka. Jak udowodnił zespół biegłych fizyków, zetknięcie się kół tira z taflą wody przy prędkości powyżej 200 km/h zmniejsza szanse zatonięcia pojazdu z 99,9 do 66,6 % – uspokaja.
„Cóż to będzie za wygoda w zimie! Lód jest równiejszy, niż asfalt. I reniferom będzie się lepiej biegało.” – cieszy się Mikhael Røsœmůŧađssen, kierowca z Finlandii.
Zespół, który opracował projekt rozwiązania problemu obwodnicy, został już zaproszony przez władze Rosyjskie do stworzenia planów modernizacji letniego kurortu morskiego w Soczi z okazji zimowych igrzysk olimpijskich – po tym, jak upadła teoria, jakoby wycięcie wszystkich palm wystarczyło do ochłodzenia tamtejszego klimatu.

JAO

Opublikowany w ...i jeszcze trochę | Otagowane: , , | Zostaw Komentarz »

Japonia: rewolucyjne odkrycie w dziedzinie okulistyki

Opublikował/a JAO w dniu styczeń 19, 2009

Japońscy okuliści odkryli, że wzrok ludzki nie jest w stanie dostrzec koloru zielonego. „To, co uważamy za zieleń, tak naprawdę jest fioletem” – oznajmił autorytet w tej dziedzinie, prof. Okuoko Naoko, dowodząc też, że z kolei kolor fioletowy jest w rzeczywistości słodką wonią grzyba z gatunku Phallus impudicus. Profesor Naoko wykazał bowiem, że wszystkie kolory tak naprawdę są zapachami, a zapachy – dźwiękami. „To, co odbiera nasz mózg za pośrednictwem zmysłów, może być zupełnie czymś innym, niż sądzimy” – argumentuje. „Na przykład, bierze pan sobie za żonę piękną szczupłą blondynkę, która w rzeczywistości jest siwiejącym grubym samcem mrówkojada, lecz pańskie zmysły odebrały jej powabny zapach stęchlizny jako bodziec wzrokowy i omamiły pana.” Na pytanie, jak to wiekopomne odkrycie przekłada się na życie zwykłych ludzi, prof. Naoko wyjaśnia: „Nijak.” Zapewnia też, że badania będą kontynuowane, bowiem budżet przewidywał jeszcze 15 lat prowadzenia doświadczeń. „Trochę pośpieszyliśmy się z tym odkryciem, ale nic nie szkodzi, coś wymyślimy. Od fazy płodowej marzyłem, aby zbadać, ile czasu człowiek jest w stanie trzymać swe powieki otwarte. Myślę, że 15 lat wystarczy na przeprowadzenie eksperymentów w tym zakresie. Amerykanie zapowiedzieli nawet, że przekażą nam nieodpłatnie ochotników do tych badań, ponieważ akurat likwidują jakiś ośrodek badawczy na Kubie… Guannano czy jakoś tak…” – zdradza.

JAO

Opublikowany w ...i jeszcze trochę | Otagowane: , , , | Zostaw Komentarz »

Iran: stworzono minę, która nie jest pułapką, lecz szczerą zachętą

Opublikował/a JAO w dniu styczeń 14, 2009

Prezydent Iranu Mahmud Ahmedineżad, przemawiając w Irańskim Instytucie Sztuki Wojennej, poinformował o stworzeniu przez irańskich naukowców unowocześnionego modelu miny lądowej o nazwie „Kebab 2”. Zaawansowane rozwiązania techniczne pozwalają na precyzyjną detonację, a także burzą powszechną teorię, jakoby mina była pułapką. „Wyeliminowaliśmy element zaskoczenia. Nasza mina prosi o to, aby na nią stanąć lub najechać.” – ogłosił prof. Karim Mehmed ibn Ahmed, szef zespołu naukowców pracujących nad miną.
Po uruchomieniu mechanizmu detonacyjnego, z miny wyskakuje klaun na sprężynce, trzymający w ręku miniaturkę Koranu. Dopiero potem następuje wybuch, ofiara ma więc chwilę na ostatni uśmiech i szybkie nawrócenie się na islam. „Sądzimy także, że taka modyfikacja zmieni niechlubną opinię o minach jako o pułapkach. Nie zasłużyły sobie na to. Mina ma zachęcać do oddania swego życia Allahowi.” – dodaje profesor.
Przywoływane jest również inne kryterium, które zadecydowało o wprowadzeniu modelu „Kebab 2”:
„Miny, które eksportujemy do krajów arabskich, niestety czasem wybuchają. To przykre. Często wybuchają akurat, gdy ktoś na nie nadepnie. I nie zawsze jest to żyd lub Amerykanin. Konieczne było więc stworzenie takiego modelu, który umożliwi zabijanie samych niewiernych, a odstraszy arabów. Komunikat ‘wejdź na mnie’ będzie więc wygłaszany jedynie w języku hebrajskim i angielskim, a głosu użyczy Natacha Atlas. Żaden muzułmanin nie usłucha komendy ‘wejdź na mnie’, wydawanego damskim zmysłowym głosem. Takie zepsucie moralne występuje jedynie u niewiernych.” – wyjaśnia.
Nieoficjalnie wiadomo też, że były prezydent Izraela Mosze Kacaw został zmuszony do ustąpienia ze stanowiska przez swoją partię Likud właśnie z powodu zbyt częstej chęci nadeptywania na każdy prototyp miny „Kebab 2”, które wówczas Iran testował potajemnie w Izraelu. „To była dla niego zbyt silna pokusa, już w trakcie słuchania pierwszego wyrazu ‘wejdź…’ prezydent rozpinał rozporek i rzucał się w kierunku miny.” – zwierza się z zażenowaniem bliski współpracownik prezydenta Kacawa, pragnący zachować anonimowość.
VEVAK (irański wywiad) podaje, że Izrael opracowuje już sabotażowy zestaw głośnomówiący, który będzie podmieniany w irańskich minach. „Mamy informacje głoszące, że żydzi chcą zmieniać nagranie tekstu ‘wejdź na mnie’ z głosu kobiecego na zmysłowy jęk dziesięcioletniego chłopca w języku arabskim.” – oznajmia z niepokojem gen. Mohammed al Mahomet. „To podła sztuczka syjonistów!” – grzmi wzburzony generał.
Prezydent Ahmadineżad poinformował, że eksport min „Kebab 2” do ościennych krajów arabskich rozpocznie się jeszcze przed ramadanem. „W wakacje wszystko powinno już działać jak ta lala” – obiecuje.

JAO

Opublikowany w ...i jeszcze trochę | Otagowane: , , , , , | Zostaw Komentarz »

emerytowany oficer SB: Wałęsa był współpracownikiem IPN

Opublikował/a JAO w dniu styczeń 13, 2009

Ireneusz Szpion, emerytowany oficer Służby Bezpieczeństwa PRL, ujawnił, że Lech Wałęsa był tajnym współpracownikiem Instytutu Pamięci Narodowej o pseudonimie „Pomysłowy
Dobromir” (dla przyjaciół – „Bolek”). „Nasze archiwa wskazują na to, że Wałęsa już w ubiegłym tysiącleciu pojawiał się w budynku IPN. Trudno sądzić, by wchodził tam przez przypadek.” – stwierdza półkownik Szpion.
Lech Wałęsa kategorycznie zaprzecza. „IPN to mógłby ze mną współpracować, a nie ja z nim! Panie drogi, ja jakbym chciał to bym ich tak wykiwał, że sami by nie wiedzieli, że ze mną współpracują!”
Anna Walentynowicz atakuje: „Zawsze wiedziałam, że Wałęsa jest agentem. Najpierw sądziłam, że ubezpieczeniowym, ale życie pokazało, że mogło chodzić nawet o nieruchomości. Sprzedał Stocznię Gdańską masonom i żydom w zamian za prezydenturę, ot co!”. Andrzej Gwiazda pyta retorycznie: „A dlaczego myślicie, że Wałęsa nie jest agentem? Macie na to jakieś dowody? Jeśli nie pokaże niepodpisanej lojalki, to oczywiste jest, że lojalkę podpisał!”.
Oficer SB ujawnia też, że Lolek i Tola nadal współpracują. „Piastują wysokie funkcje państwowe, nic więcej nie mogę powiedzieć z uwagi na klauzulę tajności oraz autorytet Głowy Państwa i dobre imię prezesa największej partii opozycyjnej.” – dodaje.

JAO

Opublikowany w ...i jeszcze trochę | Otagowane: , , , | Zostaw Komentarz »

Talibowie zapowiedzieli wycofanie polskich wojsk z Afganistanu

Opublikował/a JAO w dniu styczeń 12, 2009

Rzecznik afgańskich Talibów, Abdul Haji Multiwitamin, na zwołanej w Kabulu konferencji prasowej ogłosił, że do końca roku 2009 polskie wojska zostaną wycofane z Afganistanu. „Decyzję konsultowaliśmy z prezydentem Iranu, który poparł nasze stanowisko. Proces ewakuacji polskich wojsk będzie prowadzony w tempie dwudziestu transporterów miesięcznie. Niestety, tylko takim limitem pocisków dysponujemy.” – dodał z żalem w głosie i detonatorem w dłoni.
Ministerstwo Obrony Narodowej poinformowało, że otrzymało już stosowny dokument w tej sprawie: „Dziś rano przyleciał do nas gołąb, nieco zdyszany i przykurzony. Miał u szyi zawieszone zawiniątko, w którym odnaleźliśmy wiadomość. Były to dwie łuski z kałasznikowa, z imionami Donald i Lech. Uznaliśmy to za miły prezent od narodu afgańskiego.” Ministerstwo rozważa, czy o ewakuacji powiadomić polskich żołnierzy, stacjonujących w Afganistanie. „Nie wykluczamy takiej ewentualności.” – usłyszeliśmy od rzecznika MON.

JAO

Opublikowany w ...i jeszcze trochę | Zostaw Komentarz »

Watykan: eutanazja jest sprzeczna z aborcją

Opublikował/a JAO w dniu styczeń 11, 2009

Po wielu godzinach dyskusji i beczkach wina mszalnego, najwięksi teologowie doszli w Watykanie do wniosku, że eutanazja jest sprzeczna z aborcją. „Jesteśmy przeciwni eutanazji, eutanazja jest sprzeczna z aborcją, więc – chcąc nie chcąc – musimy zaakceptować aborcję.” – oznajmił ks. prof. Angelo Roquito, czołowy teoretyk tzw. nurtu antyeutanazistów. Nie zgodził się z nim jednak ks. prof. Rodriguez Pirenejro, teoretyk szkoły antyaborcjonistów: „Z jakiej racji mamy akceptować aborcję, skoro sprzeczna jest ona z eutanazją? Aborcji przecież nie dopuszczamy, musimy więc zaakceptować eutanazję!” Pojawił się również prąd zwracający uwagę na porę sjesty, sugerujący zakończenie polemiki i udanie się na latte macchiato z podwójnym espresso. Papież zganił obie strony sporu, zauważając, że takie logiczne główkowanie do niczego dobrego nie doprowadzi. „Wy lepiej tyle nie myślcie, moi drodzy bracia! Chyba że chcecie poznać uroki misjonarzenia na Kamczatce…” – zasugerował.
Przeważyło zdanie papieża Benedykta XVI: „Kościół katolicki oznajmia, że w akceptacji różnorodności sprzeczności tkwi iskierka boża. Tylko Bóg rozumie tę pokręconą logikę, z którą gimnastykujemy się już ponad dwa tysiące lat… o czym to ja… aha! Sprzeciwiamy się zarówno aborcji, jak i eutanazji. Jezus nie stosował ani aborcji, ani eutanazji, ani prezerwatyw, ani in vitro… ale o czym to ja… aha! Uwielbiamy płodową fazę rozwoju człowieka oraz jego starcze niedołęstwo pełne cierpień. Cierpienie zbliża ku Bogu. Bóg lubi, jak sobie cierpimy. Im bardziej boli, tym fajniej. Musi boleć, żeby potem było przyjemnie. Bóg życie daje i życie odbiera, jesteśmy więc przeciwni bezbożnej prokreacji oraz zbyt pochopnej śmierci. Życie pozbawione cierpienia jest dla nas nie do przyjęcia. Opowiadamy się za życiem pełnym bólu, łagodną śmierć mając w głębokim poważaniu.” – powiedział papież. „No, chyba, że nauka wymyśli jakąś wyrafinowanie bolesną metodę eutanazji…” – dodał Ojciec Święty. „Śmierć śmierci!” – skandował tłum, zgromadzony na Placu Św. Piotra.

JAO

Opublikowany w ...i jeszcze trochę | Otagowane: , , | Zostaw Komentarz »

odkryto sześćdziesiątą pierwszą sekundę

Opublikował/a JAO w dniu grudzień 21, 2008

„To niewiarygodne!” – maestro Tercio Quattro, jeden z najlepszych zegarmistrzów w Neapolu, nie może wyjść z podziwu dla własnego odkrycia. „Nigdy bym nie pomyślał, hoho, no proszę, a jednak!” – podskakuje radośnie, bawiąc się szelkami.
Maestro odnalazł sześćdziesiątą pierwszą sekundę zupełnym przypadkiem. „To wydarzyło się, gdy budowałem jeden z setek zegarków w swoim życiu. Smarowałem właśnie jajko na twardo majonezem, nastawiając drugą ręką mechanizm sekundnika, gdy dostrzegłem to zjawisko! Sześćdziesiąta pierwsza sekunda pojawiła się dokładnie w połowie między sześćdziesiątą a sześćdziesiątą drugą! Nigdy bym się jej tam nie spodziewał!”.
Prof. Manfred Wasserbaum z Zuryskiego Ośrodka TymCzasowego uznał to odkrycie za jedno z największych w dziejach ludzkości, zaraz po wynalezieniu chochli do zupy i koloru zielonego. „Niech pan tylko pomyśli! Sześćdziesiąta pierwsza sekunda oznacza, że wszyscy żyjemy dłużej, niż sądziliśmy! Średnia wieku wzrosła automatycznie z 76 lat do 77 lat i 2 miesięcy, co sprawia, że każdy 76-latek może liczyć na dodatkowe 14 miesięcy wakacji dzięki neapolskiemu zegarmistrzowi! Oczywiście, jeśli umie liczyć.”
Odkryciem zainteresował się natomiast Rzymski Instytut Badań nad Schizofrenią, który wystosował do maestra Quattra oficjalne zaproszenie na dożywotnie wczasy w swoim górskim ośrodku. Maestro skorzystał z ochotą, ogłaszając z radością, że będzie miał teraz czas na pracę naukową i kolejne odkrycia.
Unia Europejska – ku zaskoczeniu świata naukowego – zdecydowała jednak, że nie uzna nowej jednostki czasowej (minuta sześćdziesięciojednosekundowa). Rzecznik UE na ekspresowej konferencji prasowej ograniczył się do lakonicznego komunikatu: „Szkoda czasu.”

JAO

Opublikowany w ...i jeszcze trochę | Otagowane: , , , | Komentarzy: 3 »

w amazońskiej dżungli odkryto nowy gatunek renifera

Opublikował/a JAO w dniu grudzień 21, 2008

Z pozoru niczym nie różnił się od zwykłego bobra. Dopiero po badaniach DNA okazało się, że zwierz odkryty przed paroma tygodniami w brazylijskiej dżungli przez przydrożną prostytutkę, to nie chomik, lecz renifer. – „Ale bardzo blisko spokrewniony z ważką” – dorzuca dr Paolo Coali z Brazylijskiego Instytutu Naturalnego, precyzując – „Odziedziczył po niej gęstą sierść i mocny ogon”.
„Wszystko to dowodzi teorii ewolucji. Darwin miał rację. Wszystko ewoluuje. Dzisiejsze renifery to nie to samo, co wczorajsze renifery…” – wspomina z rozrzewnieniem prof. Nur van der ibn Reiffeisen z Fińskiego Instytutu Rozwoju Reniferologii, doradzający brazylijskim naukowcom.
Renifer zdawał się być zaskoczony całą sytuacją. Gdy zjawiła się prasa, swój stosunek do otoczenia zademonstrował, wchodząc na drzewo i wydalając obfitą porcję fekaliów na fotoreporterów. Testy genetyczne wykazały, że jego DNA jest bardzo zbliżone do DNA amazońskiego plemienia Haha i częściowo zbliżone do DNA samic z plemienia Hoho. To zaskakujące, bowiem plemiona te od wieków nie miały kontaktu z mikrofalówką czy choćby krótkofalówką. Są totalnie odcięte od świata. Zaskakuje też fakt, że gatunek ten jest bliżej spokrewniony z makrelą, niż z człowiekiem, choć ludzkie DNA bliższe jest flądrze.
Genetycy wysnuli tezę, że prawdopodobnie renifer jest wynikiem stosunku płciowego jednej kobiety z plemienia Hoho z kilkoma mężczyznami z plemienia Haha (prawdopodobnie stosunek wynosił 1:7, ale część badaczy twierdzi, że wynik był ustawiony – do czasu wyjaśnienia tej sprawy, zatrzymano wodzów obu plemion, gdyż na ich przydomowych palach wykryto podejrzanie dużą ilość cennych paciorków z muszli), przy niewielkim współudziale marchwi i odrobiny patatów. Do czasu ogłoszenia bardziej przekonywującej teorii, będzie to oficjalne wytłumaczenie tego fenomenu. Wodzowie plemienia Haha i Hoho wstępnie porozumieli się już co do podziału tantiemów ze sprzedaży wizerunku spłodzonego renifera. Pobliska elektrownia atomowa zadeklarowała chęć finansowego wspomożenia turystyki w tym rejonie.

JAO

Opublikowany w ...i jeszcze trochę | Otagowane: , , , , , , | Zostaw Komentarz »

udaremniono przemyt czekolady pod pozorem eksportu haszyszu

Opublikował/a JAO w dniu grudzień 20, 2008

Na afgańsko-pakistańskim przejściu granicznym, służby celne udaremniły przemyt na wielką skalę. Ciężarówka, w której przemycano pięć ton czekolady, oficjalnie przewoziła jedynie haszysz. Celnicy nie dali się jednak zwieść: „Od razu poznałem, że to nie haszysz! Jechało czekoladą na kilometr! Nie ten smak, nie ten zapach, palić się to to nie chciało…” – deklaruje Abdullah Babullah, szer Pakistańskich Służb Granicznych. – „Nie daliśmy się zwieść nawet standardowym napisom „Goplana” na etykietach. I tak wiedzieliśmy, że to nie haszysz.” – dodaje.
Afgańskie Ministerstwo Obrotu Narkotykami (AMON) wystosowało oświadczenie, w którym zadeklarowało: „Zrobimy porządek z przemytnikami czekolady! Nie pozwolimy na to, by nasza gospodarka straciła dobre imię w branży narkotykowej!
Każdy producent haszyszu może czuć się bezpieczny!”
Na pytanie, jak doszło do przemytu, porucznik Babullah odpowiada:
„Był to oficjalnie eksport haszyszu z Afganistanu i importu opium do Pakistanu. To wzbudziło nasze podejrzenia. Wyraźnie coś się nam nie zgadzało. Na granicy haszysz został podmieniony na czekoladę. Przynajmniej formalnie. Degustacja trwa, więc oficjalne wyniki próbek będą znane w ciągu kilku miesięcy. Długo? Niestety, mam tylko pięćdziesięcioro ludzi a każdy ma tylko kilkudziesięciu krewnych do pomocy, a do przebadania jest parę ton…” – ucina celnik.
Sekretarz Generalny ONZ Ban Ki Mun oświadczył, że Organizacja Narodów Zjednoczonych zrobi wszystko, by ukrócić proceder podrabiania haszyszu. „Towar musi być czysty, większość trafia na europejski rynek. To kilkadziesiąt milionów odbiorców. Jak mam to palić, skoro nie wiem, czy nie palę czekolady? Jak to będzie wyglądało, gdy na oficjalnym spotkaniu z głową jakiegoś państwa roztopi mi się działka?” – pyta retorycznie sekretarz. „Nie można robić ludzi w konia!” – dodaje wzburzony.

JAO

Opublikowany w ...i jeszcze trochę | Otagowane: , , , , , , , | Komentarzy: 2 »

konferencja klimatyczna zaowocowała ociepleniem klimatu rozmów

Opublikował/a JAO w dniu grudzień 19, 2008

Ramowa konwencja Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu, która odbyła się w ubiegłym tygodniu w Poznaniu (COP14), stała się obiektem krytyki ruchów ekologicznych. Reakcja ta jest podyktowana ociepleniem klimatu rozmów na temat ekologii, do jakiego doprowadziło spotkanie. Minister środowiska Maciej Nowicki zapewnia, że wcale nie takie były intencje: „Zapewniam, że robiliśmy wszystko, by dążyć do ochłodzenia klimatu. W specjalnym protokole nazwaliśmy nawet ekologów chamami, mendami i burakami (to ostatnie uznali akurat za komplement). Wszystko to, aby doszło do oziębienia w relacjach rząd-ruchy społeczne. Nie mogliśmy dalej patrzeć, jak przychylnie i ciepło spogląda na nas choćby taki głupi wredny Greenpeace. Niestety, nie udało się.” Szef Greenpeace Polska widzi tutaj swoją winę: „Może rzeczywiście nie dość się staraliśmy, za mało krzyczeliśmy a za dużo chwaliliśmy… to się już więcej nie powtórzy. Następnym razem zrobimy taką rozpierduchę, że będzie gorąco! To znaczy zimno, zimno będzie, ma być zimno!.” – poprawia się szybko. Wanda Posiadła z Rokitnika Wielkiego powiedziała „Niecodziennikowi”: „Wszystkie te ekologi som mundre, jak się ciepło robi, a opitolić lalusiów na konferencji nie chciały! Tera to sobie mogom pokczyczeć, jak już si ciepło i mio zrobio! A trza było mordy drzeć przed spotkaniem, to by ni było ocieplenia! Drugi rok z żyndu lót na sadzawce mi rozmarza i krasula musi iśc naopkoło na łunke!” Dodała też okrzyk: „Do roboty, kurwa!”. Greenpeace zapowiedział, że skorzysta z Wandy Podsiadłej jako negocjatorski w celu ochłodzenia klimatu rozmów ze stroną rządową. Wanda Podsiadło na wieść o tym poszła nakarmić kury.

JAO

Opublikowany w ...i jeszcze trochę | Otagowane: , , , | Zostaw Komentarz »

dzień bez przekleństw wstrząsnął Polakami

Opublikował/a JAO w dniu grudzień 18, 2008

„O kurwa!” – zareagował pan Ingacy, stojący pod barem piwnym Mix w Działdowie, na wieść o obchodzonym wczoraj międzynarodowym dniu bez przekleństw. „Nawet mi Pan nie mów, kurwa, takich rzeczy! Że ja przeklinać nie moge dziś? A kto przeklina? Ja, kurwa, przeklinam? A chcesz w ryj?”. Do rozmowy dołączył się pan Mościsław, przechodzący obok: „Taki dzień mnie obraża! Że ja sobie niby DZIŚ nie mogę przeklinać? A w inne dni to mogę? A kto to ma decydować, kiedy mogę, kiedy mogę, a kiedy nie mogę? Już ja wiem, kiedy mogę, a kiedy nie mogę! Już ja wiem, kiedy mogę, a kiedy nie mogę!” – powtórzył z naciskiem. „Żydzi nie będą mi mówili, kiedy mogę pierdnąć! Ani Niemiecy! Ani Życiński!” – usłyszeliśmy od pani Stanisławy, wracającej właśnie z porannej mszy. „Na chuja nam takie świnto? A mało to roboty ze świntami mamy? Co to, dziś sobie przeklonć nie mogę? Przed wigiliom nie, to kiedy, ja sie pytam, ja mam sie odstresować?” – zawtórowała pracownica szaletów miejskich. Złości nie kryli również związkowcy z „Solidarności”, protestujący przed Kancelarią Premiera w sprawie „pomostówek”. „Żeby nie było, my swoje zdanie na ten temat mamy, ale swoją kulturę też. Specjalnie z powodu dnia bez przekleństw, skandujemy dziś ’jak poprzecie tę ustawę, rozwalimy wam Warszawę’. Rozumie pan, rozjebiemy dopiero jutro, bo święto szanujemy.” – oświadczył manifestant.
Wzburzenie opinii publicznej spowodowało, że o komentarz poprosiliśmy prezydenta. „Odejdź, starcze.” – usłyszał nasz reporter.

JAO

Opublikowany w ...i jeszcze trochę | Otagowane: , , | Zostaw Komentarz »

pasikonik przyczyną poważnego zatrucia prezydenta Indonezji

Opublikował/a JAO w dniu grudzień 18, 2008

Susilo Bambang Yudhoyono (Bami, jak zdrobniale wołają na Niego poddani), twierdzi, że nie był to zamach. Odmiennego zdania jest Al-Kaida, która już przyznała się do podesłania popsutego pasikonika na prezydencki talerz. Lekarze sądzą, że prezydenta uratowała jego bardzo silna odporność na nieświeże pasikoniki, które pochłaniał w dzieciństwie w celu wypędzenia z siebie diabła. Pałac Prezydencki przeczy, jakoby konieczność powtórzenia tego obrzędu stanowiła powód zatrucia głowy państwa. Poseł Pis Marek Kuchciński jeszcze nie wypowiedział się w tej sprawie, ale poparł nieznaną i nie sformułowaną jeszcze opinię prezesa Kaczyńskiego. George W. Bush powiedział: “Bardzo lubię Islandię, to piękny kraj. Współczuję królowi Yoko Ono.”

JAO

Opublikowany w ...i jeszcze trochę | Otagowane: , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

“bło ciemno, ale sie nie baem”

Opublikował/a JAO w dniu listopad 2, 2008

Zapraszamy do lektury ekskluzywnego wywiadu z Prezydentem Najjaśniejszej RP – monologu mamrotanego, nagranego przez naszą reportierkę tuż po powrocie Najrzeczpospolitszego z Gruzji:

Jestem prezydentem dużego kraju. Pojechaem w odwiedziny do wielkiego i odważnego kolegi, któy w śrotku wakacji został napadnienty pszes Złych Ludzi w geście beszczelnej obrony przet atakiem owego małego kraju na jeszcze mniejszy kraj. Misiek opchodzi akurat pionte urodziny demokratycznego zamachu stanu. Żeby to uczcić, Misiek zaproponował, że pojedziemy w góry – gdy tylko wysiadem z samolotu i nie zdonżyem nawet zjeść kanapki, którom dała mi żona pszet wylotem. Ani nawet pomidorka. Misiek dba o moje bespieczeństwo i postanowił, żeby na wszeki wypadek zgubić mojom ochrone i zmienić planowanom trase. Taki spontan. Lubie tak. Lubie góry. Mój brat ma kota i moja mama lubi góry a ja lubie mojom mame i brata kota. Zgodziłem sie wienc. Jechaliśmy jednym samochodem z szanownym Kolegom Prezydentem, by zmylić wroga, tak dla niepoznaki. Wybraliśmy ten taki duży, żeby byo widać z daleka, że to my jedziemy. Wiedzieliśmy, że nie jest tam bespiecznie, wienc na wszeki wypadek na pierszy ogień puściliśmy samochót z dziennikarzami. Rosyjskie lobby, niewielka strata. Niemiecki kapitał. Niech przecierajom szlak. Wtem, ni stont ni z owont, na naszej drodze wyrós posterunek – czek pojnt rosyjski. Nie mieliśmy pojencia, skont tam sie wzioł. Misiek powiedział, że od ładnych paru miesiency sie nad tym zastanawiał. Dlatego pojechaliśmy go teraz zobaczyć. Postanowiłem zrobić z tym porzondek. Wysiadem, za mnom Misiek. Po chwili usyszaem szczały. Nie widziaem pocisków, bo bło ciemno, ale dokadnie je wszyskie policzyem, żeby szypciej zasnonć. Syszaem za to rosyjskich żołnierzy. Mówili po rosyjsku, wienc to oczywiste, że to Rosjanie. Ja przeciesz mówie po polsku i wiadomo, że jestem Polakiem. Misiek mówi po angielsku i wiadomo, że jest Gruzinem. Nie ma wienc dyskusji, sprawa jest w sposup oczyisty oczyista. Sytuacja bya bardzo niebespieczna. Postanowiem wienc podejść do Miśka i zapytać, czemu do nas szczelają. Postaliśmy tak przez kwadrans, zastanawiajonc sie. W tym czasie ochrona (Miśka, bo ja się tam niczego nie boje, mój tata i tata mojego brata byli w AK wienc caa moja rodzina ma tradycje patriotyczne) zastanawiaa sie, czy idziemy dalej na piechote, czy rozbijamy tutaj obóz i czekamy do rana, żeby zobaczyć, kto szczelał. W końcu zrobiło sie zimno i uznaliśmy, że czeba wracać do samochodu. Byliśmy już zmenczeni, wienc poożyliśmy sie na pododze, by troche odpoczonć. Sprawa nieco się przedużaa, wienc żaowaem, że nie zjadem tego pomidorka. Już wiecej nie szczelali, uznaliśmy wienc sprawe za zakończonom i zadecydowaliśmy, że możemy wracać. Wprawdzie Misiek nalegał, żebyśmy jeszcze troche zostali, bo może jeszcze troche postrzelajom na wiwat z radości, żeśmy ich odwiedzili. Może nawet jakomś fotke pstrykne dla mamy. Taka pamiontka z wycieczki. Nie podobao mi się to jednak – za dużo jenzyka rosyjskiego dokoła syszaem. Nie lubie, jak ktoś kszyczy na mnie po rosyjsku. Wróciliśmy wienc do stolicy, gdzie musieliśmy odpowiadać na besczelne pytania organów propagandowych. Misiek mówił po angielsku. Ja byem oryginalny i mówiem po polsku, ale rozumiaem, co mówi Misiek, bo wcześniej mi powiedział, co on bendzie mówił, żebym wiedział, co widziałem, gdy przydzie pora mojej przemowy. Jak jusz mówiem, bło ciemno, a Misiek jest tamtejszy i wie lepiej, jak to za dnia wyglonda. On też syszał wyraźnie, że te lecące pociski byy rosyjskie a ja nie mam podstaf, by mu nie wierzyć. Potem wsiadem do samolotu i pszed północom doleciaem do Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, z dala od Rosjan. Obiecaem Miśkowi, że jak przyjedzie do mnie, pojedziemy sobie nocą obejrzeć Okręg Kaliningradzki. Z lotniska do domu ochraniao mnie 6 samochodów. Fakt, w Gruzji mieliśmy 8 aut na mnie i na Miśka, ale wóz dziennikarzy i karetka sie nie liczom. Byo wienc po równo. Czuje sie bespieczny. Dbam o głowe swojom i państwa, co jest jednościom w tym pszypatku. W Waszawie nigdy nie wiadomo, lepiej być ostrożnym. A to sie wogle nagrao? Czy zna pani czasem Rona Asmusa?

JAO

Opublikowany w cała prawda... | Otagowane: , , , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

[*]

Opublikował/a JAO w dniu lipiec 15, 2008

www.geremek.pl“Polityka to brudna robota” – słyszy się ciągle. “Politycy są skorumpowani”, “polityka to nie jest zajęcia dla uczciwych”. Profesor Bronisław Geremek swoim politycznym życiem udowodnił, że to nie prawda. Pokazał nam wszystkim, że można walczyć mądrze i spokojnie o sprawy trudne, orężem słowa przyjaznego i rozważnego a nie wygrażaniem czy straszeniem.
Sposób odejścia Profesora jest również bolesny. O ile można wogóle doszukiwać się sensu w śmierci, o tyle odejście Bronisława Geremka nastąpiło w sposób całkowicie bezsensowny. Nie ze starości, nie w chorobie, nie z poświęcenia, nie z własnego wyboru. Po prostu wypadek – jak niewinnie to brzmi, jak lekko… można zadać całkiem przyziemne pytanie: dlaczego profesor w tym wieku samodzielnie prowadził samochód? Czy było to bezpieczne? Czy nie mógł mieć kierowcy? Jednak nawet bez tych pytań nie uda się znaleźć zrozumienia dla tej tragicznej sytuacji, w której odchodzi człowiek tak wielki, tak wcześnie, w tak błahy sposób.
Będzie mi Pana brakowało, wspaniały Proferosze, Wielki Człowieku…

JAO

Opublikowany w cała prawda... | Zostaw Komentarz »

Śpieszmy się szanować ludzi

Opublikował/a JAO w dniu luty 15, 2008

Stefan Meller zmarł. Trudno jest pisać o człowieku, którego się nigdy nie poznało osobiście i chyba jeszcze trudniej wytłumaczyć swój wielki żal po Jego stracie. Staje się to łatwiejsze, gdy uznam się za jednego z obywateli kraju, dla którego odejście Stefana Mellera jest wielką stratą. Można by napisać wiele górnolotnie brzmiących słów na temat Jego mądrości, kompetencji, wiedzy, rozsądku, autorytetu… wszystko to może jednak brzmieć mało wiarygodnie w ustach 22-latka. Pozwolę więc sobie na subiektywne złożenie wyrazów szacunku wobec Pana Profesora i kondolencji Jego rodzinie. Kondolencje należą się również Polsce. Wyciągnijmy wniosek. Protestujmy, gdy człowiek pokroju Macierewicza obszczekuje profesorów: Bartoszewskiego, Geremka i Mellera właśnie. Darzmy uznaniem człowieka, który odszedł z rządu, gdy wstąpił do niego przestępca i nacjonalista (w dwóch osobach, całe szczęście). Takie cnoty są bardzo rzadkie wśród dzisiejszej klasy politycznej. Śpieszmy się szanować ludzi, dopóki mamy zaszczyt żyć w Ich czasach. Słuchajmy Ich,  nawet gdy milkną.

Jarosław Orłowski

Opublikowany w Niecodzienności | Zostaw Komentarz »

święto demokracji

Opublikował/a JAO w dniu październik 24, 2007

Mieliśmy minionej niedzieli podwójne święto demokracji. Po pierwsze, frekwencja – która wyniosła 53,88% – jest najwyższa w historii trzecio-czwartej Rzeczypospolitej. Widać potrzeba było kryzysu w postaci dwuletniego rządu PiS, byśmy docenili mechanizm demokratycznych wyborów i tak licznie z niego skorzystali. Po drugie, tak wyraźne zwycięstwo Platformy Obywatelskiej (PiS uzyskało wynik bardzo dobry, jak na partię, która wyrządziła przez minione dwa lata tak wiele szkód Polsce, ale trzeba pamiętać, że „wchłonęła” wyborców LPR i Samoobrony, a biorąc to pod uwagę, wynik PiS nie jest już tak imponujący) oznacza, że Polacy zdecydowanie opowiedzieli się PRZECIW wizji państwa ścigającego, zastraszającego, wojującego, dzielącego, zakompleksionego i podsłuchującego, zdecydowanie ZA państwem wolnym, demokratycznym, otwartym, rozmawiającym, rozsądnym i ambitnym.
Polacy odkupili „grzech zaniechania” sprzed dwóch lat, kiedy to „odpuścili sobie” głosowanie na PO, sądząc, że i tak wygra. Znamienny jest sondaż PBS DGA dla TVN, TVN24 i dziennika „Polska”, zgodnie z którym 58% wyborców PO nie poszło na wybory 2 lata temu! Oznacza to, że dziś naprawdę zmobilizował się elektorat Platformy Obywatelskiej, nauczony katastrofą z roku 2005, kiedy to wielu ludzi „odpuściło sobie” wierząc, że PO wygra nawet bez ich głosu. Wtedy odwrotnie postąpił elektorat „radiomaryjny”, zmobilizowany do głosowania na PiS. Gdy przyjrzymy się frekwencji według wieku, dostrzeżemy, że ludzie w wieku ponad 60 lat głosowali tym razem najmniej licznie spośród grup wiekowych – mniej niż młodzież w przedziale 18-19 lat. Nie pierwszy raz sprawdziło się porzekadło „Polak mądry po szkodzie”. Lepiej późno, niż wcale.

Wyniki

Wyniki wyborów parlamentarnych 21.X.2007, ogłoszone wczoraj oficjalnie przez Państwową Komisję Wyborczą, wyglądają następująco: PO uzyskało 41,51% głosów, PiS 32,11%, LiD 13,15%, PSL 8,91%. LPR i Samoobrona nie wchodzą do sejmu, nie przekraczając – nawet wspólnie – progu 3%, niezbędnego do uzyskania refundacji kosztów kampanii z kasy Państwa. Mandaty sejmowe rozdane zostaną w następujących proporcjach: PO 209 posłów, PiS 166, LiD 53, PSL 31, mniejszość niemiecka 1. Do Senatu weszły tylko dwie partie: PO będzie mała 60 senatorów, PiS 39, ostatni mandat zdobył jedyny senator niezależny – Włodzimierz Cimoszewicz. Frekwencja wyniosła 53,88% i powtórzę to – jest to wynik rekordowo wysoki w historii trzecio-czwartej RP (w porównaniu z rekordowo niskim sprzed dwóch lat, naprawdę robi wrażenie!).

Co z tym LiD-em?

LiD powinien pozostać w opozycji i grać na zdeprecjonowanie PiS (które będzie opozycją trudną), starając się być łagodną i kulturalną, lecz realną alternatywą dla PO, by mieć szansę przejąć władzę za 4 lata (a w każdym razie – mieć większą szansę, niż PiS, bo do powtórki z rozrywki nie można dopuścić).
Pocieszają mnie słowa Olejniczaka, że LiD będzie konstruktywną opozycją, zaś wykluczona jest koalicja z PO. LiD to nie PSL, który od zawsze pełnił (z całym szacunkiem dla tej partii) rolę „przystawki” – oczywiście nie chcę porównywać tutaj Polskiego Stronnictwa Ludowego z LPR czy Samoobroną; chcę jedynie wskazać, że PSL nie miał, nie ma i raczej nie będzie miał w najbliższej przyszłości szans na wygranie wyborów, więc pozostaje mu rola słabszego koalicjanta. LiD natomiast jest w innej sytuacji i ma szanse na zwycięstwo w następnych wyborach, więc lepiej, by nie „spalali” się w koalicyjnym rządzie, w którym i tak byliby znacznie słabsi, niż PO. Poza tym, lewicowo-prawicowy rząd oznaczałby rozmycie programów, z których powstać musiałby jakiś dziwny, kompromisowy twór. LiD natomiast będzie Platformie niezbędny do odrzucania ewentualnego weta prezydenta, więc PO powinna zadbać o jego poparcie.

Dziękuję premierowi Kaczyńskiemu

Premierze Kaczyński! Dziękuję Panu bardzo, że poddał się Pan po 2 latach skrajnie nieudolnego rządzenia i umorzył Pan połowę wyroku, na jaki Polacy (trzeba uderzyć się w pierś z tego powodu) sami siebie skazali w wyborach a.d. 2005. „Zakiwał” się Pan J

Nie chciałem zapeszać, ale przewidywałem, że PO zwycięży, potem PiS i PSL przed LiD (bo PSL przejmie elektorat Samoobrony i częściowo PiS), Samoobrona i LPR poza sejmem. Przeliczyłem się (na szczęście tylko w tym jednym) co do PSL i LiD jest trzeci.
Premier powiedział po ogłoszeniu wyników: „Bardzo zmieniliśmy Polskę, ale przerwano nam w połowie drogi”. Owszem, zmieniliście Polskę: zmobilizowaliście ją, by dała Wam nauczkę. Sami sobie przerwaliście (co premier dodał w dalszej części swojej wypowiedzi, powołując się na „zasady”, zgodnie z którymi musiał zakończyć koalicję), bo premier, decydując się na przedterminowe wybory i licząc na ponowne zwycięstwo, przeliczył się. Mimo to, brawo za odwagę, bo była to naprawdę ryzykowna rozgrywka. Swoje uznanie za podjęcie ryzyka przegranej chciałbym jednak skonfrontować z uznaniem dla taktyki premiera, który – gdy przyjmę inne założenie – być może w pełni liczył się z przegraną, sądząc jednak, że jest to ostatni moment na uzyskanie w miarę przyzwoitego wynik w wyborach a nowy parlament stworzy Prawu i Sprawiedliwości szansę na zwycięstwo – tym razem z wygodnej pozycji opozycji – w następnych wyborach, nie mówiąc już o wyborach prezydenckich dla jego brata. Mam rację, Panie Jeszcze Przez Chwilę Premierze?

Kolejna wczorajsza wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego powinna skłonić do myślenia na temat jego woli sprzed dwóch lat do wejścia w koalicję z PO: „Koalicja z PO nie wchodzi w grę”. Wyszło szydło z worka! Można wyciągnąć dwa wnioski: albo premier nigdy nie chciał tej koalicji, albo chciał jej jedynie przy wiodącej roli PiS, które miałoby znaczącą przewagę nad Platformą-koalicjantem, chociaż dwa lata temu rozpowiadał wszem i wobec, że proponuje PO koalicję na równych zasadach – „pół na pół”!

Przystawkom dziękujemy

Dziękuję Prawu i Sprawiedliwości również za wchłonięcie „przystawek”! Zmiecenie z polskiej sceny politycznej Ligi Polskich Rodzin a także takich ekstremistów-fundamentalistów, jak Marek Jurek czy Artur Zawisza, jest wielką zasługą (i chyba jedyną) Jarosława Kaczyńskiego dla Polski. Wybory były tego warte. Podobnie pozbycie się z sejmu Samoobrony należy uznać za sukces tego dwuletniego rządu. Oczywiście elektorat tych dwóch partii nigdzie się nie zapodział, tylko przepłynął do Prawa i Sprawiedliwości, ale tutaj poglądy dawnych wyborców LPR i Samoobrony, chcąc nie chcąc, będą musiały ulec ewolucji, zderzając się z realiami w postaci programu PiS, a przez to złagodzeniu – na co liczę. Krótko mówiąc, być może naiwnie, myślę, że wchłonięcie „przystawek” przez PiS zaowocuje nie tylko zniknięciem choroby (partii), ale również samego wirusa ją powodującego (poglądów wyborców – jak nacjonalizm, strach przed „obcymi”, ksenofobia, antysemityzm, walka z aborcją, homofobia) a przynajmniej, że poglądy te nie będą miały możliwości realizacji i przez to zaczną zanikać lub schodzić na dalszy plan, nie mając oparcia w żadnej parlamentarnej partii.
Prof. Kik zwrócił uwagę na to, że PiS jest „partią kryzysogenną”, ponieważ – po „wchłonięciu” wyborców LPR i Samoobrony – stało się partią o niejednolitym elektoracie. Wierzę w to głęboko i liczę na jakiś szybki kryzysik wśród prawicowej opozycji! J

Komisje śledcze?

Tak, jestem za, o ile nie będą miały służyć odwróceniu uwagi od realnego rządzenia. Katastrofą byłoby powołanie wszystkich trzech sejmowych komisji śledczych naraz (ds. akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa, ds. prowokacji CBA wobec posłanki Sawickiej, ds. akcji CBA wobec Barbary Blidy). Wtedy bowiem mielibyśmy w TV nieustanne „reality show” i mogłoby to być dobrą zasłoną dymną dla realnego rządzenia. Komisje powinny być jednak powołane – proponowałbym postępować chronologicznie, czyli od Blidy przez Leppera po Sawicką.

Jeden senator niezależny

Niezależnemu komitetowi wyborczemu Włodzimierza Cimoszewicza, jako jedynemu, udało się wprowadzić swojego kandydata do Sejmu. Osobiście bardzo mnie cieszy ponowna obecność byłego marszałka sejmu, premiera, ministra sprawiedliwości i ministra spraw zagranicznych w jednej osobie, w życiu publicznym. Polityk tej klasy powinien mówić i być słyszanym, bo jest osobą, z której zdaniem powinniśmy się liczyć – zwłaszcza „my, lewicowcy”. Jest to również jego niewątpliwy, osobisty sukces – po dwóch latach politycznego niebytu, uzyskał w swoim okręgu ok. 175.000 głosów!

Premier Tusk, wicepremier Pawlak?

Po wczorajszej rekomendacji, jakiej Platforma Obywatelska udzieliła Donaldowi Tuskowi na stanowisko premiera, w tej kwestii nie powinno już być wątpliwości. Tusk może mieć powody do radości – w Warszawie (choć oczywiście warszawiakiem nie jest, w przeciwieństwie do Kaczyńskich) zdobył rekordową liczbę ponad pół miliona głosów! Jest to również niewątpliwie ogromna odpowiedzialność względem osób, które jemu zaufały.
Platforma podtrzymuje swoje zapowiedzi o chęci wejścia w koalicję z Polskim Stronnictwem Ludowym, co jeszcze dziś ma zaowocować pierwszym spotkaniem negocjacyjnym tych partii. W takiej sytuacji Waldemar Pawlak powinien zostać wicepremierem i ministrem – nie koniecznie rolnictwa (jak powiedział wczoraj Marek Sawicki, Pawlak może objąć dowolny resort, bo do wszystkiego się nadaje). Szykuje się więc Polsce rząd centroprawicowy, spokojny, zrównoważony psychicznie, rozsądny. Chciałbym i mam nadzieję, że taki właśnie będzie. Z całego serca życzę „im” oraz „nam” – czyli Polsce – powodzenia!

Jarosław Orłowski

Opublikowany w Niecodzienności | 1 komentarz »

dlaczego zagłosuję na Platformę Obywatelską

Opublikował/a JAO w dniu październik 19, 2007

To nie była łatwa decyzja. Nie chciałem głosować na partię, która nie zamierza zlikwidować policji politycznej braci Kaczyńskich – CBA. Partię, która podejmuje, narzuconą przez PiS, kampanię przerzucania się inwektywami. Partię, która nie mówi o swoich poglądach, tłumacząc, że prawdziwy spór toczy się o jakość a nie o treść polskiej polityki. Partię, która przez minione dwa lata była opozycją bladą, nie konstruktywną a czasem opozycją nie była w ogóle, popierając n.p. ustawę o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym razem z braćmi Kaczyńskimi. Nie podoba mi się chęć rozbijania przez Platformę pozostałych partii (PiS i LiD) i przeciągania z nich do siebie pojedynczych posłów (vide – taśmy Renaty Beger), co od kilku dni zapowiada w wywiadach Donald Tusk. Nie podoba mi się, że od maja Platforma zmieniła swój pogląd na prywatyzację szpitali o 180’, wykreślając ten punkt ze swojego programu, gdy tylko stało się to niewygodne w walce z PiS-em. To wszystko może niepokoić. Nie podobają mi się populistyczne wypowiedzi Tuska, ale – jeśli mają służyć wyłącznie wyniesieniu go do władzy – wybaczam. Słowem, mówiąc przewrotnie, w pewnych kwestiach (spornych z moimi poglądami) liczę na obłudę PO i, mimo wszystko, pojutrze zagłosuję na Platformę Obywatelską.

Wolę postawić na mniejsze zło niż na nieosiągalne dobro

Otóż czy mi się to podoba, czy nie, nawet jako wyborca LiD-u muszę przyznać, że prawdziwy bój rozegra się między PO a PiS. Lewica i Demokraci, na których zamierzałem głosować, nie liczą się w tej walce – po części z powodu „choroby filipińskiej” prezydenta Kwaśniewskiego. Bardzo bym chciał, aby LiD rządzili. Bądźmy jednak realistami – głosując na LiD, tylko częściowo odbieramy głosy PiS-owi, natomiast nie dodajemy głosów największej partii mającej szansę odsunąć PiS od władzy. Głosując na PO, robimy jedno i drugie. Cóż bowiem z tego, że wzmocnimy LiD, którzy będą mieli jednego posła więcej, jeśli PO przegra z PiS i nadal bracia Kaczyńscy będą budowali koalicję (premier obiecuje, że Samoobrona i LiD nie wchodzą w grę – marzy mu się za to rządzenie z PLS-em, podobnie jak Tuskowi).
Może zabrzmi to patetycznie, ale są czasy, gdy ponad swoje poglądy trzeba przedłożyć pragmatyzm w podejmowaniu decyzji, mających na celu osiągnięcie celu nadrzędnego. Mówiąc prościej: wolę zagłosować na PO, która jest pod względem ideologicznym dalsza od moich poglądów, niż na LiD, któremu jestem bliższy. W „normalnych” warunkach, gdyby nie istniało niebezpieczeństwo rządów PiS i gdybyśmy nie mieli za sobą dwóch lat kierowania krajem przez tę partię, na pewno nie kierowałbym się sondażami w podjęciu decyzji, na kogo głosować, bo zawsze uważałem to za nieuczciwe względem samego siebie. Powód jest jednak poważny i sądzę, że usprawiedliwia tego typu decyzję: celem nadrzędnym jest odsunięcie PiS-u od władzy. Nie możemy sobie więc pozwolić na głosowanie na partię, która nie wygra z Prawem i Sprawiedliwością. Te wybory są zbyt ważne.

Kto premierem w rządzie PO?

Kontynuując wyliczanie minusów partii, na którą zdecydowałem się zagłosować, nie mogę przemilczeć niezdecydowania szefa PO, kto będzie premierem, gdy Platforma wygra wybory. We wczorajszym „Dzienniku” Tusk wspominał przypadki Pawlaka, Buzka i Marcinkiewicza jako tych, którzy – nie będąc szefami zwycięskich partii – stawali się premierami.
Co do ostatniego nazwiska, osobiście uważam za wielce prawdopodobne, że to właśnie Kazimierz Marcinkiewicz stanie na czele rządu PO. Weźmy bowiem pod uwagę, że jest to człowiek cieszący się wielkim zaufaniem społecznym, dodajmy do tego fakt jego wystąpienia z Prawa i Sprawiedliwości oraz udzielenie poparcia Donaldowi Tuskowi w niedzielnych wyborach… to byłoby więc dla Tuska rozwiązanie bardzo dobre, bo w rządzeniu szef PO mógłby się wypalić, tracąc szansę na zwycięstwo w najbliższych wyborach prezydenckich, co niewątpliwie mu się marzy. No, chyba że Marcinkiewiczowi również.
W wyżej wspomnianym wywiadzie szef PO deklaruje też, że stanowisko premiera jest gotów oddać koalicjantowi. Według wszelkiego prawdopodobieństwa, powstanie koalicja PO-PSL. Jeśli będzie za słaba, być może wzmocnią ją LiD (którzy jednak mają coraz większe szanse na utracenie miejsca na podium na rzecz PSL). W takim wypadku nazwisko przyszłego premiera może brzmieć: Pawlak, Kwaśniewski… a może Olejniczak?

Dlaczego nie PiS?

Czy naprawdę muszę odpowiadać na to pytanie? Czy nie widać wystarczająco wyraźnie, jak wiele straciliśmy przez minione dwa lata? Państwem kierują ludzie zakompleksieni, stosujący w polityce międzynarodowej logikę pokrzywdzonych i upokorzonych, dla których celem strategicznym nie jest forsowanie rozsądnych pomysłów, lecz postępowanie tak, aby inni się z nami liczyli. Duma ze zdolności do blokowania decyzji, zamiast konstruktywnego współuczestnictwa w ich podejmowaniu, jest cechą ludzi małych i kłótliwych, szkodzących Polsce. Pamiętajmy, że mówimy o władzy, która nie akceptuje parlamentarnej kontroli nad swoimi działaniami – jak to ujął Aleksander Smolar, jest to „demokracja delegowana”, w której jedynym demokratycznym aktem są wybory, miedzy którymi władza wykonawcza rządzi w sposób niepodzielny. Mówimy o władzy, która stara się skłócić wszystkich ze wszystkimi (lekarzy z pacjentami, biznesmenów z „ludem” i t.p.), bo podzielonym społeczeństwem łatwiej jest dyrygować. Mówimy o władzy, której głównym środkiem perswazji w stosunku do oponentów są groźby (n.p. „wzięcia w kamasze”) a nie dialog. Nie oszukujmy się: te dwa minione lata nie powinny tak wyglądać w wolnym, demokratycznym, XXI-wiecznym państwie, które rzekomo ma za obywateli ludzi rozumnych a nie „ciemny lud, który wszystko kupi”. Być może było nam to jednak potrzebne. Być może musieliśmy sięgnąć dna, by mieć od czego się odbić.
Pozostawmy przeszłość i skupmy się na dalszych planach naszej najjaśniejszej władzy. Premier Kaczyński w dzisiejszym „Dzienniku” ogłosił, że chciałby zmienić konstytucję, ponieważ jest niezgodna z ustawą lustracyjną Prawa i Sprawiedliwości, która upadła przed Trybunałem Konstytucyjnym. Jeśli ustawa jest niezgodna z konstytucją, zmieniamy konstytucję a nie ustawę! Premier naprawdę to powiedział! Jak ktoś taki może rządzić naszym krajem?! Mówimy o człowieku, który wczoraj powiedział również: „Kłótnie między prezydentem a premierem to najgorsza rzecz, jaka może spotkać Polskę i choćby z tego powodu Donald Tusk nie powinien być premierem.” Przełóżmy to na prostszy język: „Będzie źle, jeśli premierem zostanie ktoś, kogo nie lubi mój brat.” Jarosław Kaczyński ma już chyba pełnię władzy, mając w swoich rękach prezydenta, marszałka sejmu, senatu, telewizję publiczną, prokuraturę, policję polityczną, służby specjalne, Instytut Pamięci Narodowej… a nawet stoi na czele komitetu organizacyjnego mistrzostwa EURO 2012 – jak widać, chciałby dodatkowo stanąć na czele PO. Z takim rozumowaniem powinien zostać następcą Fidela Castro lub Kim Dzong Ila.

Donaldu Tusku, licz się z lewicą!

Apel Donalda Tuska po debacie z Aleksandrem Kwaśniewskim, skierowany do wyborców LiD-u, by głosowali na PO, przejdzie do historii. Sądzę, że może przeważyć szalę zwycięstwa na korzyść PO. Po tej debacie (i po ujawnieniu taśm CBA z podżegania Beaty Sawickiej do przestępstwa, które to taśmy – jak widać – bardziej zaszkodziły prowokatorom niż prowokowanym) notowania PO poszybowały – odtąd w sondażach Platforma plasuje się 10% nad PiS-em i przekracza próg 40%. Tak więc głosy „lewaków” mogą zadecydować o tym, że Tusk zostanie premierem. Umownie rzecz biorąc, PO – jeśli zwycięży – powinna potraktować nadwyżkę głosów ponad 30% za głosy LiD, którego notowania spadają. Szanowny Panie Przewodniczący Donaldu Tusku! Proszę wziąć to pod uwagę w kształtowaniu linii politycznej swojego rządu! Jeśli zostanie Pan premierem, to również dzięki głosowi mojemu czy moich znajomych, z którymi stoczyłem szereg rozmów, mających na celu ustalenie, że głosujemy na Pańską partię, chociaż pod względem programowym znacznie bliżej jest nam do Lewicy i Demokratów! Nie głosowaliśmy na Pana z miłości, tylko widząc w Panu osobę mającą największą szansę na zawrócenie Polski z bezdroża, na które skierowało ją Prawo i Sprawiedliwość! Proszę nas nie zawieść! Największym rozczarowaniem byłoby – chyba nie tylko dla nas – gdyby wszedł Pan w koalicję z PiS-em. Proszę tego nie robić! Proszę zdePiSować państwo! By żyło się lepiej! Również „lewakom”, którzy Panu zaufali!

Jarosław Orłowski

Opublikowany w Niecodzienności | Zostaw Komentarz »

dymisja w samoobronie

Opublikował/a JAO w dniu lipiec 12, 2007

Niedawno na „miliony Polaków” (to ulubione sformułowanie Donalda Tuska) spadła tragiczna wiadomość: jeden z najbardziej szanowanych i poważanych przestępców Czwartej Rzeczypospolitej został zdymisjonowany. Wicepremier i Minister Rolnictwa będzie odtąd prostym bandytą, bez limuzyn, ochroniarzy (chociaż tymi przywilejami będzie się cieszył jeszcze przez kilka miesięcy po odwołaniu), garniturów czy wody kolońskiej, którą dotąd stosował w zastępstwie mydła (niech Was nie zmyli ta opalenizna – nie myjcie przez kilka tygodni twarzy a też uzyskacie kolor pieczonego rogalika). Jednak dlaczego Wódz Kaczy Kuper zdecydował się na ten krok?
Powód był prosty: Samabrona wykorzystała limit łapówek. Jej posłowie przyjęli wszystkie koperty, jakie prezes Piss’u zaplanował na najbliższe 20 kadencji Piss-Lpr-Sb. Nic nie zostało dla współkoalicjantów. Koalicja się więc rozpadła.
Jarek może teraz nareszcie otworzyć sobie konto w banku. No bo kto chciałby korumpować drób, nie będący już u władzy? No chyba że prezydent Hanna Gronkowiec-Tango zdecyduje się powierzyć Jarosławowi Kaczyńskiemu organizacją przetargów na kuwety dla warszawskich dachowców.
Możliwy jest też wariant pesymistyczny: rządy mniejszościowe. Podobno BOR sprawdza właśnie wszystkie pokoje posłów Samogwałtu w poszukiwaniu ukrytych kamer i dyktafonów. Minister Lipiński ma już rozpisany grafik. Najbliższe dni spędzi na „negocjacjach koalicyjnych”. Kto wie, może Renia Beger jednak się zdecyduje i przyjmie wreszcie tytuł Miss World?
Przyszła pora również na dymisję ministra sportu. Tomasza Lipca zdymisjonowano w czasie, gdy ma to najmniejszy wpływ na porządek kalendarza. Czyli w lipcu. Gdyby zniknął n.p. w maju, to po czerwcu mielibyśmy natychmiast sierpień – a wtedy wakacje trwałyby o miesiąc krócej. A tak nawet nikt nie zauważy.
W całej tej wrzawie nikt nie zwraca również uwagi na publikację brukowca „Wprost” (od czasu do czasu zdarza im się napisać coś sensownego, chociaż to chyba wyjątek potwierdzający regułę). Otóż tenże szmatławiec zamieścił zapis wykładów Ojca Dyktatora. Mały Rydz raczył mówić do swoich słuchaczy z Wyższej Szkoły Kultury Schizofrenicznej i Maniakalnej o prezydentowej-czarownicy i żydowsko-prezydenckim spisku. Prezydent uznał jednak, że snajperzy BOR-u nie zdejmą (z anteny) szefa Radia Ma Ryja, bo łatwiej będzie zrobić to rękoma George’a Dablju Busha (jest to podobno warunek zgody Polski na lokalizację tarczy antyrakietowej w naszym kraju). Podobno Amerykanie wysłali już rakietę ziemia-niebo-piekło, która wycelowana została w siedzibę toruńskiej rozgłośni.

A to wszystko przez Platformę.

Jarosław Orłowski

Opublikowany w Niecodzienności | Komentarzy: 4 »

Aborcja

Opublikował/a JAO w dniu marzec 21, 2007

Aborcja – po gejach, ewolucji, Unii europejskiej, masonach, Żydach i Niemcach jest to ulubiony temat Ligi Polskich Rodzin. Jednocześnie jedyny, zasługujący na podjęcie rzeczowej i poważnej debaty.

W Sejmie w jednym narożniku znajdują się zwolennicy zliberalizowania prawa do aborcji, w drugim – fanatyczni przeciwnicy, po środku – siły polityczne, chcące zachować dotychczasowy kompromis. Brakuje jednak głosu rozsądku – czyli powiedzenia, że kobieta wyposażona w rozum ma prawo i OBOWIĄZEK do podjęcia decyzji o macierzyństwie PRZED ZAPŁODNIENIEM. Pomimo że uważam się za zwolennika lewicy, jestem zdecydowanym przeciwnikiem całkowitej wolności w sferze aborcji (zresztą, SLD nie ma wyrazistego stanowiska w tej kwestii). Do licha, jesteśmy cywilizowanym krajem, mamy XXI wiek i chyba kobieta jest w stanie zabezpieczyć się przed nieplanowanym zapłodnieniem?! Nie poprzez idiotyczne kalendarzyki – co ośmiesza na starcie, nie do końca pozbawione racji, argumenty LPR-u! Najdziwniejsze jest to, że środowiska, dla których zabicie płodu jest najbardziej niedopuszczalne – jak LPR – za równie niedopuszczalne uważają stosowanie prezerwatyw czy środków antykoncepcyjnych! Ludzie, puknijcie się w łeb, gdzie tu logika!?

Uważam, że kobieta ma prawo decydować o macierzyństwie właśnie na poziomie zapłodnienia – o ile jest ono dobrowolne (tzn nie związane z gwałtem, bo w takim wypadku dopuściłbym aborcję). Również w przypadkach zagrażających zdrowiu (mam tu na myśli poważne przypadki, a nie pogorszenie się wzroku z -23 do -24 dioptrii, bo to można było przewidzieć PRZED zapłodnieniem) czy życiu matki umożliwiłbym aborcję. Niedawny przypadek Alicji Tysiąc, która właśnie wywalczyła przed trybunałem w Strasburgu odszkodowanie od Polski za odmówienie prawa do aborcji, jest dla mnie nie do końca jasny. Kobieta ta zaszła w ciążę dobrowolnie, zdawała sobie sprawę z tego że ma wadę wzroku i z pewnością wiedziała, że w wyniku ciąży się on pogorszy. Mimo to zaszła w ciążę – domyślam się, że z mężem (to jej trzecie dziecko). Być może osoba o tak niskich zdolnościach rozsądnego myślenia, pozbawiona umiejętności zaplanowania sobie życia, nie powinna mieć dzieci, jednak absolutnie NIE MA PRAWA zabijać ich, bo po zapłodnieniu przypomniała sobie o konsekwencjach!

Zaczynam tutaj pisać językiem Giertycha i Wierzejskiego – „zabijanie dzieci”. Tak, dla mnie zabicie płodu jest zabiciem dziecka, ale to mój prywatny pogląd ideologiczny i etyczny. Łączy się on u mnie ze stanowiskiem, że człowiek ma prawo pozbawić inną osobę życia w wyjątkowych sytuacjach – w obronie swojego życia (np. na wojnie) lub dla dobra innego człowieka i na jego wyraźne świadome życzenie (np. w przypadku eutanazji). Ideologia nie ma natomiast prawa wywierać nacisku na przepisy. Nie argumentuję więc ideologicznie ani etycznie – nie uzasadniam swojego stanowiska, twierdząc, że życie jest darem boskim i należy je chronić i tp. Ja po prostu stwierdzam, że po zapłodnieniu – o ile ciąża nie zagraża życiu matki ani nie była wynikiem gwałtu – kończy się wpływ matki na swoje macierzyństwo! Stało się, doszło do zapłodnienia, koniec! Trzeba było myśleć przed a nie po!

W przypadku Alicji Tysiąc Trybunał w Strasburgu wydał wyrok zgodny z prawem polskim, kwestionowanie go przez LPR jest przejawem nieznajomości prawa przez Romana Giertycha – skądinąd prawnika. Prof. Religa również orzekł, że odmowa prawa do aborcji była w tym przypadku niezgodna z prawem. Ok., akceptujmy wyroki sądów nawet jeśli są nie po naszej myśli. Najważniejsze, że dziecko urodziło się zdrowe, jak twierdzi matka – kochane (chociaż tutaj miałbym wątpliwości).

Podsumowując, każdy człowiek ma prawo do decydowania o swoim losie – w przypadku macierzyństwa jest to prawo do ANTYKONCEPCJI (która powinna być propagowana w szkołach – brak tego elementu edukacji seksualnej uważam za jedno z największych zaniedbań polskiego szkolnictwa pod wodzą Giertycha), w przypadku własnego życia – do EUTANAZJI. Prawo jednostki ograniczam więc do decydowania o SOBIE a nie o życiu dziecka, które nosi się w macicy. Jedynie gdy do zapłodnienia doszło bez zgody matki lub przy jej NIEŚWIADOMOŚCI (o czym mowy nie ma w przypadku Alicji Tysiąc) co do negatywnych następstw ciąży dla jej zdrowia lub życia – dopuszczałbym aborcję.

Pisząc o decydowaniu o SOBIE, pragnę niniejszym zmieszać z błotem posła Pawłowskiego (LPR, a jakże!), który oświadczył, że dla niego życie dziecka jest cenniejsze niż matki. Poseł Pawłowski nigdy nie będzie w ciąży, więc niech uprzejmie raczy nie bredzić, bo nie ma prawa osądzać, czyje życie jest ważniejsze. Ciekaw jestem, co na tę wypowiedź powiedziałaby żona posła?

Jarosław Orłowski

Opublikowany w Niecodzienności | Komentarzy: 3 »

Dziękuję, Generale!

Opublikował/a JAO w dniu grudzień 13, 2006

gen. Wojciech Jaruzelski ogłasza wprowadzenie stanu wojennego, 13.12.1981
25 lat temu wprowadzono w Polsce stan wojenny – o tym wie dziś chyba każdy, kto włącza telewizor, radio czy otwiera gazetę. Minęło ćwierć wieku, żyjemy w zupełnie innej Polsce. W Polsce, która jest państwem demokratycznym, dzięki czemu obywatele mogą wypowiedzieć swoje zdanie o słuszności decyzji gen. Jaruzelskiego. Nieprzerwanie od kilkunastu lat, zdecydowana większość Polaków (ponad 40%, wobec ok. 20% „przeciw” i ok. 30% „niezdecydowanych”) uważa tamtą decyzję za słuszną. Ja również do nich należę.

Mimo to, prawicowcy dziś najchętniej powiesiliby generała. Słyszymy bełkot o degradacji, o odebraniu przywilejów prezydenckich, emerytury, ochrony. Najzabawniejsze, że mówią to najczęściej ci, którzy nie mieli wtedy dość odwagi, by cokolwiek zrobić. Ci, którzy na własnej skórze doświadczyli więzień – jak Adam Michnik – potrafią docenić decyzję o „mniejszym złu”, wznieść się ponad podziały i spojrzeć na ówczesne wydarzenia nie z perspektywy zakutych prawicowych móżdżków, ale przez pryzmat własnych doświadczeń.

Historycy twierdzą, że to nie prawda, jakoby radzieckie czołgi były w 1981 r. gotowe do planowanej akcji pacyfikacji solidarnościowego zrywu. Zgoda, ale wiemy to po 25 latach! Wyjątkowo nie lubię posługiwania się porównywaniem liczby ofiar w dokonywaniu ocen moralnych, ale czymże jest kilkadziesiąt istniej ludzkich wobec potencjalnych tysięcy ofiar, gdyby ZSRR uznał, że jednak trzeba wkroczyć? To, że mogło do tego dojść, jest pewne – mówi o tym nawet autorytet uważany za prawicowy, prof. Zbigniew Brzeziński! Gdyby sytuacja w Polsce nie została uspokojona trudną, odważną i wiążącą się z ofiarami w ludziach, ale konieczną decyzją o wprowadzeniu stanu wojennego, jestem pewien, że Związek Radziecki długo nie czekałby na rozwiązanie siłowe!

Polacy dokonali niemal bezkrwawego (porównując to z podobnymi przełomami w państwach za naszą południową granicą) przejścia od komunizmu do demokracji, od dyktatury do wolności. Bądźmy z tego dumni i potrafmy to docenić! Jest to zasługa nie tylko bohaterów „Solidarności”, ale również komunistów, którzy w końcowej rozgrywce okazali się także być ludźmi, Polakami, patriotami i pokojowo oddali władzę, godząc się ze swoją porażką! Gdyby byli „moskiewskimi aparatczykami”, jak nazywają ich prawicowe oszołomy, starczyłby jeden ich telefon i sytuacja w Polsce zostałaby rozwiązana w ciągu kilku dni za pomocą radzieckiej armii.

Najbardziej paranoiczną postawę reprezentują prawicowcy, dla których Augusto Pinochet uznany za ludobójcę przez społeczność międzynarodową, mający na swoim sumieniu ponad 3000 ofiar (torturowanych i mordowanych, a nie internowanych na kilka miesięcy!) – jest wzorem do naśladowania, a jednocześnie gen. Jaruzelskiego uznają za zbrodniarza (czy gdziekolwiek na świecie słyszeliście kiedyś głosy nawołujące do postawienia gen. Jaruzelskiego przed jakimkolwiek międzynarodowym trybunałem?!). Nie mogę znieść sytuacji, w której drugą osobą w moim kraju jest Marek Jurek, który odwiedzał Augusto Pinocheta wspólnie z Michałem Kamińskim (również PiS-iorem), solidaryzując się z mordercą! Tak dalece posunięty relatywizm moralny sprawia, że partia rządząca nie ma prawa krytykować polskich komunistów tylko dlatego, że byli komunistami, skoro wielbi prawicowych zbrodniarzy tylko dlatego, że byli prawicowcami. Dla mnie są to po prostu ludzie, osadzeni w konkretnych warunkach geopolitycznych, postawieni przed konkretnymi wyzwaniami.

Spróbujmy sobie wyobrazić, jakie konsekwencje miałaby radziecka interwencja militarna. Czy wtedy prawicowcy wypominaliby dziś gen. Jaruzelskiemu, że powinien był wprowadzić stan wojenny? Z pewnością, ponieważ o wiele łatwiej jest bezmyślnie krytykować „komuchów”, niż postawić się na miejscu człowieka stojącego przed wyborem pomiędzy mniejszym a większym złem!

Ale to niestety jest zbytnia abstrakcja jak na horyzonty myślowe piewców IV RP. Nawet nie łudzę się, że zdobędą się kiedyś na odrobinę honoru i uznają decyzję gen. Jaruzelskiego za konieczną. Niech tkwią sobie w swoim idealnym, wyimaginowanym, czarno-białym, komunistyczno-demokratycznym światopoglądzie. Społeczeństwo na szczęście – o czym świadczą sondaże – ma własny rozum i nie daje się ogłupiać prawicowej propagandzie.

Jarosław Orłowski

Opublikowany w Niecodzienności | Komentarzy: 3 »

Honor Polski w rękach Warszawiaków!

Opublikował/a JAO w dniu listopad 23, 2006

Mam z Warszawą niewiele wspólnego. Co prawda mieszka tam moja ciotka, ale na tym kończą się moje więzy rodzinne ze stolicą. Co prawda inna moja ciotka, badająca genealogię rodu Orłowskich, doszła do wniosku, że kilka pokoleń temu wyemigrowaliśmy z Piaseczna.
Byłem w Warszawie kilka razy, w tym w Sejmie i Senacie, widziałem nawet łysinę Leppera z sejmowych tarasów nad salą obrad. Mimo tak słabych związków z miastem Warsa i Sawy, czuję się dziś Warszawiakiem.

Po pierwsze dlatego, że mam ogromny szacunek dla mieszkańców tego pięknego miasta za to, że obdarzyli posła Wierzejskiego poparciem 0,03%, o połowę mniejszym niż kandydata wystawionego przez Komitet Wyborczy Gamoni i Krasnoludków. Dzięki temu zapomniałem już Warszawiakom, że przed rokiem jednak (choć „na styk”, niewielką przewagą głosów) wprowadzili do Sejmu Największego Polskiego Polityka. Z tej okazji, po raz pierwszy w życiu, postanowiłem nawet zaproponować swój podpis w cyklu konkursowym tygodnika „Polityka” w dziale „Ludzie z aparatu”, pod zdjęciem Wojciecha Wierzejskiego, posła Ligi Polskich Rodzin. Ku memu miłemu zaskoczeniu, tygodnik wybrał właśnie mój komentarz do fotki głupkowato uśmiechniętego Wierzeja, drapiącego się po głowie („Polityka” nr. 47 (2581) s. 108), który brzmiał: „Trzy promile poszły w głowę”. Tyle bowiem uzyskał kandydat LPR w wyborach na prezydenta stolicy i – sądząc po jego wypowiedziach, interpretujących ten wynik jako zwycięstwo – te trzy promile nie pozostały bez wpływu na trzeźwość umysłu posła.

Pomińmy jednak mój osobisty sukces dziennikarski (publikację na łamach najbardziej poczytnego tygodnika w Polsce – co prawda było to tylko jedno zdanie, ale nie od razu Rydzyk Radio Ma Ryja zbudował), bo nie o tym chciałem pisać.

Drugim powodem, dla którego w tych dniach utożsamiam się z Warszawiakami, jest to, że właśnie w tym mieście rozegra się najbardziej prestiżowa rywalizacja wyborcza, bardziej nawet niż ogólne wybory do rad gmin i powiatów – tam bowiem głosy mieszkańców Włoszczowej czy Klewek liczą się na równi z głosami Krakowian czy Łodzian. Teraz natomiast mamy sytuację, w której elita narodu – największe, najbogatsze i w ogóle naj, naj, naj… miasto Polski – ma szansę wypowiedzieć się w imieniu ludzi, dla których III RP coś znaczy. Ma szansę pokazać bliźniakom, gdzie kaczki zimują.

Marek Borowski odpadł, uzyskując niespodziewanie wysoki wynik dwucyfrowy. Kazimierz Marcinkiewicz okazał się specem od public relations i w pierwszej turze przyćmił wieloletnie prezesowanie NBP, wiceprezesowanie EBOiR, denominację złotego, stabilizację polskiej waluty oraz wiele innych zasług Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Wszyscy trzej kandydaci – wbrew podobieństwu, jakie Hania i Kaziu próbowali wykazać względem Marka Borowskiego, gdy przeszli do drugiej tury – znacznie się różnią.
W skrócie można to opisać tak: Marek Borowski nie obiecuje, ale działa. Kazimierz Marcinkiewicz obiecuje, ale nie działa. Hanna Gronkiewicz-Waltz natomiast i obiecuje (co widać i słychać), i działa (czego dowodów w ciągu minionych kilkunastu lat dostarczyła chyba wystarczająco dużo). Na szczęście ten, który ani nie działał, ani nawet nie obiecywał (mierny, bierny, ale wierny „Panu Prezesowi”), nie mógł zostać ponownie prezydentem stolicy, bo nie można łączyć tej funkcji ze stanowiskiem prezydenta IV RP.

Szczerze mówiąc, gdyby Hanna Gronkiewicz -Waltz i Kazimierz Marcinkiewicz mieli równy dorobek publiczny (np. oboje po roku premierowania krajowi), musiałbym zagłosować na kandydata PiS. Szczerze odpowiadam: Marcinkiewicz w debatach publicznych wychodzi zdecydowanie lepiej od Hanny Gronkiewicz-Waltz. Rzucając „kwitami” przed nos komisarza stolicy u Tomasza Lisa, pani poseł mogła zrobić wrażenie na elektoracie Samoobrony, ale nie na mnie. Pewnie zaimponowała Krzysztofowi Kononowiczowi, ale mogła zrazić Wojciecha Mazowieckiego.

Na szczęście sytuacja wygląda zgoła inaczej – wiemy, co potrafi naobiecywać Marcinkiewicz i wiemy, co potrafi wykonać Gronkiewicz-Waltz. Szanuję to, że Marek Borowski nie wskazał swemu elektoratowi swego kandydata, bo na szczęście umiemy sami wyrobić sobie na ten temat opinię. Nie jestem słuchaczem „Radia Ma Ryja”, któremu Ojciec Dyktator musi dokładnie powiedzieć, przy którym nazwisku postawić krzyżyk, a przy którym gwiazdę Dawida lub masoński trójkąt ze wszechwidzącym okiem.

Hanna Gronkiewicz-Waltz, zostając prezydentem stolicy, pokazałaby całemu światu, że Polska nie jest wcale takim patriarchalnym ciemnogrodem, jakim chcieliby ją uczynić skrajnie prawicowi szaleńcy. Pokazałaby, że – nie licząc prezydenta i premiera – Polska jest otwartym, demokratycznym, nowoczesnym państwem europejskim, w którym nie liczy się płeć kandydata, lecz jego kompetencje. Warszawiacy pokazaliby, że brak równouprawnienia jest domeną prawicowych elit a nie oświeconego, polskiego społeczeństwa.

Kazimierz Marcinkiewicz byłby natomiast świetnym rzecznikiem prasowym prezydenta Gronkiewicz-Waltz. Poważnie. Na to stanowisko jego kwalifikacje i doświadczenie we wciskaniu „ciemnemu ludowi”, że „białe jest czarne” a „czarne jest białe”, byłyby odpowiednie.
Nie marzę o zwycięstwie posłanki Hanki dlatego, żebym tak strasznie kochał PO. Przeciwnie, po ostatnim idiotycznym zachowaniu Jana Rokity, popierającego – wbrew całej partii – kandydata PiS na prezydenta Krakowa, mam do Platformersów coraz mniej sympatii (choć Rokita zawsze był dla mnie przykładem przerostu formy nad treścią – obycie, kultura, ale kompletna pustka w środku). O zwycięstwo Jacka Majchrowskiego w Krakowie jestem jednak spokojny – bije na głowę Ryszarda Terleckiego z PiS. Prawicowym krakowianom nie przeszkadza to, że prof. Majchrowski jest popierany przez „postkomunistów”, lewaków i homoseksualistów. Jest po prostu najlepszym kandydatem na ten urząd i dlatego wygra. Co innego posłanka Izabela Sierakowska, która do drugiej tury wyborów w na prezydenta Lublina weszła ku swemu wielkiemu zaskoczeniu. Chociaż mam do niej sympatię i wspólne z nią zdjęcie, nie potrafię poprzeć kogoś, kto wystartował na to stanowisko dlatego, bo partia uznała go za popularną twarz. Tutaj potrzeba jeszcze wizji, planów, wiedzy, doświadczenia. Idealny „pi ar” Marcinkiewicza czy wdzięk Sierakowskiej to za mało (choć przyznać muszę, że kandydatka Lewicy i Demokratów zrobiła na mnie spore wrażenie, dając Giertychowi wycisk w debacie „Co z tą Polską?”). Iza doskonale umie wytknąć błędy, szkoda tylko, że z zakłopotaniem rozkłada ręce, pytana o wizję swojej prezydentury Lublina.

Gdyby Hanna Gronkiewicz-Waltz była z PiS a Marcinkiewicz z PO, i tak zagłosowałbym na Hanię. Wybory samorządowe są bowiem wyborami osobowości, a nie partii. Która partia ma więcej fachowców w swoich szeregach, ta wygrywa. Dlatego też liczę na sukces PO, bo PiS jest kompletnie pozbawione kompetentnych osób – od roku nie potrafi znaleźć odpowiedniej osoby na stanowisko ambasadorów w Londynie, Brukseli i wielu innych Europejskich i światowych miastach, pomijając już to, że na urząd prezydenta i premiera wystawiło osobników skrajnie niekompetentnych i niezdolnych do budowania czegokolwiek, prócz atmosfery wszechogarniającego zła i nienawiści do każdego, kto odważy się dostrzec, że IV RP nie jest niczym więcej niż przypudrowanym średniowieczem. Szkoda pisać o pani Minister Spraw Zagranicznych, bo gdy tylko pomyślę o Annie Fotydze, mam odruch wymiotny i jednocześnie chcę się schować do mysiej dziury ze wstydu, że taka idiotka reprezentuje mój kraj na arenie międzynarodowej. Nawet Kononowicz jest na jej tle uosobieniem kompetencji (przynajmniej zna języki – Białoruski i Rosyjski, gorzej co prawda z Polskim, ale w końcu szef dyplomacji wcale nie musi odzywać się po Polsku – czego dowodem wyżej wymieniona pani minister, która unika komentowania czegokolwiek).

Szkoda, że nie jestem Warszawiakiem i nie mogę głosować. W Sanoku (gdzie jestem zameldowany) w niedzielę też mnie nie będzie a pani w Urzędzie Miasta (prawdopodobnie inspirowana przez „układ”) zapytana, czy mogę głosować poza miejscem zameldowania, jeśli wcześniej to zgłoszę, odpowiedziała, że nie. Gdy się zorientowałem, że wprowadziła mnie w błąd, termin składania takich wniosków minął. Ciekawe, czy można pozwać urzędnika za ograniczanie praw obywatelskich? Eh, gdybym miał to nagrane… trudno, pozostaje mi liczyć na to, że – pomimo braku mojego głosu – PiSiory nie zaleją wszystkich Polskich województw, miast i wsi „miernymi, ale wiernymi”.

Warszawiacy, liczę na Was! Honor Polaków leży w Waszych głosach!

Jarosław Orłowski

Opublikowany w Niecodzienności | Komentarzy: 11 »

Powstrzymać Izrael !!!

Opublikował/a JAO w dniu sierpień 7, 2006

Izraelska Armia w ciągu niespełna miesiąca zamordowała ponad 1000 libańskich cywilów. 1/3 ofiar to dzieci poniżej 12 roku życia. Dla porównania, w wyniku libańskich bombardowań z rąk Hezbollahu zginęło około 100 Żydów.

Jak długo jeszcze świat będzie patrzył na zbrodnię, dokonywaną przez Izrael? Czy niszczenie infrastruktury cywilizowanego państwa i zabijanie cywilów w niepodległym, jak na standardy bliskowschodnie – wyjątkowo demokratycznym – kraju, ujdzie płazem państwu, któremu Hezbollah porwał kilku żołnierzy?!

Tłumaczenia Izraela, że Liban musi zostać zniszczony, bo ukrywa się w nim grupa terrorystów, jest obłudą. Na tej samej zasadzie USA mogłyby zbombardować Berlin w 2001 roku, bowiem stamtąd pochodziła większość terrorystów, którzy 11 września zaatakowali amerykańskich cywilów. W XXI wieku, po dwóch wojnach światowych, cywilizowany świat wypracował już dawno dyplomatyczne metody rozwiązywania takich konfliktów. Jak widać, Izrael zrezygnował z miana „cywilizowanego państwa”, stosując terrorystyczne metody przeciwnika z dziesięciokrotnie większą siłą. Stał się Hezbollahem posiadającym poparcie międzynarodowej społeczności. Jest to postępowanie godne potępienia i wymagające zdecydowanych środków zapobiegawczych.

Od kilku dni rezolucja w sprawie konfliktu Izraelsko-Libańskiego jest gotowa. Uzgodniły ją ostatecznie USA i Francja. Głosowanie nad tym dokumentem jest jednak ciągle przekładane. Jak głosi jego treść, Izrael uzyska prawomocne upoważnienie ONZ do „obrony przed Hezbollahem”. Jak taka „obrona” ma być rozumiana? Chyba nie muszę tłumaczyć. Oczywiście działania „obronne” pozwolą Izraelowi zbombardować każdy kraj, w którym pojawią się członkowie Hezbollahu.

Izrael nie zgadza się na przerwanie ognia i dopuszczenie pomocy humanitarnej do rejonów przez siebie bombardowanych. Błagają o to organizacje międzynarodowe. Nie zgadza się też na opuszczenie Libanu i wpuszczenie tam w zamian międzynarodowych sił pokojowych, co byłoby rozwiązaniem najrozsądniejszym. Siły międzynarodowe powinny oczywiście opanować nie tylko Liban, lecz również Izrael, umożliwiając wreszcie Palestyńczykom stworzenie pokojowego państwa – być może bezbronnego, tak, jak to miało miejsce przed pięćdziesięcioma laty, gdy USA zaprzestały wojny z Japonią, w zamian za co Japonia w swej konstytucji zrzekła się prawa do posiadania sił zbrojnych. Nie posiada ich do dziś i nie jest przez to przez to bynajmniej krajem zacofanym.

Jeśli rezolucja zostanie uchwalona w takim kształcie, będzie to pożywką nie tylko dla rzeszy antysemitów, tylko czyhających na tak łakome kąski, by uprawomocnić swoje poglądy budowane na nienawiści rasowej. Kocham kulturę żydowską, szczególnie muzykę, i zawsze piętnowałem w Niecodzienniku PRAWDZIWY antysemityzm, ale aktualne postępowanie izraelskiej armii wzmaga we mnie ogromną wściekłość. Żydzi, którym świat zawsze współczuł, widząc w telewizji autobus wysadzony przez palestyńskich terrorystów, stali się teraz narodem bezdusznym, uznającym, że z powodu zbrodni dokonanych na nim przed pięćdziesięcioma laty, ma on teraz prawo bombardować dowolny kraj tłumacząc to „obroną”. Izrael musi przestać być traktowany jak święta krowa. Holocaust dawno się skończył. Dziś mamy do czynienia ze zbrodnią ludobójstwa, dokonywaną przez Izrael.

W obliczu tych wydarzeń tworzy się nowy rodzaj pogardy dla Żydów. Uczucia, które podzielają ludzie tacy, jak ja – tolerancyjni, pokojowo nastawieni do każdego, kto wyrzeknie się przemocy na rzecz dialogu, otwarci na inne poglądy. I nie ma to nic wspólnego z antysemityzmem!

Opublikowany w Niecodzienności | Komentarzy: 7 »

przerwa wakacyjna

Opublikował/a JAO w dniu lipiec 19, 2006

Z powodu wakacji, przez najbliższe tygodnie mogą się Państwo delektować  wcześniejszymi artykułami na Niecodzienniku. Nowe pojawią się, gdy wrócę z letnich podróży :)

Życzę wszystkim, aby rządzący politycy choć przez te dwa wakacyjne miesiące dali nam od siebie odetchnąć.

Jarosław Orłowski

Opublikowany w Niecodzienności | Zostaw Komentarz »

miłośnik dyktatorów, wyznawca faszyzmu

Opublikował/a JAO w dniu lipiec 5, 2006

Profesor Maciej Giertych (prywatnie – ojciec Romana) od zawsze pałał miłością do dyktatorów. W latach komunizmu był przydupasem generała Jaruzelskiego. Wtedy był zwykłym tchórzem – gdy inni walczyli o wolność, Giertych senior nosił teczkę za generałem. Może się mylę – jeśli tak, znaczyłoby to, że Maciej Giertych po prostu lubił komunizm, dopóki mógł czerpać z niego profity. Gdy Polska stała się demokratyczna, profesor Giertych umiał sobie w niej znaleźć cieplutkie miejsce czołowego antykomunisty.

Dziś – gdy nie ma już komunizmu, profesor z lubością go zwalcza. To doprawdy wyjątkowy heroizm. W swych paranoicznych wypowiedziach europoseł LPR posunął się ostatnio do pochwał hiszpańskiego dyktatora Francisco Franco, czym wprawił w osłupienie cały Parlament Europejski i światową opinię publiczną:

“Dzięki generałowi Francisco Franco zamach komunistyczny na katolicką Hiszpanię został udaremniony”

Jak twierdzi profesor, zbrodnie generała są usprawiedliwione, bowiem w tych czasach:

“Bezczeszczono kościoły, strzelano do przydrożnych krzyży i figur świętych”.

Czy jest to esencja etyki katolickiej, lansowanej przez Giertychów? Zabić ludzi za to, że zniszczyli dwie skrzyżowane deseczki czy gliniany posąg?!

To tak, jakby tęsknić za Hitlerem, bo dzięki niemu Niemcy mieli pod dostatkiem ludzkiego mydła. Na takie poglądy w wolnym, demokratycznym świecie, gdzie od dziesiątek lat nie zabija się ludzi za poglądy (oczywiście za wyjątkiem nielicznych, dyktatorskich państw jak Korea Północna czy Białoruś), nie ma miejsca.

Francisco Franco y Bahamonde w ubiegłym wieku, prowadząc antykomunistyczną krucjatę, wymordował setki tysięcy swych rodaków. Do dziś jest uważany za jednego z największych zbrodniarzy w dziejach ludzkości. Różnił się od Hitlera jedynie liczbą zabitej ludności, lecz z pewnością nie okrucieństwem. Za czasów jego rządów przesłuchiwania “podejrzanych” (o poglądy lewicowe) polegały na torturach, zawsze skutecznych. Kto nie przyzna się, że jest komunistą, gdy będzie się go o to pytało do skutku, ciągle go torturując? W takich okolicznościach nawet papież przyznałby się, że jest szatanem!
Popis głupoty profesora Giertycha zbiegł się w czasie ze wczorajszymi decyzjami ministra Romana Giertycha, który pousuwał z ministerstwa portrety swoich PRL-owskich poprzedników. Razem z nimi powinien wyrzucić swoje świadectwa szkolne, licealne, maturalne, dyplomy magisterskie. Wszystkie te dokumenty zdobył przecież dzięki komunistycznej edukacji.

Najbardziej przerażający jest fakt, że syn miłośnika faszysty Franco – Roman Giertych – sprawuje pieczę nad edukacją polskiej młodzieży! A co do tego, że poglądy seniora i juniora całkowicie się ze sobą pokrywają, obaj panowie są zgodni. Niedaleko pada jabłko od jabłoni.

Opublikowany w Niecodzienności | Zostaw Komentarz »

jak nie urok, to…

Opublikował/a JAO w dniu lipiec 4, 2006

Jak powiedział wczoraj PAP sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Maciej Łopiński, prezydent Lech Kaczyński ma sraczkę. Nie byłoby w tej informacji nic szczególnie interesującego, gdyby nie to, że jest to oficjalny powód odwołania wczorajszego szczytu Trójkąta Weimarskiego.

Prezydent nie chciał szczytować wspólnie z Angelą Merkel i Gerhardem Chirac’kiem, wybierając zacisze pałacowego kibelka. Ptasia grypa powróciła ze zdwojoną siłą, atakując odbyt głowy państwa.
Kanclerz Niemiec i Prezydent Francji ogłosili więc, że we wrześniu urządzą sobie trójkącik z Putinem.

Od wczoraj nie wiadomo również, gdzie przebywa nasz wódz. Kancelaria Prezydenta skłamała, że jest on w swoim prywatnym mieszkaniu nad morzem – dziennikarze pojechali tam i sprawdzili. Ptasie odchody są bezwonne, więc trzeba było nasłuchiwać kwakania – zza drzwi takowe jednak nie dobiegało.

Pierwsza myśl? Dziecinada i żenada. Jak można rezygnować z tak ważnego spotkania (planowanego od pół roku) z tak błahego powodu?! Lech Kaczyński nie raz się już ośmieszał jako prezydent Polski, ale numer, jaki odstawił obecnie, pozostanie chyba nie do przebicia.

Prawdziwe powody, dla których prezydent zastosował obstrukcję szczytu Trójkąta Weimarskiego, poznaliśmy dzisiaj. Według Gazety Wyborczej, Lechu rozchorował się po ubiegłotygodniowym artykule w niemieckim dzienniku Die Tageszeitung. Widzimy więc, jak ciężkostrawne bywają gazety.

Artykuł Petera Köhlera, przetłumaczony przez „Gazetę Wyborczą” nosił tytuł „Nowy polski kartofel. Złodziejaszki, co chcą zawładnąć światem”. Oprócz określenia „złodziejaszki” (odnoszącego się do filmu „o dwóch takich, co ukradli księżyc”, w którym zagrali bracia Kaczyńscy), w tym tekście nie dopatrzyłem się niczego obraźliwego.”Kartofel” to oczywiście odniesienie do postury Wodza naszego Narodu, jednak tego typu złośliwości w “normalnym” państwie, przez “normalnego” prezydenta powinny być traktowane jako niewinny żarcik. Ale cóż, po ubiegłorocznych wyborach nasz kraj od normalności regularnie się oddala.

Tak się składa, że oprócz „GW”, artykuł przetłumaczyło również Ministerstwo Spraw Zagranicznych, zamieszczając go na swoich stronach internetowych w dziale z zagranicznymi artykułami prasowymi na temat Polski. Jak podało sobotnie “Życie Warszawy”, Dyrektor Departamentu Systemu Informacji MSZ, Paweł Dobrowolski, został z tego podowu odwołany.

Poczucie humoru nie jest mocną stroną nie tylko naszego prezydenta. Również premier niezbyt lubi naśmiewanie się z władzy (dopuki sam do niej należy) nazywając niemiecki artykuł „obŻYDliwym”.

Gdyby choć raz ktoś z obozu rządzącego przeczytał “Niecodziennik”, obrażone kaczory dawno by wyemigrowały do ciepłych krajów. Niektórzy jednak wolą gazety zjadać, niż je czytać. Elektroniczne wydanie “Niecodziennika” mogłoby spowodować w kaczym żołądeczku wielomiesięczne zatwardzenie.

Opublikowany w Niecodzienności | Zostaw Komentarz »

bezczeszczenie autorytetów

Opublikował/a JAO w dniu lipiec 1, 2006

(Na wstępie przepraszam panią Danutę za to trudne słowo w tytule – poniosło mnie, wiem, to się wiecej nie powtórzy.)

Słynna wyłudzaczka bankowych kredytów i fałszerka więziennych przepustek, Danuta H. (bardziej znana jako posłanka Samoobrony) obraziła się. Bidulka.

Powód? Program Szymona Majewskiego. Argumenty posłanki?

Majewski przekroczył wszelkie granice. Zrobił ze mnie prostą, wiejską babę!

Hmmm… wydaje mi się, że o tę sprawę posłanka powinna mieć pretensje wyłącznie do swoich rodziców.

Skutek? Jak podaje “Życie Warszawy”, Danuta Hojarska (uuups, znaczy się Danuta H.) złoży w przyszłym tygodniu pozew do sądu w związku z zafałszowaniem jej prawdziwego, intelektualnego oblicza.

Wzruszać może skromność posłanki. Nie obnosi się ona ze swoim intelektem, skrzętnie go skrywając. Nie chwali się fascynacją poezją Wisławy Szymborskiej, milczy na temat swego doktoratu, jezyków obcych używa tylko w domu (ozorki w sosie chrzanowym na kolację).

Poprawną polszczyzną włada tylko, gdy musi – by na co dzień być rozumianą przez swój elektorat. Kredyty wyłudza, by choć część kapitału “polskich” banków została w jej własnych (jakże polskich) rękach! Przepustki podrabia w ramach programu “tanie państwo” – zaoszczędzając tym samym pracy rzeszom urzędników, którzy w tym czasie mogą np. skupić się na wysyłaniu komorników, by zająć kombajny Pani Poseł.

To straszne, że tak błyskotliwa, wspaniałomyślna osoba jest tak bezdusznie mieszana z błotem w programie tego wrednego Szymona! Mają rację ci, którzy ostrzegają, że autorytety są mieszane z błotem!

Dziwi bierność Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji! Jak pani Kruk może bezczynnie siedzieć na gałęzi, gdy ktoś naśmiewa się z cudzej ułomności!? Dała nam przykład KRRIT, jak karać mamy! Nie wolno naśmiewać się z niedorozwoju umysłowego pani poseł Hojarskiej!

Nie dziwi natomiast solidarność członkiń “układu” – różne ciemne charaktery (jak Pierwsza Dama – pani Kaczyńska, Krystyna Janda czy redaktor Janina Paradowska) miały czelność solidaryzować się z programem Szymona Majewskiego! Maria Kaczyńska wysłała mu nawet kanapki z liścikiem! Prezydent powinien natychmiast zdymisjonować sowją żonę!
Takie zachowania są nie do pomyślenia w IV Rzeczpospolitej! Wstydź się, Szymonie! Nie wolno krytykować ani śmiać się z Władzy!

Danutka jest świętą kobieciną! Nigdynie współpracowała z SB, a przynajmniej nie słyszała o tej pierwszej literze (w alfabecie jej nie znalazła)! Nie ma też żadnej teczki, ani w IPN, ani nigdzie indziej (papiery nosi w reklamówce)! Odziewa się wyłącznie w polskie stroje, kupowane na Stadionie Dziesięciolecia od skośnookich polaków, którzy sprowadzają je z Hanoi (to chyba gdzieś pod Hajnówką).

Danuta H. jest filarem IV RP! To widać na pierwszy rzut oka, starczy spojrzeć na figurę pani poseł i przelecieć ją (wzrokiem, oczywiście) od stóp do głów!

Jeszcze zobaczymy, kto się będzie śmiał ostatni, gdy Danutka zostanie szefową KRRIT i nie przedłuży koncesji TVN! A jak Lepper zostanie już prezydentem, Danutkę uczyni szefową ONZ (cokolwiek to znaczy)! Potem, gdy Renatka Beger wyjdzie już z paki za fałszowanie list wyborczych a sąd znajdzie ukradzione przez Datunkę pieniądze, zamienią się miejscami na stanowisku piastowanym dziś przez Anana Kofana.

Opublikowany w Niecodzienności | 1 komentarz »

Ziemia. Ta ziemia.

Opublikował/a JAO w dniu czerwiec 12, 2006

prof. Joanna Senyszyn, posłanka SLDW sobotę odbyła się w Warszawie Parada Równości.Wzięło w niej udział kilka tysięcy osób. Wszechminister Giertych podjął co prawda próbę jej zablokowania, lecz (na szczęście) nawet władza Największego Polskiego Polityka tak daleko nie sięga.

Manifestację można uznać za udaną – nie zakłucili jej neofaszyści ani chuliganie. Na prośbę Wielkiego Romana,Wszechpolacy odwołali swój Marsz Tradycji. To zrozumiałe – w końcu Polscy pseudokibice potrzebowali wsparcia w Niemczech a tak liczne rzesze wszechpolskich zadymiarzy mogą się przydać na Mundialu.

W Paradzie Równości wzięło udział wielu czołowych polityków lewicy, w tym prof. Joanna Senyszyn. Posłanka wypowiedziała jedno, bardzo kontrowersyjne dla tak zwanych "katokików", zdanie – "Niech ta parada ozdrowi oblicze ziemi. Tej ziemi". była to parafraza słów Jana Pawła II. Posypały się na nią gromy, lawina wyzwiski, w wyniku czego Ryszard Kalisz przeprosił wczoraj w "Kawie na Ławę" za swoją partyjną koleżankę.

Uważam, że ktoś z SLD powinien przeprosić teraz swoich wyborców za to, że Ryszard Kalisz przeprasza za słowa posłanki Senyszyn. Nie powiedziała ona przecież niczego wulgarnego ani obrażającego! Jeżeli kogoś razi zestawienie w jednym zdaniu słów papieża i problemu homoseksualizmu, to jest to wyłącznie jego problem, świadczący o wyjątkowo płytkiej, zaściankowej psychice.

Lewica boi się w Polsce być lewicą. Woli podkradać konserwatywno-socjalny elektorat Prawu i Sprawiedliwości. To bardzo przykre i żałosne, SLD stać na coś więcej.
Słwowa posłanki Senyszyn nie tylko nie były obraźliwe – były zabawne a przede wszystkiem rozsądne! Na tym polegała idea parady – aby uprzytomnić ludziom, że homoseksualista też jest człowiekiem, który zasługuje na godne życie, nie musząc wstydzić się swej orientacji seksualnej. Pod tym względem jak najbardziej potrzeba ozdrowić oblicze ziemi. Tej ziemi. Nie będzie to łatwe, ale trzeba próbować.

Swą obecnością nie zaszczycił tego wydarzenia poseł Jan Rokita, tłumacząc się w rozmowie z Jackiem Żakowskim w radiu Rok Fm:

"(…)ktoś taki jak Jan Rokita na demonstracje ludzi, którzy manifestują swoje przekonania co do sposobu zaspokajania popędu seksualnego, nie chodzi".

Śmiesznie (poza tym, że żałośnie) brzmią te słowa, zestawione z postulatami Platformy Obywatelskiej, chcącej wspierać państwo obywatelskie, angażujące się w życie społeczne. Niedawne nawoływanie Jana Rokity na kongresie PiS do "stania przy łóżku", ranionego nożem przez neofaszystę, anarchisty – nie brzmią wiarygodnie. Platforma nie zasługuje na miano "Obywatelskiej", jest mocno konserwatywna w sferze obyczajowej, co stara się skrzętnie ukrywać przed prodemokratycznymi wyborcami.

Wstrzemięźliwość polskich władz w walce z paradą doceniła prasa zagraniczna. "Sueddeutsche Zeitung" komentuje:

Rozsądna postawa polskich władz podczas tegorocznej Parady Równości w Warszawie zasługuje na szacunek

Wszelkie pochwały są mile widziane, ale oczywiste było, że prawica – po wyroku Trybunału Konstytucyjnego – nie miała już możliwosci ponownego łamania konstytucji.

Chciałbym jednak, aby zachodnia prasa miała powody do chwalenia władz polskich nie tylko za to, że niczego nie robią.

Jarosław Orłowski

Opublikowany w Niecodzienności | Komentarzy: 2 »

PiS – Paranormalny Instytut Seksualny

Opublikował/a JAO w dniu czerwiec 7, 2006

Norbert Napieraj - fot. Gazeta.plKorzenie sprawy sięgają listopada 2004 roku – wtedy to poseł Prawa i Sprawiedliwości Jacek Tomczak i senator tejże partii Przemysław Aleksandorwicz oskrażyli komoseksualistów o pedofilię, nekrofilię i zoofilię.

Cztery lesbijki złożyły w tej sprawie pozew do sądu. Na dzisiejszej rozprawie zjawił się – w obronie posłów PiS – działacz Prawa i Sprawiedliwości, Norbert Napieraj.

Oto fragment błyskotliwych zeznań posła o dwuznacznym nazwisku:

"publicznie wiadomo, że wielu działaczy środowisk homoseksualnych jest również zaangażowanych w promowanie innych postaw seksualnych, takich jak choćby pedofilia. (…) Nie jest przecież tajemnicą, że pomiędzy homoseksualistami i pedofilami istnieje swoista unia personalna."

Dochodzimy tutaj do pytania bardzo poważnego – czy debila można karać za to, że jest debilem? Z pewnością sąd wzbogaci wkrótce swą dokumentację o kolejny pozew, tym razem przeciwko świadkowi. Co jednak innego można by zrobić z takimi osobami? Czy nazwanie homoseksualisty pedofilem można puszczać mimo uszu?

Pan poseł, gdyby czytał ten tekst, pewnie zechciałby mnie pozwać za nazwanie go "debilem". Tyle tylko, że "debil" to termin medyczny, z niewiadomych przyczyn uważany za obraźliwy – tak jak "imbecyl". Natomiast nazywanie homoseksualisty "pedofilem" (choć jest to oczywiście również choroba, tyle że obecny wymiar sprawiedliwości nie zwraca na to uwagi,zastępując leczenie zwykłym więzieniem) jest obraźliwe, bo pedofilia jest przestępstwem. Co innego nazwać kogoś głupkiem, a co innego – przestępcą.

Mam nadzieję, że zaciekawiłem posła Napieraja rozważaniem na temat debilizmu i skłoniłem go do zgębienia medycznych aspektów jego umysłowej impotencji.

Dopuki lekarze nie wynajdą więc leku na głupotę, pozostaje nam wymiar sprawiedliwości. Niestety, "leczy" on jedynie skutki a nie przyczyny debilizmu, więc należy się spodziewać recydywy.

Więcej czytaj w Gazecie Wyborczej.

Jarosław Orłowski

Opublikowany w Niecodzienności | 1 komentarz »

“polacy są mądrą narodą”

Opublikował/a JAO w dniu czerwiec 3, 2006

www.joemonster.orgTo jedna z bardziej błyskotliwych myśli naszego Prezydenta. Te i podobne delicje popłynęły z ust Lecha Kaczyńskiego podczas, rozpoczętej dziś, dwudniowej, konwencji Prawa i Sprawiedliwości.

Prezydent – jak zwykle – bełkotał od rzeczy i nikt chyba nie rozumiał, o co mu chodzi. To akurat może uspokajać – znaczy, że kondycja psychiczna głowy państwa jest stabilna.

Doszło również do tragedii o charakterze  urologicznym – PiS straciło jednego członka! Amputacji dokonano na środku sali, na oczach zgromadzonej publiczności! Od dziś członek prezydenta jest bezpartyjny.

Warszawa, po raz kolejny w ciągu kilku miesięcy, może mieć wielkie powody do radości – w zeszłym roku uwolniła się od swego włodarza, teraz przez dwa dni może odetchnąć. Nic w przyrodzie (niestety) jednak nie ginie, więc 2000 paranoików przeniosło się na 2 dni do Łodzi.

Wiemy już, dlaczego wczoraj problem strajkujących łódzkich szpitali został zażegnany. Psychiatrzy dostali dwudniowe premie. Ktoś musiał opiekować się przyjezdnymi.

Białoruś zgodziła się udzielić dwudniowego azylu prawie ośmiuset tysiącom łodzian.

Opublikowany w Niecodzienności | Zostaw Komentarz »

“akty” bliźniaków

Opublikował/a JAO w dniu czerwiec 3, 2006

akt bliźniaków

Jarosław Kaczyńsku ujawnił wczoraj zawartość swoich teczek.
Podczas całej konferencji prasowej mówił, ze znajdują się w niej "akty", że jest pewien co do sfałszowania "aktów" w zakresie kilku podpisanych "lojalek" wobec PRL.
Gdy tylko podniósł owe "akty", wszyscy odwrócili wzrok. Tylko chorzy na homoseksualizm reporterzy odważyli się spojrzeć na akt prezesa PiS.

Teczka Jarosława Kaczyńskiego została otoczona specjalną troską – prokuratura zajęła się zbadaniem oryginalności notatki świadczacej o współpracy prezesa PiS z reżimem PRL, zanim ktokolwiek zobaczył ową teczkę.

Jarosław Kaczyński zaznacza, że jego teczka jest z całą pewnością sfałszowana i nie ma żadnych wątpliwości, że wszystkie pozostałe teczki nie były fałszowane. Ogłosił, że w tamtych czasach był osobą "skrajnie niebezpieczną" dla SB – niczym wróg publiczny numer jeden.

Dziwne, że nie został jeszcze beatyfikowany.

Prezes pytany o wzmianki na temat swojej orientacji seksualnej zaznaczył, że "w TYCH teczkach na TEN temat nie ma ani słowa". Czekamy więc na opublikowanie TAMTYCH teczek.

Opublikowany w Niecodzienności | Zostaw Komentarz »

jeden awanturnik mniej

Opublikował/a JAO w dniu czerwiec 3, 2006

Andrzej UrbańskiPo czwartkowym artykule "Rzeczpospolitej" minister Andrzej Urbański podał się do dymisji. Wczoraj prezydent przyjął rezygnację szefa swojej kancelarii.

Powodem dymisji były biznesowe powiązania ministra z byłym, prominentnym działaczem SLD (podejrzanym o korupcję) Ryszardem Nawratem.

Andrzej Urbański – pełniąc stanowisko szefa Kancelarii Prezydenta RP, był jednocześnie prezesem spółki Kalejdoskop – Nowa Korporacja. Jest to przestępstwo.
Pachołek prezydenta kompromitował się wielokrotnie podczas swej kilkumiesięcznej kariery – m.in. dymisjonując swych pracowników za swoją niekompetencję (gdyprezydent odznaczył gen. Jaruzelskiego wbrew swojej woli) czy nazywając kardynała Dziwisza "quasi-terrorystą".

Już dawno więc powinien był podać się do dymisji. Cieszę się, że prezydent przyjał jego rezygnacją – choć nie ukrywam, że byłoby lepiej dla Polski, gdyby Lech Kaczyński również zrzekł się urzędu.

Opublikowany w Niecodzienności | Zostaw Komentarz »

pierwsze aresztowanie neofaszysty

Opublikował/a JAO w dniu czerwiec 3, 2006

www.redwatch.info

W czwartek sąd aresztował 37-letniego Andrzeja P., ps. "Szubert".

Jak podaje Gazeta Wyborcza, na początku lat 90. działał on w nazistowskiej organizacji Aryjski Front Przetrwania. Powodem zatrzymania jest nowsza działalność tego skina – podejrzenie o administrowanie witryną www.redwatch.info, należącą do neofaszystowskiej organizacji Blood & Honour.

Na jej stronach opublikowano w w lutym dane osobowe kilkuset osób (antyfaszystów, działaczy lewicowych, naukowców, studentów, działaczy srodowisk homoseksualnych, zielonych, anarchistów, żydów, romów i innych "wrogów rasy"). Informacje te nadal się na nich znajdują.

Podejrzanemu grozi do 5 lat więzienia – jak znam życie, dostanie rok w zawieszeniu na dwa lata. Strona redwatch nadal działa – polskie władze łumaczą, że nie mogą jej zablokować, bo znajduje się na serwerze amerykańskim. A przecież wystarczyłoby wydać sądowe polecenie operatorom internetowym, by zablokowali dostęp do tej witryny w swoich sieciach! Trzeba tylko chcieć!

Jedna z osób, której dane wymieniono na stronie, do dziś leży w szpitalu po ciosie nożem.

Na razie Komenda Główna powołała specjalny zespół badający środowiska neofaszystowskie. Dobre i to na początek. Oby jednak na jednym aresztowaniu sprawa się nie zakończyła.

Opublikowany w Niecodzienności | Komentarzy: 7 »

Wróbel w klatce

Opublikował/a JAO w dniu czerwiec 1, 2006

Łukasz Wróbel został skazany na 2.000zł przez lubelski sąd.

W lipcu ubiegłego roku ten student nauk politycznych rozwiesił w centrum Łodzi i Lublina 14 wielkich plansz ze zdjęciami martwych płodów ludzkich zestawionych ze zdjęciami dzieci – ofiar wojen. Wystawa miała na celu ukazanie przechodniom okrucieństwa aborcji i przyrównania jej do morderstwa.

No właśnie – „przechodniom”. Już słyszę głosy Wszechpolaków (którzy notabene pikietowali przed sądem, okazując swe poparcie dla niedocenionego artysty) i ich argumenty: w końcu to działacze Demokratów.pl, nawołujący do tolerancji i wolności, podali sprawę do prokuratury.

Zwracam więc uwagę na subtelną różnicę pomiędzy n.p. wystawami pani Doroty Nieznalskiej (sądzonej za obrazę uczuć religijnych), która swe prace wystawiała w zamkniętych galeriach, do których wchodził ten, kto chciał obejrzeć jej wystawę (nawet mohery weszły tam dobrowolnie, więc nie mają prawa mieć pretensji, że zobaczyły coś, co przyszły zobaczyć)– a pracami Wróbla, rozwieszonymi w centrum miasta, gdzie widział je każdy bez względu na swoją wolę.

Gdyby zdjęcie martwego płodu ludzkiego pokazało się w telewizji, KRRIT nałożyłaby prawdopodobnie wielomilionową karę na nadawcę – tutaj natomiast sytuacja była jeszcze bardziej jednoznaczna. Przecież nie każdy przechodzień ma ochotę oglądać zwłoki w drodze do pracy, nie mówiąc już o tym, że czasem ulicami Lublina przemieszczają się również dzieci, dla których zakrwawiony, martwy mały człowiek nie jest odpowiednim obiektem do oglądania.

Ekspozycja ta była więc niezgodna z prawem (skorzystano z paragrafu zakazującego umieszczania niestosownych obrazów w miejscu publicznym) i nie było innego wyjścia, jak skazać Młodego Konserwatystę.

Opublikowany w Niecodzienności | Zostaw Komentarz »

Wierzejski nakazał prokuraturze tropić gejów

Opublikował/a JAO w dniu czerwiec 1, 2006

www.joemonster.org

Jak informuje dzisiejsza „Rzeczpospolita” , prokuratury w całej Polsce otrzymały polecenie zbadania powiązań środowisk homoseksualnych ze światem przestępczym (mafia, narkotyki, pedofilia) oraz znaczenia, jakie odgrywają homoseksualiści w polskich szkołach.

Prokuratorzy z całego kraju zajmą się teraz badaniem orientacji seksualnej osób skazanych – trudno powiedzieć, w jaki sposób mogą uzyskać taką wiedzę… być może będą wzywać skazanych by zbadać im rozmiary kiszki stolcowej i sprawdzić, czy nie jest aby zbytnio rozciągnięta?

Tak mądre zadanie polskiemu wymiarowi sprawiedliwości powierzył poseł Ligi Polskich Rodzin – Wojciech Wierzejski – składając interpelację poselską. Dołączył do niej list (przesłany do Ludwika Dorna i Zbigniewa Ziobry, od dziś – do wszystkich prokuratur w całej Polsce), w którym czytamy:

Powszechnie wiadome jest, że środowiska homoseksualne programowo zainteresowane są upowszechnianiem postaw dewiacyjnych wśród młodzieży, oraz – co gorsza - powiązane są ze światem quasi-przestępczym o charakterze m.in. pedofilskim"

I dalej:

"Zwracam się do szanownych panów ministrów z zapytaniem: CZY i jak dalece sięgają powiązania owych organizacji ze środowiskami pedofilskimi i zorganizowanym światem mafii narkotykowej, jakie są legalne i nielegalne źródła finansowania owych organizacji, jak daleko sięga penetracja tych organizacji w polskich szkołach"

Poseł najpierw więc sobie odpowiedział, a potem zadał pytanie do ministrów.
Aby nie było tak ideowo, Wierzejski znalazł też miejsce na trochę „prywaty” w komentarzu dla „Rzeczpospolitej” (przy okazji dowiadujemy się, na jakie strony lubi sobie zaglądać poseł Wierzejski w wolnych chwilach):

"Za atakami na wicepremiera Romana Giertycha stoją partie lewicowe i organizacje homoseksualne. Sam czytałem na gejowskich i lesbijskich stronach internetowych nawoływania do manifestacji."


Doprawdy, to istny skandal! Jakże organizacje lewicowe i środowiska homoseksualne mają prawo piętnować poglądy homofoniczne, faszystowskie i antysemickie?! Toż to się nie godzi w IV RP! Jedynie Roman Giertych ma prawo sam siebie krytykować, opozycji nic do tego!
Anonimowy rozmówca „Rzeczpospolitej” z Prokuratury Krajowej:

"To absurd. Nie jesteśmy od tego, żeby sprawdzać czyjąś orientację seksualną. Dorośli ludzie w granicach prawa mogą robić, co chcą. Zamiast zająć się ściganiem przestępstw, będziemy teraz ślęczeć nad papierami w poszukiwaniu nie wiadomo czego".

Poseł Wierzejski, chcąc nieco ostudzić emocje, uspokajał :

"Nie chodzi mi o wywołanie jakiejś wielkiej inwigilacji środowisk homoseksualnych, tylko o sprawdzenie, z czego są finansowane i czy mają powiązania ze środowiskami przestępczymi. Przecież mogą dostawać pieniądze rządowe, samorządowe i unijne, ale także pochodzące z handlu pornografią czy internetowych stron pornograficznych."

Do wiadomości posła Wierzejskiego, byłego studenta prawa – pornografia jest w Polsce legalna!

Ciekawostkę znalazłem na prywatnej stronie posła Wierzejskiego:

"Z Ruchem Narodowym Wojciech Wierzejski związany jest już od 1989 roku, kiedy to trafił na pierwsze spotkanie Stronnictwa Narodowego. Jak do tego doszło? Jak sam stwierdza od zawsze zafascynowany był endecją i szukał możliwości zaangażowania się w szeroko pojętą pracę narodową."

Na podstawie powyższego, proszę posłów opozycyjnych o złożenie interpelacji w Sejmie w celu:

- zbadania powiązań ideowych Młodzieży Wszechpolskiej z „endecją”

- zbadania powiązań Wojciecha Wierzejskiego z Młodzieżą Wszechpolską

- zbadania, czy poseł Wierzejski finansuje Młodzież Wszechpolską

- zbadania, czy Młodzież Wszechpolska finansuje posła Wierzejskiego

- zbadania powiązań posła Wierzejskiego z szeroko rozumianym lobby heteroseksualnym

- zbadania dewiacji homofonicznych wśród Młodzieży Wszechpolskiej

- zbadania stopnia penetracji środowisk radiomaryjnych i lobby heteroseksualnego w szkołach

- zbadania, czy na urojenia posła Wojciecha Wierzejskiego wpłynęły przykre doświadczenia z dzieciństwa

Na zakończenie proponuję Wojciechowi Wierzejskiemu, by zaprosił do siebie zespół psychiatrów, seksuologów, egzorcystów, neurologów, psychoterapeutów i bioenergoterapeutów. Być może nie jest jeszcze za późno, być może ktoś może jeszcze biedakowi pomóc.

Jarosław Orłowski

Opublikowany w Niecodzienności | Komentarzy: 4 »

wicemarszałek Marek K. (LPR) oskarżony o oszustwo

Opublikował/a JAO w dniu maj 30, 2006

wicemarszałek sejmu 50-letni Marek K., wicemarszałem Sejmu i poseł koalicyjnej Ligi Polskich Rodzin, został oskarżony o oszustwo.

Jak informuje portal Gazeta.pl, Marek K. – jeszcze jako krakowski adwokat – przyjął od Marii W. zaliczkę na poczet podjętej sprawy w kwocie 6.000zł. Po otrzymaniu zapłaty i przed rozpoczęciem działań objętych podpisaną przed siebie umową, został wybrany na posła z ramienia LPR i oznajmił Marii W., że nie będzie miał czasu zając się teraz jej sprawą. Maria W. zażądała więc zwrotu zaliczki.

Minęło 5 lat a emerytka nie doczekała się swoich pieniędzy, zgłosiła więc zawiadomienie do prokuratury o oszustwo.

Tak oto w ciągu jednej doby dwóch posłów koalicji rządzącej trafiło na ławę oskarżonych. Może to oczywiście wyglądać na spisek magicznego "układu", jednak czołowi piewcy IV RP powinni mieć świadomość, że grzechy III RP będą się za nimi ciągnęły również w nowej, Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.

Jarosław Orłowski

Opublikowany w Niecodzienności | Zostaw Komentarz »

poseł Artur Z. (PiS) oskarżony o pobicie

Opublikował/a JAO w dniu maj 30, 2006

www.arturzawisza.pl

37-letni Artur Z. – prominentny poseł Prawa i Sprawiedliwości (pseudonim “Zawisza Czarny”) – bardziej znany jako przewodniczący Sejmowej Komisji Śledczej ds. Banków – został oskarżony o pobicie. Do incydentu doszło przed czterema laty na przejściu granicznym w Łysej Polanie.

Poseł Artur Z. zdenerwował się na kierowcę samochodu, który rzekomo go wyprzedził i wepchał się przed niego. Postanowił więc interweniować, ździelając w twarz nieuprzejmego kierowcę i próbując pobijć jego żonę. Pech chciał, że pobitym kierowcą był śląski prawnik – Ryszard K., który wiedział co robić i złożył doniesienie do prokuratury.

Świadkiem świadczącym na korzyść Artura Z. był jednak podróżujący z nim Ludwik “Bura Suka” Dorn. Sąd uniewinnił więc posła PiS, lecz sąd drugiej instancji zwrócił sprawę do ponownego rozpatrzenia. Artur Z. nie stawia się na rozprawy, tłumacząc się “nawałem obowiązków”.

Już nieługo możemy więc mieć kolejnego przestępcę u władzy – dołączy on do wicepremiera Leppera, który również może się pochwalić wyrokiem za pobicie.

(O sprawie poinformowała dzisiejsza “Rzeczpospolita”)

Jarosław Orłowski

Opublikowany w Niecodzienności | Zostaw Komentarz »

papieskie zatwardzenie

Opublikował/a JAO w dniu maj 29, 2006

www.JoeMonster.org4 dni – przez tyle czasu świat był rajem. Ludzie byli dobrzy, przerwano wojnę w Iraku, Aleksander Łukaszenko wypuścił więźniów politycznych, Rosja wycofała się z Czeczenii, media nie marudziły o jakiś mało ważnych czystkach dokonywanych w rozmaitych urzędach przez premiera (odwoływanie bezpartyjnych fachowców faksem, np prokuratora rejonowego z Wodzisławia Śląskiego Józefa Pałki, który po utracie pracy popełnił samobójstwo – czytaj „Politykę” z 27 maja br). W telewizji ostały się jedynie filmy erotyczne późną nocą, ale to nie ma przecież znaczenia – najważniejsze, że zakazano reklam podpasek i środków higieny. Bo przecież ludzie nie brudzą się w „te dni”, kobiety wstrzymują okres. Cała polska przeżyła weekendowe zatwardzenie.

Całe szczęście, że nad nami – biednymi, głupimi i niezdolnymi do decydowania o sobie i swoim losie – swą opiekę roztaczała władza, która przezornie zabroniła sklepom sprowadzać nas na złą drogę. Sklepy nie miały prawa sprzedać nam choćby Okocim Karmi z promilem alkoholu. Sprzedaż denaturatu wzrosła więc kilkakrotnie. Oczywiste było, że wszyscy chcieliśmy się schlać właśnie podczas pielgrzymki papieża. Układ liberalno-komunistyczno-żydowsko-masoński z pewnością planował na te dni zbiorowe libacje. To wszystko zostało udaremnione – zwykły, szary obywatel (nie-katolik), mający w dupie całą pielgrzymkę, nie mógł sobie wypić wieczorkiem piwka przed telewizorem. Oczywiście trudno uwierzyć, żeby gdzieś w Polsce znalazł się na tyle zapobiegawczy alkoholik, który zrobiłby sobie zapasy na ten dzień.

To przecież niedorzeczne, więc trzeba było zablokować cały rynek alkoholowy na te dni. Przecież policja nie jest od tego, żeby pilnować porządku i wyłapywać pijaków z ulicy. Tak samo, jak nie wolno było odbyć w zeszłym roku Parady Równości w Warszawie, ponieważ prezydent (wtedy – ech, stare dobre czasy – tylko stolicy) wyjaśniał, że policja musiałaby wtedy pilnować porządku i rozpędzać wszechpolskich bejsbolistów. Na tle tych zakazów dziwię się, że zgodzono się na pielgrzymkę papieża – przecież ją również trzeba było ochraniać?!

Jedynym miejscem w Warszawie, gdzie podczas papieskiej pielgrzymki można było pociągać z gwinta do upadłego, była SEJMOWA RESTAURACJA, w której prohibicja nie zadziałała. Posłowie mogli więc nawalić się do woli, bo przecież poseł to jednostka uprzywilejowana.

Setki tysięcy niewierzących-praktykujących zebrało się na krakowskich Błoniach. Papież powiedział sporo miłych słów, więc wszyscy zadowoleni wrócili do domu bić swe żony i dzieci. Ważne jednak, że odtąd będą grzeszyć, mając w pamięci słowa „trwajcie mocni w wierze”. Wierze, że wystarczy popłakać się na widok monarchy Watykanu, by stać się dobrym człowiekiem, bezgrzesznym i oczyszczonym. Nie sądzę, by ten milion wiernych (papieżowi, bo przecież nie jego nauce) trzymał się choć jednego z dziesięciorga przykazań. Nie mówiąc już o tym, że nawet biskupi nie biorą sobie do serca nie tylko nauk, ale wręcz rozporządzeń papieża – np przepisu, na mocy którego Benedykt XVI usunął zwyczaj całowania papieża w pierścień (za co należy pochwalić nowego papieża).

Na koniec wypada wspomnieć o popisach naszego prezydenta. Wśród nich, poza perełkami w stylu zwracania się „Wasza Świętobliwość” zamiast „Wasza Świątobliwość”, mieliśmy inne, liczne gafy (prezydent dziękujący papieżowi, że spotkał się z jego rodziną – tak jakby to papież przyjechał do rodziny państwa Kaczyńskich). Pierwsza Dama siedziała, gdy papież stał wczoraj na lotnisku w Balicach.

Puśćmy w niepamięć wczorajszy wywiad w TVP1 z balickiego lotniska, podczas którego Lech Kaczyński bełkotał całkiem od rzeczy, próbując coś odpowiedzieć na pytania Krzysztofa Skowrońskiego – bez ładu i składu. Powinniśmy jak najszybciej zapomnieć o umiejętnościach lingwistycznych głowy naszego państwa – rozumiem, że może nie umieć się wysławiać (choć doktor Kaczyński ma z tym większe problemy niż elektryk Wałęsa czy przestępca Lepper), ale nieumiejętność ODCZYTANIA przemówienia to już chyba lekkie „przegięcie”. Benedykt XVI dużo lepiej czyta po polsku od naszego prezydenta – a jak się pomyli, wraca i powtarza dane słowo tak długo, aż mu się uda. Prezydent nie wie nawet, co mówi, bo nie zawsze brat zdąży mu powiedzieć na czas, co prezydent myśli w danej kwestii.

Bez wątpienia ważna była papieska wizyta w Auschwitz i jego modlitwa po niemiecku – to miało naprawdę ogromne znaczenie historyczne. Dla tego jednego gestu cała pielgrzymka miała sens.  

Pochwała należy się naszym służbom porządkowym (no może poza 27-letnim BOR-owcem, który w Częstochowie rozbił pancerne BMW, dachując nim podczas popisów „palenia gumy”).

Polacy dobrze wypadli, przyjmując nowego papieża nie mniej godnie, jak poprzedniego. Wszystko to bardzo ładnie wyglądało – piękna, uczciwa i szczęśliwa Polska. Szkoda, że to tylko pozory.

Jarosław Orłowski

Opublikowany w Niecodzienności | 1 komentarz »

modlitwa zamiast przeprosin

Opublikował/a JAO w dniu maj 15, 2006

Aby zachować chociaż pozory obiektywizmu, napiszę o naszym prezydencie coś pozytywnego. A tak całkiem poważnie – cieszę się, że po raz pierwszy (po 140 dniach urzędowania – lepiej późno, niż wcale) po raz pierwszy mam za co pochwalić Lecha Kaczyńskiego.

 Oto w sobotę doszło do ważnej uroczystości – w Pawłokomie na Pokdarpaciu, miejscu ludobójstwa jakiego dokonała Armia Krajowa na cywilnej ludności ukraińskiej (swoją drogą Lech Kaczyński, potomek AK-owców i piewca zasług tej organizacji, przy okazji chyba nieco zweryfikował swój pogląd na jej działalność). W 1945 roku Polacy wymordowali tam 366 Ukraińców, w tak zwanym "odwecie" (o ile ludobójstwo na tak wielką skalę można tak nazwać) za uprowadzenie przez Ukraińską UPA 11 (uwaga skala: 366:11) Polaków.

W uroczystości wzięli udział prezydenci Polski i Ukrainy. Lech Kaczyński zastąpił przeprosiny (które powinny były paść ) modlitwą (sic!) "…i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom". Było to według mnie niezbyt fortunne sformułowanie, bowiem to nie Bóg ma odpuszczać nam winy, lecz przede wszystkiem Ukraina, skoro to my (a nie Bóg) rzekomo "im" przebaczamy za zbrodnie wobec Polaków. Cóż to bowiem za logika – my wybaczamy Ukraińców i liczymy na rozgrzeszenie u Boga?! A co z przebaczeniem z drugiej strony?! Powinniśmy o nie prosić, przeprzaszając.

 Mimo tej nieudolności, ważne jest, że do takiego spotkania przy pomnikach ofiar (zarówno polskich, jak i ukraińskich) z udziałem prezydentów obu państw wogóle doszło. Co prawda Młodzież Wszechpolska zamanifestowała swój sprzeciw wobec przepraszania Ukraińców przez prezydenta Kaczyńskiego, jednak zdyscyplinował ich swym listem Największy Wszechpolak – Roman Giertych – nawołując do opamiętania nacjonalistyczną młodzieżówkę. To również dobry sygnał.

 Dobrze, że zbrodnie zostały nazwane po imieniu – zarówno Polskie, jak i Ukraińskie. Nieco przykre jest, że nasze superobiektywne media starały się przemilczeć liczbę ukraińskich ofiar ub często podawały tylko, że "w Pawłokomie w 1945 roku zamordowano 366 cywilów". Kto i kogo – o tym rzadko media wspominały.

Zbrodnie trzeba nazwać zbrodniami – w stosunkach Polsko-Ukraińskich było ich wiele z obu stron. Kto zawinił bardziej, kto zaczął – to niech rozsądzają historycy. Ważne jest, abyśmy znali również czarne karty w naszej historii, nawet jeśli dotyczą one ludobójstwa dokonanego przez członków tak wielbionej w IV RP organizacji, jak Armia Krajowa (o tym usłyszałem wzmiankę w mediach jedynie raz w ciągu całego dnia relacji).

Znajmy zdarzenia z przeszłości, nawet gdy czyny naszych przodków godne są potępienia. Dobrze by jednak było, by przeszłość nie determinowała przyszłości. Takie pojednanie, jak sobotnie w Pawłokomie, jest najlepszą drogą do rozliczenia się z przeszłością, upamiętnienia ofiar i rozpoczęcia nowej, partnerskiej epoki w stosunkach Polsko-Ukraińskich.

Drogą o wiele lepszą, niż obrali politycy PiS, których główną pasją jest ciągłe drążenie, kto był agentem a kto komunistą. Obarczanie młodego SLD odpowiedzialnością za zbrodnie komunistyczne czy represje świadczy o wyjątkowym prymitywiźmie posłów Prawa i Sprawiedliwości. Gdy nie stać ich na polemikę za pomocą argumentów, stosują skandaliczną socjotechnikę. Przykładem niech będzie czwartkowy program "Co z tą Polską?":

 Tomasz Lis: – SLD wystrzeliło dzisiaj do was z bardzo grubej armaty, że jutro głosami większości posłów koalicji wprowadzicie PiS–owską policję polityczną; co pan na to?

Przemysław Gosiewski, PiS: – Jest to absurdalny argument, tym bardziej wobec* ludzi, którzy taką policję organizowali przez 50 lat w Polsce, katowali ludzi i dzisiaj w tej sprawie się wypowiadają.

Równie dobrze możemy mówić o "katowaniu" Ukraińców przez braci Kaczyńskich, skoro ich przodkowie z AK mordowali ukraińskich cywilów. To nie jest retoryka, która powinna być stosowana w debatach publicznych. To retoryka ludzi głupich, małych, słabych. Nikt nie może nikomu odebrać prawa do krytyki tego, co w tej chwili wyprawiają w Polsce kaczy bliźniacy. Tusk nie odpowiada za swego dziadka w Wehrmachcie a Ryszard Kalisz (biorący udział w przytoczonej rozmowie) nie odpowiada za "katowanie ludzi przez 50 lat" przez reżim komunistyczny.

Swoją drogą, CBA będzie  organem Prawa i Sprawiedliwości – na jej czele stanie absolutnie ponadpartyjny poseł PiS Mariusz Kamiński. Sejm nie będzie mógł go odwołać, bo nie otrzyma uprawnień jakiegokolwiek nadzoru nad nowo powołanym urzędem. Stworzą go ludzie PiSu i żadne przepisy nigdy ich stamtąd nie usuną, chyba że rozwiązana zostanie cała agencja. Tymsamym głupie PiSiory dały przyszłej władzy (SLD bądź PO) dobry powód do rozwiązania CBA, skoro władza nie będzie miała nad nim żadnej kontroli. Gdyby Kaczyńskim naprawdę zależało na sprawnej i trwałej instytucji antykorupcujnej, zgodziliby się aby była apolityczna. Czyniąc z niej ramię zbrojne swojej partii, z góry skazali ją na śmierć po 3,5 roku egzystencji.

Cóż, rozum to cecha obca naszej obecnej władzy. Tym bardziej cieszą przebłyski intelektu, widoczne np. w Pawłokomie. W dzisiejszej sytuacji każdą, choćby najmniejszą zasługę braci Kaczyńskich, będę wychwalał pod niebiosa (choć to było pojednanie ogromnie ważne i nie sprowadzam go tutaj do błachostki). Jak rzekł prezydent w swym orędzie sprzed kilku dni, "bądźmy optymistami". Jesteśmy w sytuacji, w której dno zostało osiagnięte i teraz może być już tylko coraz lepiej.

Jarosław Orłowski

 * Przemysław Gosiewski zapewne nie miał na myśli, że to politycy PiS katowali ludzi przez 50 lat, choć taki sens ma jego wypowiedź. Nie byłem więc złośliwy i nie interpretowałem słów przewodniczącego dosłownie. Po tylu głupotach, ile zdążył wypowiedzieć w ciagu minionych mieisęcy, biorę za każdym razem poprawkę na jego gramatyczną impotencję.

Opublikowany w Niecodzienności | Zostaw Komentarz »

TVPis

Opublikował/a JAO w dniu maj 11, 2006

Nikt rozsądny nie miał chyba wątpliwosci, że kolejnym etapem zaprowadzania dyktatury przez PiS będzie przejecie Telewizji Publicznej. Nikt rozsądny nie podejrzewał jednak chyba, że PiSiory odważą się namaścić na to stanowisko awanturnika, który dla chwili sławy był w stanie wykraść listę osób dręczonych przez SB i wmawiać ludowi, że to lista agentów i że zrobił to dla naszego dobra. Nowym prezesem TVP został dziś Bronisław Wildstein. Widocznie w TVP obowiązują niższe standardy etyczne, niż w gazecie “Rzeczpospolita”, w której za swoją podłość został dyscyplinarnie wyrzucony (przyjął go “Wprost”, ale to akurat nie dziwi – brukowców nie zaliczam do mediów, o których warto pisać).

Powierzenie tak ogromnej władzy w mediach osobie, dla której etyka dziennikarska czy godność obywateli służy jako papier toaletowy, jest znakiem naszych czasów. W chwili, gdy wicepremierem został przestępca, ministrem oświaty – nacjonalista a prezydentem XXX (ocenzurowano), wszystko jest możliwe.

“Program będzie musiał się zmienić (…)” – brzmiały pierwsze słowa nowego prezesa. To chyba jasne. Od przyszłego tygodnia do ramówki TVP wejdzie nowy program “Jaka to modlitwa?”, powstanie nowy serial “M jak Moher” a Jan Pospieszalski dostanie Vikrota za najbardziej obiektywnego dziennikarza. Kamil Durczok wiedział, co robi, odchodząc z TVP.

Opublikowany w Niecodzienności | 1 komentarz »

Przestępca + Endek + Dyktator = IV RP

Opublikował/a JAO w dniu maj 5, 2006

W ostatniej chwili do koalicji PiS-Samoobrona dołączyła dziś Liga Polskich Rodzin. Od 16:00 mamy więc dwóch nowych wicepremierów – przestępnę Andrzeja Leppera i katolickiego nacjonalistę Romana Wielkiego.

 Po ubiegłorocznych wyborach parlamentarnych i prezydenckich wydawało się, że już nie możemy być gorzej postrzegani za granicą. Co się jednak zacznie dziać teraz? Lepiej o tym nie myśleć. Roman Giertych wiedział, co robi, wchodząc do koalicji – z takim rządem nie będzie musiał walczyć o wystąpienie z UE. Unia sama nas wkrótce wyrzuci.

Mamy więc w sejmie coraz mniej partii opozycyjnych. A może nie? Może to właśnie Giertych i Lepper będą "rozsadzać" rząd od środka, by zyskać sobie popularność? W przeciwnym wypadku nie powinni liczyć na wejście do parlamentu kolejnej kadencji. 

 Robi się więc coraz ciekawiej. Mamy kolejne tymczasowe rozwiązanie – bo pewnie nowa koalicja wytrzyma parę tygodni. 

 Możemy też liczyć na zbliżenie z Libią i Iranem – od tej pory będą to nasi strategiczni sojusznicy, gwarantujący nam bezpieczeństwo – nie to, co jakieś tam USA. W końcu te dwa kraje stoją za doktoratem honoris causa dla Andrzeja Leppera. 

Najwygodniejszą rolę w Sejmie będą miały odtąd partie opozycyjne. PO, SLD czy PSL nie będą musiały zamartwiać się, jak by tu "dokopać" rządowi Marcinkiewicza. Wyręczać ich będą dwaj powołani dziś wicepremierzy. Opozycja ma niepowtarzalną i rzadką możliwość na skupieniu się na budowie alternatywy wobec władzy i proponowaniu własnych rozwiązań zamiast bezowocnej krytyki poczynań rządu. Oby wykorzystała tę szansę.

 Jarosław Orłowski

Opublikowany w Niecodzienności | Komentarzy: 3 »

Leppianka

Opublikował/a JAO w dniu kwiecień 14, 2006

Marzenia Andrzeja Leppera zaczynają się spełniać. Staranna i długotrwała metamorfoza przemieniła tego przestępcę z ulicznego zadymiarza w poważnego polityka. Wczoraj przywódca Samoobrony uzgodnił z władzami PiS warunki koalicji rządowej.

W wyniku tych uzgodnień, Lech Kaczyński ogłosił z dumą: „Polacy mają wreszcie to, na co czekali – większościowy rząd”.

W powyższej wypowiedzi prezesowi PiS udało się zawrzeć jedną prawdziwą informację: „Polacy”. Reszta zdania nie świadczy najlepiej o kondycji umysłowej prezesa  – „mają wreszcie to, na co czekali” oznacza bowiem, że według Jarosława Kaczyńskiego marzyliśmy o wicepremierze Lepperze, tymczasem takie marzenia mogło mieć co najwyżej 5,5 % wyborców (tyle mniej-więcej, przy 50% frekwencji, głosowało na Samoobronę). 
Druga część zdania – „większościowy rząd” – podważa matematyczne zdolności Jarosława K. W tych dwóch wyrazach najgenialniejszy polski polityk zawarł dwie nieprawdy – „większościowy” (Pis i Samoobrona, jak by nie liczyć, nie mają razem większości w Sejmie) i „rząd” (PiS i Samoobrona nie zawarły jeszcze koalicji rządowej – na razie mamy tylko deklarację, że do niej dojdzie). Radość prezesa Kaczyńskiego może więc świadczyć o, genetycznie uwarunkowanej, skłonności do nie czytania tego co się podpisuje. Lech Kaczyński nieświadomie nadał order gen. Jaruzelskiemu, jego brat – podpisał deklarację programową sądząc, że podpisuje umowę koalicyjną, w dodatku z większą partią niż w rzeczywistości.
U owym dokumencie zawarto stwierdzenie, że w rządzie nie mogą się znaleźć osoby karane za przestępstwa… kryminalne. Lepper co prawda przewodził linczowi, ale nie uznano tego za takowe przestępstwo, więc mulacik może wejść do rządu.

Mamy więc SamoPis, ale to nie wystarczy do rządzenia. Być może przewodniczący Kaczyński przeczyta co podpisał i wkrótce zorientuje się, że nie zawarł wcale koalicji większościowej. Co bystrzejsi politycy PiS (zdarzają się tacy, wbrew pozorom) wiedzą o tym i już szukają „tego trzeciego”.

Liga Pupilków Romana nie jest zbytnio napalona na PiSiorów. Dokładniej mówiąc – Największy Polski Polityk nie ma na to ochoty, natomiast kilku jego współtowarzyszy – pod nieobecność przewodniczącego w Polsce – samowolnie podjęło inicjatywę rozmów z PiSem. Jeśli efekty okażą się zadowalające dla LPR, cała partia wejdzie do koalicji. Jeśli tak się nie stanie, ligowi buntownicy zapowiadają posłuszeństwo i pozostanie w LPR.

PSL natomiast gra na zwłokę, wyznając zasadę „im dłużej będziemy się ociągać z decyzją, tym więcej wytargujemy”. Czy PISowi starczy cierpliwości w oczekiwaniu na decyzję ludowców, czy też Kaczyński zdecyduje się przekupić PSL np. stanowiskiem marszałka sejmu – przekonamy się wkrótce.

Andrzej Lepper udowodnił, że jogo partia jest całkowicie bezideowa. Wódz Samoobrony zrezygnował całkowicie z własnego programu, byleby tylko być wicepremiera i zdobyć „stołki” dla swoich ludzi. Może to być metodą na udobruchanie samoobrończyków, którzy coraz liczniej opuszczają partię Leppera, lecz z pewnością nie będzie to metoda na wzrost notowań dla tej partii wśród wyborców.

Pomijając całą moją niechęć i obrzydzenie do LPR, przyznać trzeba, że w przypadku Giertycha o bezideowości nie może być mowy. Wódz LPR nie dba o sondaże czy też poparcie dla swoich działań we własnym klubie, lecz robi wszystko, by postawić na swoim i móc realizować program z jakim LPR szła do wyborów. Przy całej szkodliwości owego programu, determinacja Romana Giertycha w jego realizacji dobrze świadczy o Romanie Giertychu. Prawdopodobne, że takie postępowanie zwiększy jego elektorat.

Jeśli PSL nie wejdzie do rządu, pozycja Leppera stanie się rozpaczliwa – poza stołkiem wicepremiera i ministra czegośtam, nie będzie miał zbyt wiele prócz zadowolenia swoich posłów – wiceministrów. Samoobrona, od swego wejścia do Sejmu, skutecznie przejmowała ludowy elektorat PSL. Teraz może stać się odwrotnie – to ludowcy zyskają sobie poparcie wyborców, krytykując bezradność Leppera w nowym rządzie. Z pozycji opozycji PSL może więc ugrać o wiele więcej, niż będąc w koalicji, w której ludowcy i tak –przy tak małym klubie parlamentarnym – nic by nie mieli do powiedzenia.

Co będzie dalej? Przypuszczam, że możliwe są dwa scenariusze. Albo PiS i Samoobrona nie znajdą „tego trzeciego” i jeszcze przed wakacjami czekają nas nowe wybory, albo też rządowa koalicja trzech partii zakończy się wyborami na jesieni. W tym drugim scenariuszu efektem, moim zdaniem, byłoby zwycięstwo PO. W przyszłej kadencji prognozuję koalicją PO-SLD a,być może (jeśli PSL nie wejdzie teraz do rządu a zrobi to LPR i jeśli PSL znajdzie się w nowym parlamencie, co – przy odpływie elektoratu Samoobrony – jest niemal pewne) PO-SLD-PSL. Należy też pamiętać, że SLD na pewno do kolejnych wyborów pójdzie razem z SDPL i UP, więc w owej koalicji znaleźć się może aż 5 partii (w tym trzy lewicowe: SLD-SDPL-UP). Plan maksimum, aczkolwiek mniej prawdopodobny, może zawierać również Partię Demokratyczną jako koalicjantkę, jeśli i ta partia znajdzie się w sejmie za sprawą wspólnego wyborczego startu z lewicą (co nie jest wykluczone).

Powyższy scenariusz jest być może naiwny, ale chcę w niego wierzyć. Musi się spełnić, ponieważ,  gorzej niż obecnie, już być w polskiej polityce  nie może. Wicepremier Lepper wyczerpuje realne zagrożenie dla Polski. No chyba, że wicepremierem zostanie również Roman Giertych – a, jak wiemy, nieszczęścia lubią chodzić parami. Bliźniacze nieszczęście u władzy to jednak chyba wystarczająca krzywda dla Polski. Obyśmy umieli wyciąnąć  z niej wnioski podczas kolejnych wyborów.
Jarosław Orłowski

Opublikowany w Niecodzienności | Komentarzy: 2 »

Autorytet genetyczny

Opublikował/a JAO w dniu kwiecień 8, 2006

Dwa dni temu mieliśmy głosowanie o samorozwiązanie sejmu. Poprzedzająca je debata odbyła się w języku dialogu, bez zbędnych napięć – pewnie dzięki wymianie listów między Tuskiem a Kaczyńskim (dzień wcześniej przewodniczący PO wysłał list do przewodniczącego PiS, w którym nawołuje do pojednania). Sejm jak był, tak i jest – głosy Pis i SLD (koalicja, jakiej Prawo i Sprawiedliwość będzie się pewnie wstydziło do końca świata) nie wystarczyły, by go rozwiązać.

Co w tym czasie robił prezydent? Był w Iraku. Nie sam – zabrał kogoś, którego obecność była tam niezmiernie ważna – przewodniczącą KRRiT, panią Elżbietę Kruk. Jako kto pojechała? Jak twierdził prezydent, jako znajoma i dawny doradca w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego (tę funkcję pani Kruk pełniła na początku lat 90.). Jak twierdzi sama zainteresowana, by poznać możliwości medialne i ewentualną rozbudowę infrastruktury radiowo-telewizyjnej w Iraku.

Ciekawe, co na tak mętne tłumaczenia, powie żona prezydenta…

W czasie, gdy pani przewodnicząca zdobywała opaleniznę wśród przystojnych Beduinów, w Polsce publicysta Radia Maryja nazwał holocaust żydowskim „przedsiebiorstwem”, na co ostro zareagował ostatni żyjący przywódca powstania w getcie warszawskim – Marek Edelman, domagający się od władz polskich rozwiązania stacji. Gdybym był złośliwy, zasugerowałbym, że przewodnicząca KRRiT wiedziała o szykującym się, antysemickim felietonie radiomaryjnym i specjalnie uciekła do ciepłych krajów, by nie musieć obciążyć stacji Rydzykowej kilkumilionową karą. Ale złośliwy nie jestem.

Nieco oddalam się do tytułu tego artykuł – jakim miał być prezydent. Nie tak dawno władze PiS ogłaszały, że preferują na samorządowych listach wyborczych „genetycznych patriotów”. Zastanówmy się więc, czy autorytet również jest genetyczny? Sądząc po zachowaniach prezydenta, musi on wychodzić z takiego założenia. Milczy w sprawie kryzysy w Sejmie, nie składa żadnych inicjatyw ustawodawczych (co obiecywał), nie wygłasza przemówień w Sejmie w ważnych sprawach (co obiecywał), krótko mówiąc – kompletnie nie angażuje się w sprawy wewnętrzne naszego kraju (chociaż za to najbardziej krytykował prezydenta Kwaśniewskiego). Kaczyński sądzi, że jego funkcja jest autorytetem samym w sobie i z taką myślą parł do wyborczego zwycięstwa – zostanę prezydentem a potem się zobaczy, tam polecę, tu uścisnę dłoń i jakoś to będzie (z tymi uściskami to chyba przesadziłem, bo refleksem nasz Wódz Narodu nie grzeszy).

Na razie prezydent jest podwładnym swojego brata, Nadprezydenta i zarazem Nadpremiera – Jarosława Kaczyńskiego. Pora się obudzić, panie prezydencie! Najwyższy czas poważnie potraktować swój urząd! Czy zbyt wiele wymagam?

Jarosław Orłowski

Opublikowany w Niecodzienności | Zostaw Komentarz »

wszyscy ludzie prezydenta

Opublikował/a JAO w dniu marzec 29, 2006

Wczoraj w programie TVN „Teraz my” rzecznik prezydenta Maciej Łopiński zapomniał języka w gębie, gdy redaktorzy Sekielski i Morozowski na stole położyli Krzyż Zesłańców Sybiru. Takie odznaczenie ostatnio prezydent Kaczyński nadał…. Wojciechowi Jaruzelskiemu!

 W samym akcie odznaczenia generała nie ma nic niestosownego, bowiem jako sybirakowi – który stracił na Syberii rodzinę i własne zdrowie – jak najbardziej order ów się jemu należy. Sam odznaczony chwalił prezydenta za „wzniesienie się ponad historycznymi podziałami”.

Z panicznej reakcji Kancelarii Prezydenta wynika jednak, że wszystko to było pomyłką urzędników. Tak oto jedyny godny pochwały gest nowego prezydenta od objęcia przez niego urzędu, okazał się największą wpadką w rozumieniu Pałacu Prezydenckiego.

Wyjątkowo ciekawe są wyjaśnienia Kancelarii Prezydenta – otóż okazało się (co wylewnie i dobitnie powtarzali Maciej Łopiński i Andrzej Urbański) że prezydent nie wie, co podpisuje! Wyjaśnienia Pałacu Prezydenckiego wyglądają więc tak: jakiś zły człowiek z „układu” podsunął Pierwszej Kaczce IV RP do podpisania decyzję o przyznaniu orderu generałowi a rzeczona kaczka tego nie przeczytała.

Tym samym został obalony kolejny mit IV RP: do sprawowania najwyższego urzędu w Polsce zbędna jest umiejętność czytania czy też rozumienia tego co się czyta. Analfabeta w końcu też człowiek – pomijam tutaj bełkot prezydenta, którego słów nikt chyba nie rozumie – o wiele groźniejsze od chlapania językiem byle czego jest jednak składanie podpisu na czymś, czego się nie przeczytało!

Minister Urbański ogłasza, że zwolni osoby odpowiedzialne za przekazywanie tych dokumentów Prezydentowi. Oznaczać to musi dymisję byłego wiceprezydenta Warszawy, bowiem to właśnie przez ręce Andrzeja Urbańskiego przechodzą wszystkie dokumenty, które trafiają do prezydenta. No chyba że minister nie doczytał jeszcze, co należy do jego obowiązków, ale to musiałoby oznaczać, że analfabetyzm jest zaraźliwy.

Opozycja jest bezwzględna – prezydent, który nie czyta tego, co podpisuje, powinien natychmiast złożyć urząd. Pozostaje mieć nadzieję, że któregoś dnia jakiś „zły człowiek” podsunie Lechowi Kaczyńskiemu jego własną dymisję do podpisu.

 Jarosław Orłowski

Opublikowany w Niecodzienności | Zostaw Komentarz »

powrót Janukowycza

Opublikował/a JAO w dniu marzec 27, 2006

Wiktor Janukowycz wraca do gry – jak wynika ze wszystkich powyborczych sondaży, jego Partia Regionów wygrała wybory do ukraińskiego parlamentu. Drugie miejsce zajął Blok Julii Tymoszenko, dopiero trzecia jest Nasza Ukraina prezydenta Juszczenki. Oficjalne wyniki poznamy w ciągu kilku dni.
Czy należy rozpaczać z takiego rezultatu ukaińskich wyborów? Z pewnością nie. Najważniejsze, że odbyły się w sposób demokratyczny, co było nie do pomyślenia jeszcze jesienią 2004 roku. Demokracja jest wartością samą w sobie i z pewnością rząd Janukowycza jest o wiele lepszy teraz niż byłby, gdyby półtorej roku temu wygrał wybory w wyniku fałszerstwa. Pomarańczowa rewolucja pokazała, że naród nie godzi się na tyranię. Była to nauczka dana nie tyle Janukowyczowi, ile niesprawiedliwemu systemowi. Nauczka, o której pamiętać musi zarówno Janukowycz, jak i każdy kolejny władca Ukrainy. W dzisiejszej Ukrainie władza jest pod stałą obserwajcą obywteli, którzy nie dopuszczą do powrotu poprzedniego reżimu. Media są wolne, każdy ma prawo do wyrażania swych poglądów, nawet jeśli są one prorosyjskie. Świadectwem tego jest choćby wczorajsze zwycięstwo Janukowycza.

Utworzenie rządu przez Wiktora Janukowycza jest jednak wielce wątpliwe, ponieważ gdyby partia byłej pani premier i obecnego prezydenta połączyły się, miałyby większość w Radzie Najwyższej. Prawdopodobnie w ukraińskim parlamencie znalazły się również inne partie "projuszczenkowskie". Zwycięstwo prorosyjskiego Janukowycza nie musi więc wcale oznaczać zwrotu Ukrainy na wschód.

Oczywiście przykre jest, że Wiktorowi Juszczence nie udało się zadowolić zwolenników pomarańczowej rewolucji. Takie są jednak reguły demokracji. W końcu u nas również zwyciężyła opcja o zapędach totalitarnych, lecz – puki co – mamy wolne media, które nie pozwolą braciom Kaczyńskim posunąć się zbyt daleko. Są to niezaprzeczalne walory demokracji – systemu, w którym nawet najmniej kompetentne osoby mogą przejąć władzę. Przewagą demokracji nad dyktaturą jest jednak to, że władza ta jest pod stałą kontrolą obywateli, którzy w równie demokratyczny sposób mogą ją odwołać.

 Jarosław Orłowski

Opublikowany w Niecodzienności | Zostaw Komentarz »

komisja śledcza ds. opozycji

Opublikował/a JAO w dniu marzec 25, 2006

Wczoraj, głosami osłów PiS, Samoobrony, LPR i (o dziwo!) PSL, Sejm powołał do życia komisję śledczą ds. banków. Niestety nikt nie wie, co ma ona badać. Wiadomo natomiast, że za wszystko odpowiadać będzie Leszek Balcerowicz. Został on już skazany publicznie za wszystkie przewinienia, na jakie w swojej działalności zamierza natrafić sejmowa komisja.

Pod lupę śledczy wezmą cały okres ohydnej III RP i kawałek najjaśniejszej IV RP, czyli lata 1989-2006. Badane będzie wszystko, co związane z bankami – wyłączywszy wątek zawładnięcia Bankiem Ochrony Środowiska przez polityków Prawa i Sprawiedliwości. Sejm zdecydował również, że nie będzie badana działalność Romana Giertycha w radzie nadzorczej Wielkopolskiego Banku Rolniczego, gdy ten chylił się ku upadkowi. Odrzucone wnioski o zbadanie tych spraw złożył SLD. Tak więc „na tapetę” komisja weźmie jedynie parlamentarną opozycję.

 Na czele sądu kapturowego stanie najprawdopodobniej, bezwzględnie bezstronny i wybitnie utalentowany w debilnych pyskówkach, poseł PiS – Artur Zawisza. Oczywiście taka komisja jest nielegalna, bo niezgodna z konstytucją  (nie można powołać komisji sejmowej do zbadania wszystkiego, komisje mogą powstawac jedynie gdy mają jakiś konkretnie określony przedmiot działania) ale cóż to jest dla stabilizantów – przedwzoraj Trybunał Konstytucyjny orzekł bezprawność ustawy o KRRiT, więc kolejny bubel prawny wiele nie zaszkodzi. A nóż, jakimś cudem, zdąży się wymienić TK na "swoich", którzy na wszysko się zgodzą?

 Nie ma wątpliwości, po co powstała komisja. Głównym celem jej powołania była gra polityczna, dzieki której PiS – tracący ostanio w sondażach do PO – spróbuje pokazać, jacy to źli byli liberałowie i komuchy, gdy prywatyzowali banki. Zbliżają się wybory na prezydenta Warszawy, w których Platforma wystawiła Hannę Gronkiewicz-Waltz – była prezes NBP może więc być pewna wezwania przd komisję. Należy jednak wiedzieć, że ceną za radość mocherowych beretów z widoku prześłuchiwanego Balcerowicza mogą być poważne konsekwencje finansowe dla całej Polski. Nie pozwólmy, żeby banda łgarzy zniszczyła pozycję Niezależnego Banku Centralnego oraz zgnoiła zaśługi Balcerowicza. Gdyby nie on, do dziś mielibyśmy kilkusetprocentową inflację a Leppera nie byłoby stać na koszule szyte na miarę. Obecnie mamy jedną z najniższych w Europie, nie mówiąc o złotówce stabilniejszej od franka szwajcarskiego.

 Żeby nie było tak beznadziejnie, na koniec coś na rozweselenie: jedynym posłem LPR głosującym przeciwko powołaniu komisji był wicemarszałek Marek Kotlinowski, który uznał, że może ona zaszkodzić polskiemu sektorowi bankowemu. Mamy więc paradoks, którym zajmować się będą odtąd najwybitniejsi myśliciele tego świata – jak można pogodzić rozsądek z członkostwem w Lidze Polskich Rodzin?

 Jarosław Orłowski

Opublikowany w Niecodzienności | Zostaw Komentarz »

demokracja musi poczekać

Opublikował/a JAO w dniu marzec 24, 2006

Rewolucja na Białorusi nie powiodła się – trzeba to przyznać. Kilkaset owób – a ostatnio kilkadziesiąt – demonstrujących na placu centralnym w Mińsku, to zbyt mało, żeby mogło dojść do przełomu.

 W nocy służby porządkowe rozpędziły namiotowe miasteczko. Nie było to zbyt rozsądne posunięcie ze stronu Łukaszenki, ponieważ – wcześniej czy później – pogoda zrobiłaby swoje (burze śnieżne, mocne ujemne temperatury) i nieliczni demonstranci sami by się rozeszli.

Dlaczego dyktator wygrał? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba zrozumieć, że Białoruś to nie Ukraina. W tym drugim kraju istniały – choć represjonowane, ale jednak wolne – media. Tam znacznie bardziej możliwe było przedostanie się do obywateli z poglądami opozycjonistów. W Białorusi panuje całkowita dyktatura, ludzie są kompletnie pozbawieni informacji o poglądach sprzecznych z tymi propagowanymi przez władzę.

 Nie bez znaczenia jest tu równieżosoba samego dyktatora – w przypadku Ukrainy był to Leonid Kuczma, mający doskonałe stosunki z prezydentem Kwaśniewskim, który z pewnością miał na niego spory wpływ. Na Białorusi mamy Łukaszenkę, skłuconego z całym światem – jego jedynym przyjacielem jest Putin. Prezydentowi Rosji oczywiśie nie zależy na białoruskiej demokracji.

Czy dyktator pozostanie bezkarny? Z pewnością nie. Litwa pierwsza nie uznała wyborów na Białorusi. Unia Europejska, uznając je za sfałszowane, wprowadziła zakaz wydawania wiz unijnich przedstawicielom białoruskiego reżimu. Nad sankcjami zastanawiają sie Stany Zjednoczone.

 Łukaszenko zwyciężył dzięki sfałszowaniu wyborów i kontroli mediów. Są to metody skuteczne "na chwilę", ale z pewnością predzej czy później tyran Białorusi skończy tak jak pozostali dyktatorzy. Powinien szykowac się na ten moment, bo – prędzej czy później – nadejdzie.

 Jarosław Orłowski

Opublikowany w Niecodzienności | Zostaw Komentarz »

Rzecznik Patologicznych Dewotów

Opublikował/a JAO w dniu marzec 24, 2006

Ewa SowińskaNowym Rzecznikiem Praw Dziecka zosała dziś posłanka LPR – Ewa Sowińska. Jak pisze na swojej stronie, jej największymi dokonaniami jest 11 pielgrzymek pieszych z Łodzi na Jasną Górę (ok 120 kilometrów, więc bez przesady – tyle przejeżdżam rowerem w ciągu dnia). Jest wykfalifikowaną katoliczką z dziada pradziada, pochodzi z rodziny inteligenckiej. Ma sześcioro dzieci.

Moim zdaniem, nie powinno się dopuszczać do tak ważnego stanowiska takich dewotek jak pani poseł. Jej zaściankowy ultrakatolicyzm nie pozwoli jej dbać o interesy dziecka, co najwyżej o interesy rodziców. Jak powiedział Lepper z sejmowej mównicy, chwaląc Sowińską, nic się złego dziecku nie stanie jak dostanie ścierką od matki, co więcej – będzie z tego zadowolone. Mam poważne obawy, że poglądy te podziela nowa pani rzecznik. Jeśli by tak było, to byłaby to zecydowanie nieodpowiednia osoba na to stanowisko.

Chyba każdy przyzna, że paradoskem jest, iż posłowie "koalicji stabilizacyjnej" – jako zatwardziali katolicy – bardziej dbają o ludzki embrion (walcząc z aborcją) niż o żywego, małego człowieka. Jak inaczej określić powszechnie panujące przyzwolenie do bicia dzieci?!

Lepiej by było, gdyby o powołaniu kogoś na stanowisko Rzecznika Praw Dziecka decydowały jego kwalifikacje. Fakt posiadania sześciorga dzieci może świadczyć tylko o tym, że pani poseł będzie się solidaryzować z rodzicami którzy nie stronią od pasa. Nie widzę możliwości aby osoba o tak wąskich horyzontach myślowych, była zdolna do respektowania prawa i stania na jego straży – skoro jest jawnie sprzeczne z jej światopoglądem.

Jarosław Orłowski

Opublikowany w Niecodzienności | 1 komentarz »

Kruk odlatuje

Opublikował/a JAO w dniu marzec 24, 2006

Elżbieta Kruk - fot. Jedynka Polskie RadioZnowelizowana w ekspresowym tempie (i przyjęta „na kolanie” głosami Pis – LPR – Samoobrony) ustawa o KRRiT została wczoraj uznana przez Trybunał Konstytucyjny za niezgodną z polskim prawem. Ustawę zaskarżył Rzecznik Praw Obywatelskich prof. Andrzej Zoll, w ostatnich dniach swego urzędowania. Na szczęście jego następca – pupilek PiS, dr Kochanowski – nie odważył się wycofać jej z TK po objęciu stanowiska. Chwała mu za to.

Orzeczenie wchodzi w życie z chwilą opublikowania go w Dzienniku Ustaw.

TK uznał, że:

1) prezydent Kaczyński uzurpował sobie prawo, jakiego konstytucja mu nie nadaje – mianowicie nie może on mianować szefa KRRiT

2) Ustawa doprowadziła do dwutygodniowej przerwy w działaniu KRRiT (za ten okres odwołana rada pod przewodnictwem Danuty Waniek prawdopodobnie wywalczy sobie odszkodowanie, a być może nawet za całą niedokończoną kadencję – kilka milionów złotych z kieszeni podatników, z winy niedouczonych koalicjantów – autorów tego bubla prawnego)

3) Bezprawne było uprzywilejowanie „nadawców społecznych”, którym koncesję przedłużanoby automatycznie (ten zapis został wprowadzony z myślą o Radiu Maryja i TV Trwam)

4) Nadanie KRRiT uprawnień dotyczących karania mediów za łamanie „etyki dziennikarskiej” jest bezprawne.

Przewodnicząca w ciągu tych kilku tygodni urzędowania, swoimi bezprawnymi decyzjami ostatecznie skompromitowała KRRiT. Niestety, jej decyzje pozostają w mocy – mogą być jednak zaskarżone do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Wygranie takiego pozwu przez Polsat (który – decyzją KRRiT – ma zapłacić pół miliona złotych za naśladowanie przez Kazimierę Szczukę spikerki Radia Maryja) jest wielce prawdopodobne, bowiem Trybunał orzekł niekonstytucyjność zapisu o „etyce dziennikarskiej” – a właśnie na podstawie tego zapisu Elżbieta Kruk nałożyła karę na Polsat.

A oto dwa cytaty z wywiadu, jakiego 7 lutego br. przewodnicząca Kruk udzieliła radiowym Sygnałom Dnia:

“Przede wszystkim ja wierzę w to, że uda się mnie i Radzie zmienić wizerunek Krajowej Rady cieszącej się – i zasłużenie – złą sławą. Przede wszystkim będziemy realizowali te cele, które jasno są wskazane w konstytucji i ustawie – myślę, że obiektywnie, rzetelnie i zgodnie z prawem.”

“To też oczywiście oznacza, że naszym podstawowym obowiązkiem jest to co jest zapisane – stanie na straży ładu moralnego i zgodnie z interesem publicznym.”

Jakie są efekty tych deklaracji, niech każdy sam oceni.
O komentarz w sprawie Trybunału pokusił się wczoraj prezes Jarosław Kaczyński na łamach mediów ojca Rydzyka:

Traktowanie go (TK – PAP) jako zespołu mędrców, którzy nie podlegają żadnej krytyce i z całą pewnością w każdej sprawie decydują zgodnie z prawem, traktowanym jako zespół norm poddawanych interpretacji przy pomocy jakiś powszechnie przyjętych reguł jest nieporozumieniem.”

“To nie jest tak, żeby istniały całkowicie niepodważalne reguły wykładni prawa. Po drugie – nie jest też tak, żeby to byli ludzie całkowicie neutralni, jeśli chodzi o ich decyzje i stanowiska zajmowane także indywidualnie podczas tzw. votum separatum (zdanie odrębne)”

Prezesa Pis odsyłam do konstytucji, której widocznie nie zna – artykuł 190 punkt 1:

“Orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego mają moc powszechnie obowiązującą i są ostateczne.”

Widać Jarosława Kaczyńskiego konstytucja nie obowiązuje – w końcu jest „samym dobrem” (jak powiedział w Gazecie Wyborczej) więc sam może stanowić prawo dla siebie i swej ojczyzny. Gdyby powiedział że muchy mają wymiona, znaczyłoby że tak w istocie musi być.

Opublikowany w Niecodzienności | Zostaw Komentarz »

owsianka

Opublikował/a JAO w dniu marzec 23, 2006

Minister zdrowia chce, by Jerzy Owsiak uczył dzieci w szkołach, jak udzielać pierwszej pomocy. Niestety, wszystkowiedzący politycy partii rządzącej znają prawdziwe oblicze Jurka Owsiaka, który – ich zdaniem – jest ogromnym zagrożeniem dla młodzieży.Posłanka PiS Maria Nowak w Naszym Dzienniku:

Jak dotąd więcej zrobił szkody niż pożytku w procesie wychowania młodego pokolenia. Uważam, że jeżeli chce coś robić, niech to robi poza szkołą. Niesprawdzonych osób (albo wręcz takich, które nie wykazały się jeszcze niczym pozytywnym) nie powinno się zapraszać do szkoły. Patrząc na przeszłość, obawiałabym się nawet, że może to przynieść więcej złego niż dobrego.

Przemysław Gosiewski dziś rano w Radiu Zet:

Ja tylko mam prośbę jedną, żeby zostały zachowane pewne standardy, że jeżeli realizujemy taki program, to pewna kontrkultura, którą proponuje pan Owsiak nie powinna być przy okazji realizowana. Myślę, że pan Owsiak jest w stanie zapewnić taką sytuację. Mi na przykład nie pasuje taki okrzyk: Sie ma, itd., i tego typu.

Nie sądziłem, że nadejdzie kiedyś taki moment, ale nie doceniłem PiSuarów. Jeśli tacy ludzie jak Gosiewski czy Nowak mają czelność łgać – jak by to nazwał wicepremier Dorn – „jak bure suki” na temat Jerzego Owsiaka (który za swą działalność powinien otrzymać pokojową nagrodę Nobla), nie ma tutaj chyba nic do komentowania.

Niektórzy są w stanie wypowiedzieć tak niewyobrażalne durnoty, że nie da się z nimi w jakikolwiek sposób polemizować – starczy je zacytować, by wyciągnąć odpowiednie wnioski.

Opublikowany w Niecodzienności | Zostaw Komentarz »