NIECODZIENNIK.com

cała prawda i jeszcze trochę

Archiwum z październik, 2007

święto demokracji

Opublikował/a JAO w dniu październik 24, 2007

Mieliśmy minionej niedzieli podwójne święto demokracji. Po pierwsze, frekwencja – która wyniosła 53,88% – jest najwyższa w historii trzecio-czwartej Rzeczypospolitej. Widać potrzeba było kryzysu w postaci dwuletniego rządu PiS, byśmy docenili mechanizm demokratycznych wyborów i tak licznie z niego skorzystali. Po drugie, tak wyraźne zwycięstwo Platformy Obywatelskiej (PiS uzyskało wynik bardzo dobry, jak na partię, która wyrządziła przez minione dwa lata tak wiele szkód Polsce, ale trzeba pamiętać, że „wchłonęła” wyborców LPR i Samoobrony, a biorąc to pod uwagę, wynik PiS nie jest już tak imponujący) oznacza, że Polacy zdecydowanie opowiedzieli się PRZECIW wizji państwa ścigającego, zastraszającego, wojującego, dzielącego, zakompleksionego i podsłuchującego, zdecydowanie ZA państwem wolnym, demokratycznym, otwartym, rozmawiającym, rozsądnym i ambitnym.
Polacy odkupili „grzech zaniechania” sprzed dwóch lat, kiedy to „odpuścili sobie” głosowanie na PO, sądząc, że i tak wygra. Znamienny jest sondaż PBS DGA dla TVN, TVN24 i dziennika „Polska”, zgodnie z którym 58% wyborców PO nie poszło na wybory 2 lata temu! Oznacza to, że dziś naprawdę zmobilizował się elektorat Platformy Obywatelskiej, nauczony katastrofą z roku 2005, kiedy to wielu ludzi „odpuściło sobie” wierząc, że PO wygra nawet bez ich głosu. Wtedy odwrotnie postąpił elektorat „radiomaryjny”, zmobilizowany do głosowania na PiS. Gdy przyjrzymy się frekwencji według wieku, dostrzeżemy, że ludzie w wieku ponad 60 lat głosowali tym razem najmniej licznie spośród grup wiekowych – mniej niż młodzież w przedziale 18-19 lat. Nie pierwszy raz sprawdziło się porzekadło „Polak mądry po szkodzie”. Lepiej późno, niż wcale.

Wyniki

Wyniki wyborów parlamentarnych 21.X.2007, ogłoszone wczoraj oficjalnie przez Państwową Komisję Wyborczą, wyglądają następująco: PO uzyskało 41,51% głosów, PiS 32,11%, LiD 13,15%, PSL 8,91%. LPR i Samoobrona nie wchodzą do sejmu, nie przekraczając – nawet wspólnie – progu 3%, niezbędnego do uzyskania refundacji kosztów kampanii z kasy Państwa. Mandaty sejmowe rozdane zostaną w następujących proporcjach: PO 209 posłów, PiS 166, LiD 53, PSL 31, mniejszość niemiecka 1. Do Senatu weszły tylko dwie partie: PO będzie mała 60 senatorów, PiS 39, ostatni mandat zdobył jedyny senator niezależny – Włodzimierz Cimoszewicz. Frekwencja wyniosła 53,88% i powtórzę to – jest to wynik rekordowo wysoki w historii trzecio-czwartej RP (w porównaniu z rekordowo niskim sprzed dwóch lat, naprawdę robi wrażenie!).

Co z tym LiD-em?

LiD powinien pozostać w opozycji i grać na zdeprecjonowanie PiS (które będzie opozycją trudną), starając się być łagodną i kulturalną, lecz realną alternatywą dla PO, by mieć szansę przejąć władzę za 4 lata (a w każdym razie – mieć większą szansę, niż PiS, bo do powtórki z rozrywki nie można dopuścić).
Pocieszają mnie słowa Olejniczaka, że LiD będzie konstruktywną opozycją, zaś wykluczona jest koalicja z PO. LiD to nie PSL, który od zawsze pełnił (z całym szacunkiem dla tej partii) rolę „przystawki” – oczywiście nie chcę porównywać tutaj Polskiego Stronnictwa Ludowego z LPR czy Samoobroną; chcę jedynie wskazać, że PSL nie miał, nie ma i raczej nie będzie miał w najbliższej przyszłości szans na wygranie wyborów, więc pozostaje mu rola słabszego koalicjanta. LiD natomiast jest w innej sytuacji i ma szanse na zwycięstwo w następnych wyborach, więc lepiej, by nie „spalali” się w koalicyjnym rządzie, w którym i tak byliby znacznie słabsi, niż PO. Poza tym, lewicowo-prawicowy rząd oznaczałby rozmycie programów, z których powstać musiałby jakiś dziwny, kompromisowy twór. LiD natomiast będzie Platformie niezbędny do odrzucania ewentualnego weta prezydenta, więc PO powinna zadbać o jego poparcie.

Dziękuję premierowi Kaczyńskiemu

Premierze Kaczyński! Dziękuję Panu bardzo, że poddał się Pan po 2 latach skrajnie nieudolnego rządzenia i umorzył Pan połowę wyroku, na jaki Polacy (trzeba uderzyć się w pierś z tego powodu) sami siebie skazali w wyborach a.d. 2005. „Zakiwał” się Pan J

Nie chciałem zapeszać, ale przewidywałem, że PO zwycięży, potem PiS i PSL przed LiD (bo PSL przejmie elektorat Samoobrony i częściowo PiS), Samoobrona i LPR poza sejmem. Przeliczyłem się (na szczęście tylko w tym jednym) co do PSL i LiD jest trzeci.
Premier powiedział po ogłoszeniu wyników: „Bardzo zmieniliśmy Polskę, ale przerwano nam w połowie drogi”. Owszem, zmieniliście Polskę: zmobilizowaliście ją, by dała Wam nauczkę. Sami sobie przerwaliście (co premier dodał w dalszej części swojej wypowiedzi, powołując się na „zasady”, zgodnie z którymi musiał zakończyć koalicję), bo premier, decydując się na przedterminowe wybory i licząc na ponowne zwycięstwo, przeliczył się. Mimo to, brawo za odwagę, bo była to naprawdę ryzykowna rozgrywka. Swoje uznanie za podjęcie ryzyka przegranej chciałbym jednak skonfrontować z uznaniem dla taktyki premiera, który – gdy przyjmę inne założenie – być może w pełni liczył się z przegraną, sądząc jednak, że jest to ostatni moment na uzyskanie w miarę przyzwoitego wynik w wyborach a nowy parlament stworzy Prawu i Sprawiedliwości szansę na zwycięstwo – tym razem z wygodnej pozycji opozycji – w następnych wyborach, nie mówiąc już o wyborach prezydenckich dla jego brata. Mam rację, Panie Jeszcze Przez Chwilę Premierze?

Kolejna wczorajsza wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego powinna skłonić do myślenia na temat jego woli sprzed dwóch lat do wejścia w koalicję z PO: „Koalicja z PO nie wchodzi w grę”. Wyszło szydło z worka! Można wyciągnąć dwa wnioski: albo premier nigdy nie chciał tej koalicji, albo chciał jej jedynie przy wiodącej roli PiS, które miałoby znaczącą przewagę nad Platformą-koalicjantem, chociaż dwa lata temu rozpowiadał wszem i wobec, że proponuje PO koalicję na równych zasadach – „pół na pół”!

Przystawkom dziękujemy

Dziękuję Prawu i Sprawiedliwości również za wchłonięcie „przystawek”! Zmiecenie z polskiej sceny politycznej Ligi Polskich Rodzin a także takich ekstremistów-fundamentalistów, jak Marek Jurek czy Artur Zawisza, jest wielką zasługą (i chyba jedyną) Jarosława Kaczyńskiego dla Polski. Wybory były tego warte. Podobnie pozbycie się z sejmu Samoobrony należy uznać za sukces tego dwuletniego rządu. Oczywiście elektorat tych dwóch partii nigdzie się nie zapodział, tylko przepłynął do Prawa i Sprawiedliwości, ale tutaj poglądy dawnych wyborców LPR i Samoobrony, chcąc nie chcąc, będą musiały ulec ewolucji, zderzając się z realiami w postaci programu PiS, a przez to złagodzeniu – na co liczę. Krótko mówiąc, być może naiwnie, myślę, że wchłonięcie „przystawek” przez PiS zaowocuje nie tylko zniknięciem choroby (partii), ale również samego wirusa ją powodującego (poglądów wyborców – jak nacjonalizm, strach przed „obcymi”, ksenofobia, antysemityzm, walka z aborcją, homofobia) a przynajmniej, że poglądy te nie będą miały możliwości realizacji i przez to zaczną zanikać lub schodzić na dalszy plan, nie mając oparcia w żadnej parlamentarnej partii.
Prof. Kik zwrócił uwagę na to, że PiS jest „partią kryzysogenną”, ponieważ – po „wchłonięciu” wyborców LPR i Samoobrony – stało się partią o niejednolitym elektoracie. Wierzę w to głęboko i liczę na jakiś szybki kryzysik wśród prawicowej opozycji! J

Komisje śledcze?

Tak, jestem za, o ile nie będą miały służyć odwróceniu uwagi od realnego rządzenia. Katastrofą byłoby powołanie wszystkich trzech sejmowych komisji śledczych naraz (ds. akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa, ds. prowokacji CBA wobec posłanki Sawickiej, ds. akcji CBA wobec Barbary Blidy). Wtedy bowiem mielibyśmy w TV nieustanne „reality show” i mogłoby to być dobrą zasłoną dymną dla realnego rządzenia. Komisje powinny być jednak powołane – proponowałbym postępować chronologicznie, czyli od Blidy przez Leppera po Sawicką.

Jeden senator niezależny

Niezależnemu komitetowi wyborczemu Włodzimierza Cimoszewicza, jako jedynemu, udało się wprowadzić swojego kandydata do Sejmu. Osobiście bardzo mnie cieszy ponowna obecność byłego marszałka sejmu, premiera, ministra sprawiedliwości i ministra spraw zagranicznych w jednej osobie, w życiu publicznym. Polityk tej klasy powinien mówić i być słyszanym, bo jest osobą, z której zdaniem powinniśmy się liczyć – zwłaszcza „my, lewicowcy”. Jest to również jego niewątpliwy, osobisty sukces – po dwóch latach politycznego niebytu, uzyskał w swoim okręgu ok. 175.000 głosów!

Premier Tusk, wicepremier Pawlak?

Po wczorajszej rekomendacji, jakiej Platforma Obywatelska udzieliła Donaldowi Tuskowi na stanowisko premiera, w tej kwestii nie powinno już być wątpliwości. Tusk może mieć powody do radości – w Warszawie (choć oczywiście warszawiakiem nie jest, w przeciwieństwie do Kaczyńskich) zdobył rekordową liczbę ponad pół miliona głosów! Jest to również niewątpliwie ogromna odpowiedzialność względem osób, które jemu zaufały.
Platforma podtrzymuje swoje zapowiedzi o chęci wejścia w koalicję z Polskim Stronnictwem Ludowym, co jeszcze dziś ma zaowocować pierwszym spotkaniem negocjacyjnym tych partii. W takiej sytuacji Waldemar Pawlak powinien zostać wicepremierem i ministrem – nie koniecznie rolnictwa (jak powiedział wczoraj Marek Sawicki, Pawlak może objąć dowolny resort, bo do wszystkiego się nadaje). Szykuje się więc Polsce rząd centroprawicowy, spokojny, zrównoważony psychicznie, rozsądny. Chciałbym i mam nadzieję, że taki właśnie będzie. Z całego serca życzę „im” oraz „nam” – czyli Polsce – powodzenia!

Jarosław Orłowski

Opublikowany w Niecodzienności | 1 komentarz »

dlaczego zagłosuję na Platformę Obywatelską

Opublikował/a JAO w dniu październik 19, 2007

To nie była łatwa decyzja. Nie chciałem głosować na partię, która nie zamierza zlikwidować policji politycznej braci Kaczyńskich – CBA. Partię, która podejmuje, narzuconą przez PiS, kampanię przerzucania się inwektywami. Partię, która nie mówi o swoich poglądach, tłumacząc, że prawdziwy spór toczy się o jakość a nie o treść polskiej polityki. Partię, która przez minione dwa lata była opozycją bladą, nie konstruktywną a czasem opozycją nie była w ogóle, popierając n.p. ustawę o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym razem z braćmi Kaczyńskimi. Nie podoba mi się chęć rozbijania przez Platformę pozostałych partii (PiS i LiD) i przeciągania z nich do siebie pojedynczych posłów (vide – taśmy Renaty Beger), co od kilku dni zapowiada w wywiadach Donald Tusk. Nie podoba mi się, że od maja Platforma zmieniła swój pogląd na prywatyzację szpitali o 180’, wykreślając ten punkt ze swojego programu, gdy tylko stało się to niewygodne w walce z PiS-em. To wszystko może niepokoić. Nie podobają mi się populistyczne wypowiedzi Tuska, ale – jeśli mają służyć wyłącznie wyniesieniu go do władzy – wybaczam. Słowem, mówiąc przewrotnie, w pewnych kwestiach (spornych z moimi poglądami) liczę na obłudę PO i, mimo wszystko, pojutrze zagłosuję na Platformę Obywatelską.

Wolę postawić na mniejsze zło niż na nieosiągalne dobro

Otóż czy mi się to podoba, czy nie, nawet jako wyborca LiD-u muszę przyznać, że prawdziwy bój rozegra się między PO a PiS. Lewica i Demokraci, na których zamierzałem głosować, nie liczą się w tej walce – po części z powodu „choroby filipińskiej” prezydenta Kwaśniewskiego. Bardzo bym chciał, aby LiD rządzili. Bądźmy jednak realistami – głosując na LiD, tylko częściowo odbieramy głosy PiS-owi, natomiast nie dodajemy głosów największej partii mającej szansę odsunąć PiS od władzy. Głosując na PO, robimy jedno i drugie. Cóż bowiem z tego, że wzmocnimy LiD, którzy będą mieli jednego posła więcej, jeśli PO przegra z PiS i nadal bracia Kaczyńscy będą budowali koalicję (premier obiecuje, że Samoobrona i LiD nie wchodzą w grę – marzy mu się za to rządzenie z PLS-em, podobnie jak Tuskowi).
Może zabrzmi to patetycznie, ale są czasy, gdy ponad swoje poglądy trzeba przedłożyć pragmatyzm w podejmowaniu decyzji, mających na celu osiągnięcie celu nadrzędnego. Mówiąc prościej: wolę zagłosować na PO, która jest pod względem ideologicznym dalsza od moich poglądów, niż na LiD, któremu jestem bliższy. W „normalnych” warunkach, gdyby nie istniało niebezpieczeństwo rządów PiS i gdybyśmy nie mieli za sobą dwóch lat kierowania krajem przez tę partię, na pewno nie kierowałbym się sondażami w podjęciu decyzji, na kogo głosować, bo zawsze uważałem to za nieuczciwe względem samego siebie. Powód jest jednak poważny i sądzę, że usprawiedliwia tego typu decyzję: celem nadrzędnym jest odsunięcie PiS-u od władzy. Nie możemy sobie więc pozwolić na głosowanie na partię, która nie wygra z Prawem i Sprawiedliwością. Te wybory są zbyt ważne.

Kto premierem w rządzie PO?

Kontynuując wyliczanie minusów partii, na którą zdecydowałem się zagłosować, nie mogę przemilczeć niezdecydowania szefa PO, kto będzie premierem, gdy Platforma wygra wybory. We wczorajszym „Dzienniku” Tusk wspominał przypadki Pawlaka, Buzka i Marcinkiewicza jako tych, którzy – nie będąc szefami zwycięskich partii – stawali się premierami.
Co do ostatniego nazwiska, osobiście uważam za wielce prawdopodobne, że to właśnie Kazimierz Marcinkiewicz stanie na czele rządu PO. Weźmy bowiem pod uwagę, że jest to człowiek cieszący się wielkim zaufaniem społecznym, dodajmy do tego fakt jego wystąpienia z Prawa i Sprawiedliwości oraz udzielenie poparcia Donaldowi Tuskowi w niedzielnych wyborach… to byłoby więc dla Tuska rozwiązanie bardzo dobre, bo w rządzeniu szef PO mógłby się wypalić, tracąc szansę na zwycięstwo w najbliższych wyborach prezydenckich, co niewątpliwie mu się marzy. No, chyba że Marcinkiewiczowi również.
W wyżej wspomnianym wywiadzie szef PO deklaruje też, że stanowisko premiera jest gotów oddać koalicjantowi. Według wszelkiego prawdopodobieństwa, powstanie koalicja PO-PSL. Jeśli będzie za słaba, być może wzmocnią ją LiD (którzy jednak mają coraz większe szanse na utracenie miejsca na podium na rzecz PSL). W takim wypadku nazwisko przyszłego premiera może brzmieć: Pawlak, Kwaśniewski… a może Olejniczak?

Dlaczego nie PiS?

Czy naprawdę muszę odpowiadać na to pytanie? Czy nie widać wystarczająco wyraźnie, jak wiele straciliśmy przez minione dwa lata? Państwem kierują ludzie zakompleksieni, stosujący w polityce międzynarodowej logikę pokrzywdzonych i upokorzonych, dla których celem strategicznym nie jest forsowanie rozsądnych pomysłów, lecz postępowanie tak, aby inni się z nami liczyli. Duma ze zdolności do blokowania decyzji, zamiast konstruktywnego współuczestnictwa w ich podejmowaniu, jest cechą ludzi małych i kłótliwych, szkodzących Polsce. Pamiętajmy, że mówimy o władzy, która nie akceptuje parlamentarnej kontroli nad swoimi działaniami – jak to ujął Aleksander Smolar, jest to „demokracja delegowana”, w której jedynym demokratycznym aktem są wybory, miedzy którymi władza wykonawcza rządzi w sposób niepodzielny. Mówimy o władzy, która stara się skłócić wszystkich ze wszystkimi (lekarzy z pacjentami, biznesmenów z „ludem” i t.p.), bo podzielonym społeczeństwem łatwiej jest dyrygować. Mówimy o władzy, której głównym środkiem perswazji w stosunku do oponentów są groźby (n.p. „wzięcia w kamasze”) a nie dialog. Nie oszukujmy się: te dwa minione lata nie powinny tak wyglądać w wolnym, demokratycznym, XXI-wiecznym państwie, które rzekomo ma za obywateli ludzi rozumnych a nie „ciemny lud, który wszystko kupi”. Być może było nam to jednak potrzebne. Być może musieliśmy sięgnąć dna, by mieć od czego się odbić.
Pozostawmy przeszłość i skupmy się na dalszych planach naszej najjaśniejszej władzy. Premier Kaczyński w dzisiejszym „Dzienniku” ogłosił, że chciałby zmienić konstytucję, ponieważ jest niezgodna z ustawą lustracyjną Prawa i Sprawiedliwości, która upadła przed Trybunałem Konstytucyjnym. Jeśli ustawa jest niezgodna z konstytucją, zmieniamy konstytucję a nie ustawę! Premier naprawdę to powiedział! Jak ktoś taki może rządzić naszym krajem?! Mówimy o człowieku, który wczoraj powiedział również: „Kłótnie między prezydentem a premierem to najgorsza rzecz, jaka może spotkać Polskę i choćby z tego powodu Donald Tusk nie powinien być premierem.” Przełóżmy to na prostszy język: „Będzie źle, jeśli premierem zostanie ktoś, kogo nie lubi mój brat.” Jarosław Kaczyński ma już chyba pełnię władzy, mając w swoich rękach prezydenta, marszałka sejmu, senatu, telewizję publiczną, prokuraturę, policję polityczną, służby specjalne, Instytut Pamięci Narodowej… a nawet stoi na czele komitetu organizacyjnego mistrzostwa EURO 2012 – jak widać, chciałby dodatkowo stanąć na czele PO. Z takim rozumowaniem powinien zostać następcą Fidela Castro lub Kim Dzong Ila.

Donaldu Tusku, licz się z lewicą!

Apel Donalda Tuska po debacie z Aleksandrem Kwaśniewskim, skierowany do wyborców LiD-u, by głosowali na PO, przejdzie do historii. Sądzę, że może przeważyć szalę zwycięstwa na korzyść PO. Po tej debacie (i po ujawnieniu taśm CBA z podżegania Beaty Sawickiej do przestępstwa, które to taśmy – jak widać – bardziej zaszkodziły prowokatorom niż prowokowanym) notowania PO poszybowały – odtąd w sondażach Platforma plasuje się 10% nad PiS-em i przekracza próg 40%. Tak więc głosy „lewaków” mogą zadecydować o tym, że Tusk zostanie premierem. Umownie rzecz biorąc, PO – jeśli zwycięży – powinna potraktować nadwyżkę głosów ponad 30% za głosy LiD, którego notowania spadają. Szanowny Panie Przewodniczący Donaldu Tusku! Proszę wziąć to pod uwagę w kształtowaniu linii politycznej swojego rządu! Jeśli zostanie Pan premierem, to również dzięki głosowi mojemu czy moich znajomych, z którymi stoczyłem szereg rozmów, mających na celu ustalenie, że głosujemy na Pańską partię, chociaż pod względem programowym znacznie bliżej jest nam do Lewicy i Demokratów! Nie głosowaliśmy na Pana z miłości, tylko widząc w Panu osobę mającą największą szansę na zawrócenie Polski z bezdroża, na które skierowało ją Prawo i Sprawiedliwość! Proszę nas nie zawieść! Największym rozczarowaniem byłoby – chyba nie tylko dla nas – gdyby wszedł Pan w koalicję z PiS-em. Proszę tego nie robić! Proszę zdePiSować państwo! By żyło się lepiej! Również „lewakom”, którzy Panu zaufali!

Jarosław Orłowski

Opublikowany w Niecodzienności | Zostaw Komentarz »