
Turban okazał się słabym ogniwem w genialnym kamuflażu Sulejmana Bumbama.
Z uwagi na doniosłość tego wydarzenia, zezwolono Sulejmanowi Bumbamowi na zwołanie konferencji prasowej. Seryjny zamachowiec-samobójca w krótkim wystąpieniu oświadczył: „To wszystko przed to, że Allah za bardzo mnie polubił”. Jego adwokat, mecenas Talik Szalik, wyjaśnia: Mój klient nad wyraz sumiennie wykonywał swoje obowiązki. Do każdego zamachu bardzo się przykładał i profesjonalnie wysadzał w powietrze siebie oraz osoby znajdujące się w promieniu kilkudziesięciu metrów. To go zgubiło, bowiem był tak dobry w swoim fachu, że Allah postanowił nie umieszczać go w raju już po pierwszym perfekcyjnym zamachu, lecz zesłać go na ziemię ponownie w kolejnym wcieleniu. Niestety, okazało się, że i tym razem zamach się powiódł i Allah znów był dumny z Sulejmana, wyznaczył mu więc kolejną misję. I tak 44 razy.” W końcu jednak Sulejman Bumbam został schwytany, bo pochopnie założył ten sam turban, którego użył w trakcie dwudziestego siódmego zamachu. To go zgubiło, został rozpoznany. „Gdyby nie turban, nie bylibyśmy pewni. Mieliśmy bowiem prawie pół miliarda podejrzanych, którzy pasowali do portretu psychologicznego sprawcy: mężczyzna w wieku 5-100 lat, wyznania muzułmańskiego, lubiący materiały wybuchowe, molestowany w dzieciństwie przez księdza katolickiego z pobliskiej parafii.” – dodaje zastępca komendanta.
Źródła zbliżone do Allaha twierdzą, że powracanie Sulejmana Bumbama na ziemię w ponownych wcieleniach było możliwe dzięki tajnemu porozumieniu, zawartemu pomiędzy Allahem a Buddą. „Budda udostępnił Allahowi tajniki reinkarnacji, podarowując mu – nieco już wysłużony – egzemplarz koła samsary, w zamian Allah zapowiedział duchowe wspieranie Tybetańczyków”. – wyjaśnia anonimowo Ruh-ul-Qudus, z zawodu anioł.
Sulejman Bumbam twierdzi jednak, że to właśnie pechowe boskie porozumienie było przyczyną jego schwytania. „Od początku czułem, że ten cały Budda coś kręci. Nie ufam facetom, którzy noszą bordowe sukienki i w dodatku łączą je z sandałami w niemodnym kolorze. Źle mu z oka patrzyło i dziwnie się uśmiechał przy każdym przecinku. Musiał dać nam jakieś wybrakowane koło.” Nie traci jednak hartu ducha i zapewnia, że jeszcze tu wróci, i to nie raz. Zapewnia też, że ponownie nie da się złapać, bowiem tym razem – dla niepoznaki – będzie używał tęczowego turbanu. Do raju mu nie śpieszno. „Dziewice nie zające, poczekają. Allah obiecał mi nawet premię – dodatkowe dziesięć ośmiolatek za każdy zamach z ilością powyżej pięciu ofiar, a każda kolejna ofiara premiowana będzie ośmioletnim chłopcem.” – rozmarza się.
Sulejman Bumbam – by jak najprędzej powrócić do koła samsary i znów działać w swym zawodzie – zapowiedział dobrowolne poddanie się karze śmierci. Prokuratura zapowiedziała, że w takim wypadku zabiegać będzie o natychmiastowe uwolnienie podejrzanego.
JAO

Japońscy okuliści odkryli, że wzrok ludzki nie jest w stanie dostrzec koloru zielonego. „To, co uważamy za zieleń, tak naprawdę jest fioletem” – oznajmił autorytet w tej dziedzinie, prof. Okuoko Naoko, dowodząc też, że z kolei kolor fioletowy jest w rzeczywistości słodką wonią grzyba z gatunku Phallus impudicus. Profesor Naoko wykazał bowiem, że wszystkie kolory tak naprawdę są zapachami, a zapachy – dźwiękami. „To, co odbiera nasz mózg za pośrednictwem zmysłów, może być zupełnie czymś innym, niż sądzimy” – argumentuje. „Na przykład, bierze pan sobie za żonę piękną szczupłą blondynkę, która w rzeczywistości jest siwiejącym grubym samcem mrówkojada, lecz pańskie zmysły odebrały jej powabny zapach stęchlizny jako bodziec wzrokowy i omamiły pana.” Na pytanie, jak to wiekopomne odkrycie przekłada się na życie zwykłych ludzi, prof. Naoko wyjaśnia: „Nijak.” Zapewnia też, że badania będą kontynuowane, bowiem budżet przewidywał jeszcze 15 lat prowadzenia doświadczeń. „Trochę pośpieszyliśmy się z tym odkryciem, ale nic nie szkodzi, coś wymyślimy. Od fazy płodowej marzyłem, aby zbadać, ile czasu człowiek jest w stanie trzymać swe powieki otwarte. Myślę, że 15 lat wystarczy na przeprowadzenie eksperymentów w tym zakresie. Amerykanie zapowiedzieli nawet, że przekażą nam nieodpłatnie ochotników do tych badań, ponieważ akurat likwidują jakiś ośrodek badawczy na Kubie… Guannano czy jakoś tak…” – zdradza.
Prezydent Iranu Mahmud Ahmedineżad, przemawiając w Irańskim Instytucie Sztuki Wojennej, poinformował o stworzeniu przez irańskich naukowców unowocześnionego modelu miny lądowej o nazwie „Kebab 2”. Zaawansowane rozwiązania techniczne pozwalają na precyzyjną detonację, a także burzą powszechną teorię, jakoby mina była pułapką. „Wyeliminowaliśmy element zaskoczenia. Nasza mina prosi o to, aby na nią stanąć lub najechać.” – ogłosił prof. Karim Mehmed ibn Ahmed, szef zespołu naukowców pracujących nad miną.
Ireneusz Szpion, emerytowany oficer Służby Bezpieczeństwa PRL, ujawnił, że Lech Wałęsa był tajnym współpracownikiem Instytutu Pamięci Narodowej o pseudonimie „Pomysłowy
Rzecznik afgańskich Talibów, Abdul Haji Multiwitamin, na zwołanej w Kabulu konferencji prasowej ogłosił, że do końca roku 2009 polskie wojska zostaną wycofane z Afganistanu. „Decyzję konsultowaliśmy z prezydentem Iranu, który poparł nasze stanowisko. Proces ewakuacji polskich wojsk będzie prowadzony w tempie dwudziestu transporterów miesięcznie. Niestety, tylko takim limitem pocisków dysponujemy.” – dodał z żalem w głosie i detonatorem w dłoni.
Po wielu godzinach dyskusji i beczkach wina mszalnego, najwięksi teologowie doszli w Watykanie do wniosku, że eutanazja jest sprzeczna z aborcją. „Jesteśmy przeciwni eutanazji, eutanazja jest sprzeczna z aborcją, więc – chcąc nie chcąc – musimy zaakceptować aborcję.” – oznajmił ks. prof. Angelo Roquito, czołowy teoretyk tzw. nurtu antyeutanazistów. Nie zgodził się z nim jednak ks. prof. Rodriguez Pirenejro, teoretyk szkoły antyaborcjonistów: „Z jakiej racji mamy akceptować aborcję, skoro sprzeczna jest ona z eutanazją? Aborcji przecież nie dopuszczamy, musimy więc zaakceptować eutanazję!” Pojawił się również prąd zwracający uwagę na porę sjesty, sugerujący zakończenie polemiki i udanie się na latte macchiato z podwójnym espresso. Papież zganił obie strony sporu, zauważając, że takie logiczne główkowanie do niczego dobrego nie doprowadzi. „Wy lepiej tyle nie myślcie, moi drodzy bracia! Chyba że chcecie poznać uroki misjonarzenia na Kamczatce…” – zasugerował.