Opublikował/a JAO w dniu grudzień 21, 2008
„To niewiarygodne!” – maestro Tercio Quattro, jeden z najlepszych zegarmistrzów w Neapolu, nie może wyjść z podziwu dla własnego odkrycia. „Nigdy bym nie pomyślał, hoho, no proszę, a jednak!” – podskakuje radośnie, bawiąc się szelkami.
Maestro odnalazł sześćdziesiątą pierwszą sekundę zupełnym przypadkiem. „To wydarzyło się, gdy budowałem jeden z setek zegarków w swoim życiu. Smarowałem właśnie jajko na twardo majonezem, nastawiając drugą ręką mechanizm sekundnika, gdy dostrzegłem to zjawisko! Sześćdziesiąta pierwsza sekunda pojawiła się dokładnie w połowie między sześćdziesiątą a sześćdziesiątą drugą! Nigdy bym się jej tam nie spodziewał!”.
Prof. Manfred Wasserbaum z Zuryskiego Ośrodka TymCzasowego uznał to odkrycie za jedno z największych w dziejach ludzkości, zaraz po wynalezieniu chochli do zupy i koloru zielonego. „Niech pan tylko pomyśli! Sześćdziesiąta pierwsza sekunda oznacza, że wszyscy żyjemy dłużej, niż sądziliśmy! Średnia wieku wzrosła automatycznie z 76 lat do 77 lat i 2 miesięcy, co sprawia, że każdy 76-latek może liczyć na dodatkowe 14 miesięcy wakacji dzięki neapolskiemu zegarmistrzowi! Oczywiście, jeśli umie liczyć.”
Odkryciem zainteresował się natomiast Rzymski Instytut Badań nad Schizofrenią, który wystosował do maestra Quattra oficjalne zaproszenie na dożywotnie wczasy w swoim górskim ośrodku. Maestro skorzystał z ochotą, ogłaszając z radością, że będzie miał teraz czas na pracę naukową i kolejne odkrycia.
Unia Europejska – ku zaskoczeniu świata naukowego – zdecydowała jednak, że nie uzna nowej jednostki czasowej (minuta sześćdziesięciojednosekundowa). Rzecznik UE na ekspresowej konferencji prasowej ograniczył się do lakonicznego komunikatu: „Szkoda czasu.”
JAO
Opublikowany w ...i jeszcze trochę | Otagowane: czas, neapol, sześćdziesiąta pierwsza sekunda, UE | Komentarzy: 3 »
Opublikował/a JAO w dniu grudzień 21, 2008
Z pozoru niczym nie różnił się od zwykłego bobra. Dopiero po badaniach DNA okazało się, że zwierz odkryty przed paroma tygodniami w brazylijskiej dżungli przez przydrożną prostytutkę, to nie chomik, lecz renifer. – „Ale bardzo blisko spokrewniony z ważką” – dorzuca dr Paolo Coali z Brazylijskiego Instytutu Naturalnego, precyzując – „Odziedziczył po niej gęstą sierść i mocny ogon”.
„Wszystko to dowodzi teorii ewolucji. Darwin miał rację. Wszystko ewoluuje. Dzisiejsze renifery to nie to samo, co wczorajsze renifery…” – wspomina z rozrzewnieniem prof. Nur van der ibn Reiffeisen z Fińskiego Instytutu Rozwoju Reniferologii, doradzający brazylijskim naukowcom.
Renifer zdawał się być zaskoczony całą sytuacją. Gdy zjawiła się prasa, swój stosunek do otoczenia zademonstrował, wchodząc na drzewo i wydalając obfitą porcję fekaliów na fotoreporterów. Testy genetyczne wykazały, że jego DNA jest bardzo zbliżone do DNA amazońskiego plemienia Haha i częściowo zbliżone do DNA samic z plemienia Hoho. To zaskakujące, bowiem plemiona te od wieków nie miały kontaktu z mikrofalówką czy choćby krótkofalówką. Są totalnie odcięte od świata. Zaskakuje też fakt, że gatunek ten jest bliżej spokrewniony z makrelą, niż z człowiekiem, choć ludzkie DNA bliższe jest flądrze.
Genetycy wysnuli tezę, że prawdopodobnie renifer jest wynikiem stosunku płciowego jednej kobiety z plemienia Hoho z kilkoma mężczyznami z plemienia Haha (prawdopodobnie stosunek wynosił 1:7, ale część badaczy twierdzi, że wynik był ustawiony – do czasu wyjaśnienia tej sprawy, zatrzymano wodzów obu plemion, gdyż na ich przydomowych palach wykryto podejrzanie dużą ilość cennych paciorków z muszli), przy niewielkim współudziale marchwi i odrobiny patatów. Do czasu ogłoszenia bardziej przekonywującej teorii, będzie to oficjalne wytłumaczenie tego fenomenu. Wodzowie plemienia Haha i Hoho wstępnie porozumieli się już co do podziału tantiemów ze sprzedaży wizerunku spłodzonego renifera. Pobliska elektrownia atomowa zadeklarowała chęć finansowego wspomożenia turystyki w tym rejonie.
JAO
Opublikowany w ...i jeszcze trochę | Otagowane: amazońska dżunga, bóbr, brazylia, flądra, patat, prostytutka, renifer | Zostaw Komentarz »
Opublikował/a JAO w dniu grudzień 20, 2008
Na afgańsko-pakistańskim przejściu granicznym, służby celne udaremniły przemyt na wielką skalę. Ciężarówka, w której przemycano pięć ton czekolady, oficjalnie przewoziła jedynie haszysz. Celnicy nie dali się jednak zwieść: „Od razu poznałem, że to nie haszysz! Jechało czekoladą na kilometr! Nie ten smak, nie ten zapach, palić się to to nie chciało…” – deklaruje Abdullah Babullah, szer Pakistańskich Służb Granicznych. – „Nie daliśmy się zwieść nawet standardowym napisom „Goplana” na etykietach. I tak wiedzieliśmy, że to nie haszysz.” – dodaje.
Afgańskie Ministerstwo Obrotu Narkotykami (AMON) wystosowało oświadczenie, w którym zadeklarowało: „Zrobimy porządek z przemytnikami czekolady! Nie pozwolimy na to, by nasza gospodarka straciła dobre imię w branży narkotykowej!
Każdy producent haszyszu może czuć się bezpieczny!”
Na pytanie, jak doszło do przemytu, porucznik Babullah odpowiada:
„Był to oficjalnie eksport haszyszu z Afganistanu i importu opium do Pakistanu. To wzbudziło nasze podejrzenia. Wyraźnie coś się nam nie zgadzało. Na granicy haszysz został podmieniony na czekoladę. Przynajmniej formalnie. Degustacja trwa, więc oficjalne wyniki próbek będą znane w ciągu kilku miesięcy. Długo? Niestety, mam tylko pięćdziesięcioro ludzi a każdy ma tylko kilkudziesięciu krewnych do pomocy, a do przebadania jest parę ton…” – ucina celnik.
Sekretarz Generalny ONZ Ban Ki Mun oświadczył, że Organizacja Narodów Zjednoczonych zrobi wszystko, by ukrócić proceder podrabiania haszyszu. „Towar musi być czysty, większość trafia na europejski rynek. To kilkadziesiąt milionów odbiorców. Jak mam to palić, skoro nie wiem, czy nie palę czekolady? Jak to będzie wyglądało, gdy na oficjalnym spotkaniu z głową jakiegoś państwa roztopi mi się działka?” – pyta retorycznie sekretarz. „Nie można robić ludzi w konia!” – dodaje wzburzony.
JAO
Opublikowany w ...i jeszcze trochę | Otagowane: afganistan, ban ki mun, czekolada, haszysz, onz, opium, pakistan, przemyt | Komentarzy: 2 »
Opublikował/a JAO w dniu grudzień 19, 2008
Ramowa konwencja Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu, która odbyła się w ubiegłym tygodniu w Poznaniu (COP14), stała się obiektem krytyki ruchów ekologicznych. Reakcja ta jest podyktowana ociepleniem klimatu rozmów na temat ekologii, do jakiego doprowadziło spotkanie. Minister środowiska Maciej Nowicki zapewnia, że wcale nie takie były intencje: „Zapewniam, że robiliśmy wszystko, by dążyć do ochłodzenia klimatu. W specjalnym protokole nazwaliśmy nawet ekologów chamami, mendami i burakami (to ostatnie uznali akurat za komplement). Wszystko to, aby doszło do oziębienia w relacjach rząd-ruchy społeczne. Nie mogliśmy dalej patrzeć, jak przychylnie i ciepło spogląda na nas choćby taki głupi wredny Greenpeace. Niestety, nie udało się.” Szef Greenpeace Polska widzi tutaj swoją winę: „Może rzeczywiście nie dość się staraliśmy, za mało krzyczeliśmy a za dużo chwaliliśmy… to się już więcej nie powtórzy. Następnym razem zrobimy taką rozpierduchę, że będzie gorąco! To znaczy zimno, zimno będzie, ma być zimno!.” – poprawia się szybko. Wanda Posiadła z Rokitnika Wielkiego powiedziała „Niecodziennikowi”: „Wszystkie te ekologi som mundre, jak się ciepło robi, a opitolić lalusiów na konferencji nie chciały! Tera to sobie mogom pokczyczeć, jak już si ciepło i mio zrobio! A trza było mordy drzeć przed spotkaniem, to by ni było ocieplenia! Drugi rok z żyndu lót na sadzawce mi rozmarza i krasula musi iśc naopkoło na łunke!” Dodała też okrzyk: „Do roboty, kurwa!”. Greenpeace zapowiedział, że skorzysta z Wandy Podsiadłej jako negocjatorski w celu ochłodzenia klimatu rozmów ze stroną rządową. Wanda Podsiadło na wieść o tym poszła nakarmić kury.
JAO
Opublikowany w ...i jeszcze trochę | Otagowane: COP14, greenpeace, poznań 2008, ramowa konwencja Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu | Zostaw Komentarz »
Opublikował/a JAO w dniu grudzień 18, 2008
„O kurwa!” – zareagował pan Ingacy, stojący pod barem piwnym Mix w Działdowie, na wieść o obchodzonym wczoraj międzynarodowym dniu bez przekleństw. „Nawet mi Pan nie mów, kurwa, takich rzeczy! Że ja przeklinać nie moge dziś? A kto przeklina? Ja, kurwa, przeklinam? A chcesz w ryj?”. Do rozmowy dołączył się pan Mościsław, przechodzący obok: „Taki dzień mnie obraża! Że ja sobie niby DZIŚ nie mogę przeklinać? A w inne dni to mogę? A kto to ma decydować, kiedy mogę, kiedy mogę, a kiedy nie mogę? Już ja wiem, kiedy mogę, a kiedy nie mogę! Już ja wiem, kiedy mogę, a kiedy nie mogę!” – powtórzył z naciskiem. „Żydzi nie będą mi mówili, kiedy mogę pierdnąć! Ani Niemiecy! Ani Życiński!” – usłyszeliśmy od pani Stanisławy, wracającej właśnie z porannej mszy. „Na chuja nam takie świnto? A mało to roboty ze świntami mamy? Co to, dziś sobie przeklonć nie mogę? Przed wigiliom nie, to kiedy, ja sie pytam, ja mam sie odstresować?” – zawtórowała pracownica szaletów miejskich. Złości nie kryli również związkowcy z „Solidarności”, protestujący przed Kancelarią Premiera w sprawie „pomostówek”. „Żeby nie było, my swoje zdanie na ten temat mamy, ale swoją kulturę też. Specjalnie z powodu dnia bez przekleństw, skandujemy dziś ’jak poprzecie tę ustawę, rozwalimy wam Warszawę’. Rozumie pan, rozjebiemy dopiero jutro, bo święto szanujemy.” – oświadczył manifestant.
Wzburzenie opinii publicznej spowodowało, że o komentarz poprosiliśmy prezydenta. „Odejdź, starcze.” – usłyszał nasz reporter.
JAO
Opublikowany w ...i jeszcze trochę | Otagowane: dzień bez przekleństw, pomostówki, solidarność | Zostaw Komentarz »
Opublikował/a JAO w dniu grudzień 18, 2008

Susilo Bambang Yudhoyono (Bami, jak zdrobniale wołają na Niego poddani), twierdzi, że nie był to zamach. Odmiennego zdania jest Al-Kaida, która już przyznała się do podesłania popsutego pasikonika na prezydencki talerz. Lekarze sądzą, że prezydenta uratowała jego bardzo silna odporność na nieświeże pasikoniki, które pochłaniał w dzieciństwie w celu wypędzenia z siebie diabła. Pałac Prezydencki przeczy, jakoby konieczność powtórzenia tego obrzędu stanowiła powód zatrucia głowy państwa. Poseł Pis Marek Kuchciński jeszcze nie wypowiedział się w tej sprawie, ale poparł nieznaną i nie sformułowaną jeszcze opinię prezesa Kaczyńskiego. George W. Bush powiedział: “Bardzo lubię Islandię, to piękny kraj. Współczuję królowi Yoko Ono.”
JAO
Opublikowany w ...i jeszcze trochę | Otagowane: al-kaida, bush, kaczyński, kuchciński, pasikonik, prezydent indonezji, susilo bambang yodhoyono, zatrucie | Zostaw Komentarz »