Aby zachować chociaż pozory obiektywizmu, napiszę o naszym prezydencie coś pozytywnego. A tak całkiem poważnie – cieszę się, że po raz pierwszy (po 140 dniach urzędowania – lepiej późno, niż wcale) po raz pierwszy mam za co pochwalić Lecha Kaczyńskiego.
Oto w sobotę doszło do ważnej uroczystości – w Pawłokomie na Pokdarpaciu, miejscu ludobójstwa jakiego dokonała Armia Krajowa na cywilnej ludności ukraińskiej (swoją drogą Lech Kaczyński, potomek AK-owców i piewca zasług tej organizacji, przy okazji chyba nieco zweryfikował swój pogląd na jej działalność). W 1945 roku Polacy wymordowali tam 366 Ukraińców, w tak zwanym "odwecie" (o ile ludobójstwo na tak wielką skalę można tak nazwać) za uprowadzenie przez Ukraińską UPA 11 (uwaga skala: 366:11) Polaków.
W uroczystości wzięli udział prezydenci Polski i Ukrainy. Lech Kaczyński zastąpił przeprosiny (które powinny były paść ) modlitwą (sic!) "…i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom". Było to według mnie niezbyt fortunne sformułowanie, bowiem to nie Bóg ma odpuszczać nam winy, lecz przede wszystkiem Ukraina, skoro to my (a nie Bóg) rzekomo "im" przebaczamy za zbrodnie wobec Polaków. Cóż to bowiem za logika – my wybaczamy Ukraińców i liczymy na rozgrzeszenie u Boga?! A co z przebaczeniem z drugiej strony?! Powinniśmy o nie prosić, przeprzaszając.
Mimo tej nieudolności, ważne jest, że do takiego spotkania przy pomnikach ofiar (zarówno polskich, jak i ukraińskich) z udziałem prezydentów obu państw wogóle doszło. Co prawda Młodzież Wszechpolska zamanifestowała swój sprzeciw wobec przepraszania Ukraińców przez prezydenta Kaczyńskiego, jednak zdyscyplinował ich swym listem Największy Wszechpolak – Roman Giertych – nawołując do opamiętania nacjonalistyczną młodzieżówkę. To również dobry sygnał.
Dobrze, że zbrodnie zostały nazwane po imieniu – zarówno Polskie, jak i Ukraińskie. Nieco przykre jest, że nasze superobiektywne media starały się przemilczeć liczbę ukraińskich ofiar ub często podawały tylko, że "w Pawłokomie w 1945 roku zamordowano 366 cywilów". Kto i kogo – o tym rzadko media wspominały.
Zbrodnie trzeba nazwać zbrodniami – w stosunkach Polsko-Ukraińskich było ich wiele z obu stron. Kto zawinił bardziej, kto zaczął – to niech rozsądzają historycy. Ważne jest, abyśmy znali również czarne karty w naszej historii, nawet jeśli dotyczą one ludobójstwa dokonanego przez członków tak wielbionej w IV RP organizacji, jak Armia Krajowa (o tym usłyszałem wzmiankę w mediach jedynie raz w ciągu całego dnia relacji).
Znajmy zdarzenia z przeszłości, nawet gdy czyny naszych przodków godne są potępienia. Dobrze by jednak było, by przeszłość nie determinowała przyszłości. Takie pojednanie, jak sobotnie w Pawłokomie, jest najlepszą drogą do rozliczenia się z przeszłością, upamiętnienia ofiar i rozpoczęcia nowej, partnerskiej epoki w stosunkach Polsko-Ukraińskich.
Drogą o wiele lepszą, niż obrali politycy PiS, których główną pasją jest ciągłe drążenie, kto był agentem a kto komunistą. Obarczanie młodego SLD odpowiedzialnością za zbrodnie komunistyczne czy represje świadczy o wyjątkowym prymitywiźmie posłów Prawa i Sprawiedliwości. Gdy nie stać ich na polemikę za pomocą argumentów, stosują skandaliczną socjotechnikę. Przykładem niech będzie czwartkowy program "Co z tą Polską?":
Tomasz Lis: – SLD wystrzeliło dzisiaj do was z bardzo grubej armaty, że jutro głosami większości posłów koalicji wprowadzicie PiS–owską policję polityczną; co pan na to?
Przemysław Gosiewski, PiS: – Jest to absurdalny argument, tym bardziej wobec* ludzi, którzy taką policję organizowali przez 50 lat w Polsce, katowali ludzi i dzisiaj w tej sprawie się wypowiadają.
Równie dobrze możemy mówić o "katowaniu" Ukraińców przez braci Kaczyńskich, skoro ich przodkowie z AK mordowali ukraińskich cywilów. To nie jest retoryka, która powinna być stosowana w debatach publicznych. To retoryka ludzi głupich, małych, słabych. Nikt nie może nikomu odebrać prawa do krytyki tego, co w tej chwili wyprawiają w Polsce kaczy bliźniacy. Tusk nie odpowiada za swego dziadka w Wehrmachcie a Ryszard Kalisz (biorący udział w przytoczonej rozmowie) nie odpowiada za "katowanie ludzi przez 50 lat" przez reżim komunistyczny.
Swoją drogą, CBA będzie organem Prawa i Sprawiedliwości – na jej czele stanie absolutnie ponadpartyjny poseł PiS Mariusz Kamiński. Sejm nie będzie mógł go odwołać, bo nie otrzyma uprawnień jakiegokolwiek nadzoru nad nowo powołanym urzędem. Stworzą go ludzie PiSu i żadne przepisy nigdy ich stamtąd nie usuną, chyba że rozwiązana zostanie cała agencja. Tymsamym głupie PiSiory dały przyszłej władzy (SLD bądź PO) dobry powód do rozwiązania CBA, skoro władza nie będzie miała nad nim żadnej kontroli. Gdyby Kaczyńskim naprawdę zależało na sprawnej i trwałej instytucji antykorupcujnej, zgodziliby się aby była apolityczna. Czyniąc z niej ramię zbrojne swojej partii, z góry skazali ją na śmierć po 3,5 roku egzystencji.
Cóż, rozum to cecha obca naszej obecnej władzy. Tym bardziej cieszą przebłyski intelektu, widoczne np. w Pawłokomie. W dzisiejszej sytuacji każdą, choćby najmniejszą zasługę braci Kaczyńskich, będę wychwalał pod niebiosa (choć to było pojednanie ogromnie ważne i nie sprowadzam go tutaj do błachostki). Jak rzekł prezydent w swym orędzie sprzed kilku dni, "bądźmy optymistami". Jesteśmy w sytuacji, w której dno zostało osiagnięte i teraz może być już tylko coraz lepiej.
Jarosław Orłowski
* Przemysław Gosiewski zapewne nie miał na myśli, że to politycy PiS katowali ludzi przez 50 lat, choć taki sens ma jego wypowiedź. Nie byłem więc złośliwy i nie interpretowałem słów przewodniczącego dosłownie. Po tylu głupotach, ile zdążył wypowiedzieć w ciagu minionych mieisęcy, biorę za każdym razem poprawkę na jego gramatyczną impotencję.