Izraelska Armia w ciągu niespełna miesiąca zamordowała ponad 1000 libańskich cywilów. 1/3 ofiar to dzieci poniżej 12 roku życia. Dla porównania, w wyniku libańskich bombardowań z rąk Hezbollahu zginęło około 100 Żydów.
Jak długo jeszcze świat będzie patrzył na zbrodnię, dokonywaną przez Izrael? Czy niszczenie infrastruktury cywilizowanego państwa i zabijanie cywilów w niepodległym, jak na standardy bliskowschodnie – wyjątkowo demokratycznym – kraju, ujdzie płazem państwu, któremu Hezbollah porwał kilku żołnierzy?!
Tłumaczenia Izraela, że Liban musi zostać zniszczony, bo ukrywa się w nim grupa terrorystów, jest obłudą. Na tej samej zasadzie USA mogłyby zbombardować Berlin w 2001 roku, bowiem stamtąd pochodziła większość terrorystów, którzy 11 września zaatakowali amerykańskich cywilów. W XXI wieku, po dwóch wojnach światowych, cywilizowany świat wypracował już dawno dyplomatyczne metody rozwiązywania takich konfliktów. Jak widać, Izrael zrezygnował z miana „cywilizowanego państwa”, stosując terrorystyczne metody przeciwnika z dziesięciokrotnie większą siłą. Stał się Hezbollahem posiadającym poparcie międzynarodowej społeczności. Jest to postępowanie godne potępienia i wymagające zdecydowanych środków zapobiegawczych.
Od kilku dni rezolucja w sprawie konfliktu Izraelsko-Libańskiego jest gotowa. Uzgodniły ją ostatecznie USA i Francja. Głosowanie nad tym dokumentem jest jednak ciągle przekładane. Jak głosi jego treść, Izrael uzyska prawomocne upoważnienie ONZ do „obrony przed Hezbollahem”. Jak taka „obrona” ma być rozumiana? Chyba nie muszę tłumaczyć. Oczywiście działania „obronne” pozwolą Izraelowi zbombardować każdy kraj, w którym pojawią się członkowie Hezbollahu.
Izrael nie zgadza się na przerwanie ognia i dopuszczenie pomocy humanitarnej do rejonów przez siebie bombardowanych. Błagają o to organizacje międzynarodowe. Nie zgadza się też na opuszczenie Libanu i wpuszczenie tam w zamian międzynarodowych sił pokojowych, co byłoby rozwiązaniem najrozsądniejszym. Siły międzynarodowe powinny oczywiście opanować nie tylko Liban, lecz również Izrael, umożliwiając wreszcie Palestyńczykom stworzenie pokojowego państwa – być może bezbronnego, tak, jak to miało miejsce przed pięćdziesięcioma laty, gdy USA zaprzestały wojny z Japonią, w zamian za co Japonia w swej konstytucji zrzekła się prawa do posiadania sił zbrojnych. Nie posiada ich do dziś i nie jest przez to przez to bynajmniej krajem zacofanym.
Jeśli rezolucja zostanie uchwalona w takim kształcie, będzie to pożywką nie tylko dla rzeszy antysemitów, tylko czyhających na tak łakome kąski, by uprawomocnić swoje poglądy budowane na nienawiści rasowej. Kocham kulturę żydowską, szczególnie muzykę, i zawsze piętnowałem w Niecodzienniku PRAWDZIWY antysemityzm, ale aktualne postępowanie izraelskiej armii wzmaga we mnie ogromną wściekłość. Żydzi, którym świat zawsze współczuł, widząc w telewizji autobus wysadzony przez palestyńskich terrorystów, stali się teraz narodem bezdusznym, uznającym, że z powodu zbrodni dokonanych na nim przed pięćdziesięcioma laty, ma on teraz prawo bombardować dowolny kraj tłumacząc to „obroną”. Izrael musi przestać być traktowany jak święta krowa. Holocaust dawno się skończył. Dziś mamy do czynienia ze zbrodnią ludobójstwa, dokonywaną przez Izrael.
W obliczu tych wydarzeń tworzy się nowy rodzaj pogardy dla Żydów. Uczucia, które podzielają ludzie tacy, jak ja – tolerancyjni, pokojowo nastawieni do każdego, kto wyrzeknie się przemocy na rzecz dialogu, otwarci na inne poglądy. I nie ma to nic wspólnego z antysemityzmem!